W najnowszym numerze...

Judith Leyster

Jest rok 1630. Haarlem, coraz lepiej prosperujące holenderskie miasto, szykuje się, by rozpocząć kolejny pracowity dzień. Zabiegani mieszczanie pędzą na poranne nabożeństwo, do sklepów, do ratusza. Dwudziestojednoletnia dziewczyna kończy malować obraz. Ostatnimi pociągnięciami pędzla podpisuje obraz swoimi inicjałami okraszonymi gwiazdą – znakiem rozpoznawczym jej sygnatury. Starannie sprząta stanowisko, a później spogląda krytycznie na rozstawioną przed sobą sztalugę.  

Oraz wyłamuje się z ówczesnej konwencji portretowania kobiet – uwieczniona na nim młoda kobieta w czepku i kryzie stoi w zdecydowanie bardziej swobodnej i żywiołowej pozie niż te znane nam z innych powstałych w tamtym okresie dzieł. Uśmiecha się zawadiacko i rozchyla usta, jakby miała zaraz powiedzieć widzowi jakiś sekret. Trzymane przez nią paleta i pędzel jednoznacznie wskazują na jej zawód, podobnie zresztą jak stojący przed nią na wpół ukończony obraz. Z całej postaci emanuje pewność siebie i duma. Nic dziwnego – Judith Leyster ukończyła właśnie swój pierwszy (i jedyny znany nam obecnie) autoportret.

Mimo młodego wieku urodzona w 1609 roku Holenderka ma wszelkie powody, by być z siebie zadowoloną. Już jako nastolatka została opisana w tworzonej przez Samuela Ampzinga kronice miejskiej, Beschrijvinge ende lof der stadt Haerlem,  gdzie opisano ją jako dobrą i wnikliwą malarkę, a jej pozycja w lokalnym środowisku malarskim stale wzrastała. W momencie powstawania autoportretu młoda Judith mogła się już także spodziewać, że już w najbliższej przyszłości zostanie jej udzielone członkostwo w miejskiej gildii malarzy czyli Gildii św. Łukasza. Było to osiągnięcie, które w tamtym stuleciu udało się tylko dwóm kobietom – przy czym jedynie Leyster pozostawała aktywna na rynku.

Nie jest do końca wiadomo, kiedy i w jakich okolicznościach zaczęła uczyć się malarskiego fachu. Być może miało to coś wspólnego z bankructwem jej ojca, piwowara prowadzącego browar, właśnie pod nazwą Leyster. Nie wiadomo też, u kogo mogła terminować, jakkolwiek za dwóch najbardziej prawdopodobnych „kandydatów” uważa się Fransa de Grebbera i Jana Halsa. Ten ostatni zresztą będzie istotny dla jej malarstwa… nawet kilkaset lat po śmierci.

Niezależnie od początków swojej kariery, niespełna trzydziestoletnia Judith była już znaną i cenioną malarką, stawianą na równi z innymi twórcami tamtego okresu. Podobnie jak wielu artystów z okresu złotego wieku Holandii, także i ona koncentrowała się na malarstwie świeckim. Malowała to, co widziała, inspirowana codziennym życiem, być może także scenami obserwowanymi w browarze ojca - jej modele piją, grają na instrumentach, rozmawiają, w większości przypadków sprawiają wrażenie szczęśliwych i zrelaksowanych. Jej pozornie niedbałe, pospieszne pociągnięcia pędzla i nieformalny styl szybko stały się jej znakiem rozpoznawczym, zyskując szacunek i uznanie cechu oraz mieszkańców Haarlemu. W roku 1635, dwa lata po wstąpieniu do gildii, miała już ona własny warsztat oraz trzech czeladników. Wiadomo jest, że jednego z nich bez pozwolenia Gildii przejął od niej Jan Hals – za co musiał on później wypłacić malarce odszkodowanie.

Punktem zwrotnym w karierze Judith stał się rok 1636, kiedy to wyszła ona za Jana Miense Molenaera, również malarza, w dodatku specjalizującego się w preferowanej przez Leyster tematyce. To właśnie wówczas rozwijająca się kariera malarki gwałtownie zahamowała, a ona sama w dużej mierze wycofała się z życia artystycznego. Do niedawna uważano wręcz, iż po zamążpójściu zarzuciła ona pracę jako malarka, całkowicie poświęcając się rodzinie lub że pracowała nad obrazami wspólnie z mężem. Dopiero w XX wieku znaleziono kilka obrazów z późniejszego etapu jej twórczości. To właśnie z tych nowoodkrytych prac dowiadujemy się, że po roku 1636 Judith Leyster (wówczas już Molenaer) zaczęła malować głównie martwe natury i studia botaniczne. Trudno powiedzieć, co było przyczyną takiego stanu rzeczy. Może nie chciała robić mężowi konkurencji? Może miała nadzieję, że zmiana tematyki zwiększy dochody w rodzinie?

Jakiekolwiek by nie był powód, kariera obiecującej malarki zaczęła dogasać, a o niej samej zapomniano krótko po jej śmierci ok. 1660 roku. Namalowane przez nią obrazy rozproszyły się po świecie, pozostając głównie w prywatnych kolekcjach. Na przestrzeni lat zapomniano o Judith Leyster, niejednokrotnie przypisując autorstwo jej prac innym twórcom, zwłaszcza Janowi Halsowi. Stało się tak m. in. z obrazami Wesoły pijak i Szczęśliwa para. To właśnie ten ostatni obraz przyczynił się do ponownego odkrycia artystki pod koniec XIX wieku, kiedy to w trakcie jego renowacji odkryto umieszczoną na płótnie sygnaturę Leyster, ukrytą pod sfabrykowanym na przestrzeni lat podpisem Halsa. Odkrycie to doprowadziło do wzajemnych oskarżeń między poszczególnymi dystrybutorami dzieł sztuki i wytoczonego przez ostatniego nabywcę obrazu procesu sądowego.

Towarzyszący odkryciu skandal przyniósł ze sobą jedną dobrą zmianę – zaczęto (wprawdzie na początku bez większego entuzjazmu) poszukiwać nieznanego twórcy, którego obraz do tej pory uchodził za dzieło Jana Halsa. Ostatecznie w 1893 roku Szczęśliwą parą zajął się Cornelius Hofstede de Groot, historyk sztuki, który ostatecznie doprowadził do ponownego odkrycia Judith Leyster i jej twórczości. Na przestrzeni lat udało się odnaleźć około dwudziestu jej obrazów, jest jednak bardzo prawdopodobne, iż wiele jej dzieł nadal pozostaje zapomnianych lub przypisanych komuś innemu.

Judith Leyster uśmiecha się radośnie z siedemnastowiecznego portretu. Czy uśmiechałaby się tak, gdyby wiedziała, jak potoczą się dalsze losy jej kariery? Mam nadzieję, że tak. Osiągnęła przecież wiele, znacznie więcej niż większość współczesnych jej kobiet, a jej obrazy – na nowo odkryte po kilkuset latach – nadal zachwycają. Zatrzymajmy się więc na chwilę nad obrazami tej niezwykłej malarki i czekajmy – może niedługo okaże się, że jest ich więcej?

Anita Katarzyna Wiśniewska

 


 

Judith Leyster – galeria prac

 

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.