W najnowszym numerze...

Grzegorz Kielar - Skrajem

Bywają książki, na które trafiamy w dobrym momencie. Czasami pomagają jakkolwiek poukładać własne sprawy, czasami po prostu natykamy się na nie w chwili, gdy szukamy tego typu lektury. Są też książki, które najlepiej czyta się w określonej porze roku. Przyszła wiosna, czas podejmowania głupich decyzji, obserwowania z zapartym tchem rozwijających się liści i wzmożonego ruchu na drogach. Tymczasem na mojej półce zagościł tomik Grzegorza Kielara Skrajem.

Trzeba przyznać, że pod względem graficznym książka ta nie przyciągnęła mojej uwagi. Cienki zbiorek, o barwnej okładce i z nieco nieczytelną biografią z tyłu, swoją formą przypominał mi bardziej almanach powstały po konkursie literackim dla młodzieży, niż pełnoprawną, drugą w dorobku tego poety, publikację. Był schludny, porządnie wydany, ale – zdawałoby się – nic poza tym. Później zaczęłam czytać i pierwsze, niekoniecznie pozytywne, wrażenie diametralnie się zmieniło.

Tym, co rzuciło mi się w oczy jako pierwsze, jest charakterystyczna prostota prezentowanych w zbiorze Skrajem wierszy. Nie ma tu zbędnego moralizowania, nie ma epatowania metafizyką, wybijania się myślami ponad trzeci, czwarty, n-ty wymiar. Jest za to zbiór codziennych obserwacji – bawiący się w parku chłopiec, kot, kobieta na werandzie – są to drobiazgi, które każdy spotyka na co dzień. Podczas jednak, gdy w większości z nas obrazy takie mogą liczyć w najlepszym razie na zauważenie kątem oka, Grzegorz Kielar przy pomocy kilku zręcznych wyrażeń buduje z nich nowy niepokojący obraz świata. Strzelający ma sześć lat błysk w oku / i wyćwiczony nadgarstek żadnej kominiarki / i innych kamuflaży – czytamy w wierszu „Z ręki”. Tekst ten doskonale oddaje naturę całego zbioru – zapisu, jak pozornie niewinna zabawa w parku może wzbudzać nieomal przerażenie, historii o tym, jak dziewczynka, wiewiórka i pan w okularach umierają, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Jeśli się nad tym zastanowić, wiele w tych wierszach odchodzenia. Od tego ostatecznego, które niekiedy pozostaje niezauważone (śmierć na odkrycie czeka niekiedy długo / tylko zielonkawe muchy trupnice / zwietrzą ją błyskawicznie – czego dowiadujemy się z wiersza „Mrzyk trupnice i zyzuś tłuścioch”) aż do zwyczajnych rozstań, przyjmowanych za tak oczywiste, że bohater wiersza „Zanim” prosi jedynie: zanim zdecydujesz się wyjść na dobre / zostaw na szybie oddech (…). Tutaj właśnie wyraźnie widać cechę, która uderza mnie w zawartych w tym tomie wierszach – są to teksty pozbawione hiperbolizowania, popadania w skrajności, załamywania się. Przebija się z nich całkowity spokój. Świadomość, że coś może pójść nie tak, jest tylko dodatkiem do normalnego życia, dodatkiem nieprzemijającym, ale też nie wysuwającym się na pierwszy plan – jest przedstawiona jako uczucie, które każdy czytelnik może uznać za bliskie jego własnym doświadczeniom. Z tekstów przebija się dojrzałe podejście do świata, noszące cechy stoickiej postawy.

Gdybym miała jednym zdaniem powiedzieć, o czym właściwie opowiadają nam wiersze Grzegorza Kielara zawarte w tym zbiorze, powiedziałabym, że jest to opowieść o dojrzewaniu. Mimo, iż nie ma tu jednego bohatera, trudno jednoznacznie określić, kto właściwie jest podmiotem lirycznym, z większości prezentowanych tutaj tekstów wyłania się obraz człowieka, który dopiero uczy się siebie i życia, człowieka, który przechodzi od stwierdzenia, że świat jest idealny, do fazy głębokiej nieufności i poczucia, że w każdej chwili może się zdarzyć coś, co zaburzy jego względnie ustalony porządek życia. Jest to proces ciągły, w pierwszej chwili niezauważalny. Na pozór wszystko takie samo/ a jednak ostatnio (…) / boisz się otwierania / skrzynki na listy schodów bez poręczy (…) – czytamy w jednym z pierwszych tekstów, „Możemy się umówić”. Jest to właśnie ten moment, który narzuca człowiekowi zwiększenie ostrożności, analizowanie na nowo siebie i otaczającego świata, zastanawianie się nad tym, czy na pewno wie wszystko, co niezbędne. Od pewnego czasu głoszę / pochwałę nieprzejrzystości – mówi bohater wiersza „Na oku”, który właśnie zaczyna rozumieć, że zbytnia pewność siebie, przeświadczenie o własnej nieomylności i tym, że świat jest taki, jak się wydaje, nie zawsze wychodzi / na zdrowie częściej na dreszcz. Stąd też, chociaż czasami chciałby porzucić środki bezpieczeństwa, wrócić do dawnej wiary w ludzi, dać światu wszystkie kody dostępu, ostatecznie stwierdza: na wszelki wypadek chciałbym wiedzieć / czy jesteś tylko dzikim / lokatorem poddasza / czy także seryjnym mordercą kotów. Tak naprawdę nie jest to nawet strach przed ludźmi, niechęć do znajomych i świata, to po prostu środki ostrożności czynione jakby mimochodem, dla pewności.

Skrajem Grzegorza Kielara jest moim zdaniem jedną z książek, które doskonale nadają się na wiosenną lekturę. Nie można zaprzeczyć, że zbiór ten każe zatrzymać się na chwilę, pomyśleć, zastanowić się. Skłania do myślenia. Są to teksty pełne ostrożności, niepokoju, świadomości, że wszystko się kończy. Jednak, mimo, że poruszają one wiele ważnych tematów, nie są skostniałe, zawieszone w czasie i przestrzeni. Nie mamy tu do czynienia z nawałem teorii spiskowych, nie widzimy nadmiernego strachu przed przyszłością czy przeszłością. Jest za to świadomość, że coś się zmienia i pogodzenie się z tym. Moim zdaniem jest w tych tekstach coś z tego wiosennego ruchu, ożywienia, ze świeżości, która sprawia, że lektura nie przytłacza i chce się czytać kolejne wiersze. Dlatego też uważam, że warto poświęcić chwilę i zapoznać się z tym zbiorem. Przecież wiosna to najlepszy czas na czytanie wierszy.

Anita Katarzyna Wiśniewska

 

Autor: Grzegorz Kielar
Tytuł: Skrajem
Wydawnictwo: Tarnogórskie Centrum Kultury, Tarnowskie Góry 2014
ISBN: 978-83-950256-0-1

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.