W najnowszym numerze...

Już w czasach szczytowej popularności Paolo Coelho słyszałem wielokrotnie opinię, że ludzie czytają, a mogliby przecież nie czytać. Lepiej więc, że czytają książki byle jakie niż żadne. To samo mówiono nieco później, przy okazji wszystkich Greyów wraz z licznymi podróbkami. Druga z dość popularnych opinii była taka, że czytelnik zaczyna od literatury słabej, aby z biegiem czasu dojść do lepszej.

Problem w tym, że taki czytelnik uważa lepszą literaturę za... gorszą, a gorszą za lepszą. Wybiera „piosenki, które już zna”, a kiedy czegoś nie rozumie – odrzuca. To bariera fizyczna, trochę jakby oczekiwać, że po wielu latach dobrych treningów w jeździe na rowerze, uda się dopedałować do drugiej prędkości kosmicznej. Czytelnik odrzucający bardziej wymagające książki nie chce, a nie chce, bo nie może.

Jeśli dorosły człowiek zaczyna sięgać po nasiarkowane jabole (z głębokim przekonaniem, że są „tanie i dobre”), to nie spodziewałbym się, że doprowadzi go to do w końcu do szlachetnych trunków. Zwłaszcza, jeśli jest szczerze przekonany, że bełty naprawdę są lepsze, a taka np. Rioja to wina kwaśne i niedobre. Uwielbienie dla rzeczy łatwych nie jest, nie było i nigdy nie stanie się punktem wyjścia do koneserstwa. Przykład jest może drastyczny, ale to przerysowanie po prostu służy jasności. Żeby jednak urozmaicić argumenty, spytałbym: gdybyście chcieli przekonać kogoś do filmów Pasoliniego lub Antonioniego, doradzilibyście mu, żeby zaczął od telewizyjnych oper mydlanych?

Jeśli człowiek posiada własny pęd do coraz lepszego poznania świata, to w naturalny sposób będzie szukał na to metody. Jeśli ktoś mówi, że wiersze takich postaci jak Ciarkowska są łatwe, a np. Rybickiego – trudne, to ma rację. Ale jeśli woli te łatwe właśnie dlatego, że są łatwe, to niby dlaczego miałby sięgnąć po trudniejsze? Nie sądzę, żeby ludzie czytający poezję banalną i płaską właśnie DLATEGO, że jest banalna i płaska, zechcieli sobie zrobić krzywdę i torturować się np. Kacprem Bartczakiem. A gdyby ten mechanizm działał, to chwilkę... Przecież co roku ukazuje się kilkadziesiąt mniej lub bardziej znanych tomików typu „no name”, których autorzy piszą mnóstwo niczym nieróżniących się wierszy, z marnym skutkiem udając księdza Twardowskiego i Wisławę Szymborską. Wyobraźmy sobie, że czytelnicy tej produkcji, zachęceni do poezji, faktycznie po jakimś czasie sięgają po coś wartościowszego. Wówczas nakłady tomików takich np. Arterii, czy choćby z naszej serii dawno powinny sprzedawać się w tysiącach. Czyli coś tu jednak nie gra.

Prawda jest smutna: gdyby dziesięciu autorów „no name” pokroju Ciarkowskiej wymieniło się wierszami i wydało wspólny tomik, nikt by się nie zorientował, że to kompilacja. Są na wskroś identyczni, ich teksty zatrute są tym samym patetycznym banałem, nijakością, a to że mogą zrobić karierę (jak pisze tu w innym artykule Jerzy Alski), to tym gorzej dla poezji. Tanie wino nie jest dobre, bo jest tanie i dobre. Złą sztukę trzeba odrzucać, bo jest zła. Dobrym poetą zostaje się pracując nad swoimi wierszami, żeby były lepsze, a nie robiąc karierę na publikacji banału, szkodząc przy okazji i rynkowi, i czytelnictwu.

Nie ma, Proszę Państwa, ścieżki promocji dobrej literatury poprzez promowanie złej literatury. Zaniżanie poziomu nie prowadzi do podwyższenia poziomu. I nie chodzi już o wspomnianych wcześniej Rybickiego czy Bartczaka. Oni świadomie kierują się do niewielkiej grupy czytelników. Mamy jednak całą masę osób piszących wiersze przystępne, a przy tym wartościowe. Grzebalski, Dycki, Grzegorzewska, Radziewicz, Kleszcz, Woźniak i wielu innych, a każde z nich na swój sposób. I nie wierzę ani w to, że są „za trudni”, ani w to, że sukcesy sklonowanych tomików „no name” nagonią im czytelników. Chyba, żeby jakieś duże konsorcjum zaczęło ich reklamować w mediach i na billboardach. Obok trzeciej części filmów o Greyu i obniżek cen słoniny w Lidlu.

Sławomir Płatek

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.