W najnowszym numerze...

Hot spot

Sławomir Płatek

Felietony Sławomira Płatka

Święta ułożyły się na przełomie grudnia i stycznia pomyślnie. Wystarczył dzień – dwa urlopu i miało się pięć dni świętowania. A jest co świętować. Kultura będzie bowiem odtąd jedynie słuszna. A słuszna to wsteczna. Polacy bowiem (znów użyłem słowa „bowiem”, a używam go, bowiem jest słuszne) najlepszą kulturę wytwarzali, kiedy byli postępowi. A postępowi byli kiedyś, czyli musimy teraz robić kulturę taką jak kiedyś, czyli wsteczną, żeby była postępowa. Wtedy będzie najbardziej polska z polskich.

Pod koniec października na Fali Poprzecznej usłyszałem ciekawą teorię o debiutach poetyckich. Dorota Ryst zauważyła, że debiutuje się zwykle albo w wieku studenckim, albo znacznie później – po trzydziestce lub nawet w kolejnych dekadach życia. To chyba prawda. Są oczywiście wyjątki, ale obok Doroty siedziała czwórka debiutantów i żaden z nich się nie wyłamywał z tej obserwacji statystycznej.

Od festiwalu do festiwalu,
Od wiersza do wiersza
Od baru do baru
Od anioła do bydlęcia


Wojciech Kass, Piosenka literata

Nie, to nie tak, wiersz niech żyje własnym życiem, a festiwale żyją własnym. Nigdzie nie można zobaczyć z bliska jak się rodzi literatura równie dobrze jak na tego rodzaju imprezach. A literatura, jak wiadomo rodzi się z literatury, toteż widywanie piszących i przyjrzenie się im ma wpływ na to, co potem pojawia się w druku.

Jakiś czas temu, oglądając mecze piłkarskie, zastanawiałem się nad ewolucją języka. Mamy przecież piękną nazwę sportu – piłka nożna. Z czasem zaszczepił się (choć nie wyparł „piłki nożnej”) wyraz football, oznaczający to samo, ale w „lepszym” języku, bo wszystko co zachodnie, to lepsze. Teraz słyszę – soker. Soker to dla mnie miłośnik soków jakoś dziwnie nazwany. Rozumiem, że tradycja makaronizmów jest polskim dziedzictwem kulturowym (rozplenionym na anglicyzmy i podkręconym globalizacją). Ale czy ktoś umie racjonalnie wytłumaczyć pojawienie się słowa „haircut”? I czym się różni od „fryzury”? Niepotrzebne, trudne do wymówienia, wprowadzające zamieszanie.

Nie wiadomo, czy są to słowa Janusza Meissnera, czy jakiegoś oryginalnego Pryszczyka (lub realnej postaci sportretowanej w powieści L jak Lucy pod nazwiskiem Pryszczyk). Dialog (szpitalny) jednak należy przytoczyć z więcej niż jednego powodu. Przytaczam: