W najnowszym numerze...

Astrid Lindgren i Sara Schwardt - Twoje listy chowam pod materacem

Nakładem Wydawnictwa „Nasza Księgarnia” ukazała się książka Astrid Lindgren i Sary Schwardt „Twoje listy chowam pod materacem. Korespondencja 1971-2002”. Redaktorka tomu, Lena Törqvist, w przedmowie do publikacji wyjaśnia: „Podczas ponad dziesięcioletniej pracy nad porządkowaniem archiwum i materiałów pozostawionych przez Astrid Lindgren uzyskałam wgląd w unikalny zbiór listów. Brak czasu nie pozwalał mi czytać wszystkich, ale powoli nabrałam doświadczenia na tyle, aby już na pierwszy rzut oka rozpoznawać te, które różniły się od reszty […]. Dzięki temu udało się odkryć unikalną korespondencję, która jest tu prezentowana”.  Nie byłoby to zresztą możliwe, gdyby nie długa i daleko idąca (rzadka wręcz!) sumienność i samodzielność pisarki, która mimo licznych obowiązków i postępującej wraz z wiekiem ślepoty, długo – bowiem do późnej starości – skrupulatnie odpowiadała  niemal na wszystkie listy otrzymane od czytelników i dopiero na kilka lat przed  śmiercią – w połowie lat 80. – zdecydowała się zatrudnić sekretarkę, odbierającą i porządkującą pocztę trafiającą do sztokholmskiego domu przy Dalagatan 46.

Na początku lat siedemdziesiątych rozpoczęła się wymiana listów pomiędzy Astrid Lindgren - wówczas już światowej sławy pisarką, autorką m.in. „Dnia z ulicy Awanturników”, „Dzieci z Bullerbyn” oraz znakomitej serii o przygodach Pippi Langstrumpf -  i Sarą Ljungcrantz - nikomu bliżej nieznaną dziewczynką. W liście otwierającym tę epistolarną przyjaźń, z kwietnia 1971, marząca o karierze aktorki dwunastoletnia Sara, pragnąca otrzymać główną rolę Fideli w filmie „Biały kamień”, błaga Lindgren o konieczną w jej przekonaniu afiliację: „PROSZĘ CIĘ, ZRÓB WSZYSTKO, CO W TWOJEJ MOCY, ŻEBYM WZIĘŁA UDZIAŁ W PRÓBCNYH ZDJĘCIACH, CHOCIAŻ MAM 12 LAT. WIEM, ŻE TY MASZ WPŁYWY […] JEŚLI DOSTANĘ SIĘ NA PRÓBNE ZDJĘCIA, NIE BĘDZIESZ ŻAŁOWAĆ”. Odnosi się silne wrażenie, że dziewczynka nadając list jest głęboko przekonana o zbawiennym charakterze opowieści Lindgren, jej rewolucyjnym – bo mającym wywrotowy charakter – potencjale, bo upragniona rola będzie nie tylko spełnieniem jej dziecięcych pragnień, ale też skutecznie umożliwi ucieczkę od domowych frasunków i szkolnych zatargów z nauczycielami. Kiedy jednak spojrzy na swoje zachowanie z pewnego oddalenia, zaczyna towarzyszyć jej poczucie żenady, dlatego też zdecyduje się po raz wtóry napisać do Lindgren, załączając stosowne do poprzedniej gwałtowności wyrazy: „To znów ja. Już kilka dni po tym, jak wysłałam poprzedni list, zaczęłam tego żałować […]”. Wyczekiwana odpowiedź nadchodzi dopiero z końcem marca 1971 roku i – jak możemy domyślać się – choć nie jest tą upragnioną  i tak oczekiwaną repliką – bo pisarka objaśnia przede wszystkim własne milczenie („Często mnie tu nie ma, dużo podróżuję […]”), choć zawiera zwyczajową formułę grzecznościową („Nie bądź na mnie rozżalona, że nie odpisałam wcześniej, nie bądź!”), to mimo wszystko ten pierwszy komunikat daje już przedsmak przyjaźni i – teraz tkwiącej jeszcze w zaczynie – wieloletniej listownej zażyłości, która niebawem ma połączyć Sarę z Astrid. W kolejnych listach dorastająca dziewczyna mówi wiele o sobie, stopniowo odsłania osobistą kondycję, a z następujących po sobie zdań wyłania się krajobraz smutnego i samotnego dzieciństwa; wspomina m.in. o planowanej ucieczce z domu rodzinnego, pobycie w szpitalu psychiatrycznym, widmie przenosin do rodziny zastępczej. Ten obraz strapienia, dojrzewające w dziewczynie poczucie osobistej tragedii szczęśliwie znajduje najlepszego adresata: jeśli Lindgren nie ujawnia tu szczególnej empatii, to przynajmniej daje świadectwo daleko idącego zrozumienia dla spraw okresu „burzy i naporu”. Ale są jej listy także potwierdzeniem, materialnym zapisem trudu, pracy, której przez lata oddawała się z poświęceniem: niesamowitego wysiłku rozumienia młodszego bliźniego, skoro Lindgren podejmuje liczne próby objaśnienia Sarze jej samej, dostrzegając źródła niektórych strapień w cechującej dziewczynę nadmiernej wrażliwości i intelektualnym (nad)rozwinięciu, które nie pozwalają jej pozostawić niektórych spraw obojętnie. Oferując jej duchowe pocieszenie, próbuje dobrym słowem i cennymi wskazówkami, ustrzec swoją rozmówczynię przed podjęciem ryzykownych i nieodpowiedzialnych kroków: „Siedzę tu i pragnę tak, że aż we mnie trzeszczy, żebyś ty przebrnęła mimo wszystko bez środków podniecających. Nawet taka rzecz jak zwyczajne palenie papierosów, mści się okropnie na tym ciele, które człowiek dostał i ma przez całe życie. Nie myśl, że teraz wyjeżdżam z kupą ostrzeżeń jak jakaś ciotka. Ja chcę, chcę, bardzo chcę tylko, żeby było Ci dobrze”. W innym liście napomina Sarę, by ta przezwyciężyła coraz silniejszą niechęć do szkoły: „[…] musisz wytrzymać i zdobyć świadectwo ukończenia szkoły, żebyś mogła iść dalej, do jakiejś szkoły scenicznej, inaczej nic z tego nie będzie […]. Próbuj przychodzić na czas, próbuj gwizdać na to, jeśli dyrektor jest głupi, tylko myśl każdego dnia: będę aktorką i dlatego teraz musi mi być tak cholernie”.

„Twoje listy chowam pod materacem”, to książka tylko pozornie więcej mówiąca o Sarze Ljungcrantz, bo w istocie to Astrid Lindgren jest jej główną bohaterką, którą odkrywamy stopniowo, charakteryzowaną w opisie pośrednim, często poprzez mimowolnie rzucone zdanie. Ta oś tematyczna: dylematy osobiste Sary, wprawia w ruch mechanizm ewokacji, pozwalający zaistnieć młodzieńczym wspomnieniom pisarki, próbującej objaśnić „młodej przyjaciółce” świat ludzkich zachowań. Autorka „Dzieci z Bullerbyn” na ogół odwołuje się do historii sytuujących się w dzieciństwie. Tak chociażby dzieje się w odniesieniu do pierwszych miłosnych rozczarowań Sary, na które Astrid reaguje czułą opowieścią z młodzieńczych lat: „[…] Rozumiem w najmniejszym stopniu jak się to odczuwa, chociaż to było około 50-60 lat temu, kiedy byłam mniej więcej w takiej samej sytuacji. Moja najlepsza przyjaciółka nazywała się Anne-Marie i obie byłyśmy równie zakochane w jednym chłopcu, który miał na imię Allan […]”. Innym razem, kiedy „mała przylaszczka” (jak Lindgren określi Sarę w jednym z listów) bez ogródek stwierdzi, że uważa się za brzydką („Wcale nie jest przyjemnie wyglądać jak ja”), pisarka odkryje przed nią tę zasadniczą cechę dojrzewania: „Ale że jest się brzydkim, uważa się zawsze, kiedy się ma trzynaście lat, w tym wieku byłam przekonana, że jestem najbrzydsza ze wszystkich i że nikt nigdy nie mógłby się we mnie zakochać - ale z czasem zauważyłam, że nie jest z tym aż tak źle, jak myślałam".

Formuła korespondencyjnego dwugłosu nie ogranicza się jednak tylko do wypisów z życia prywatnego. Gdzieniegdzie natrafić można na informacje dotyczące tematyki literackiej czy pracy twórczej Astrid Lindgren. Autorka odkrywa przed Sarą okoliczności w jakich powstają jej książki: „Mnie jest łatwo dzięki temu, że potrafię bardzo dobrze stenografować, więc siedzę na swoim balkonie albo leżę w łóżku, w ręce trzymam mój blok do stenografowania i mogę na nim pisać równie szybko, jak myślę", a kawałek dalej wykłada osobiste stanowisko względem problemu pisarskiej sławy: "Chcesz wiedzieć, jak to jest być ZNANĄ? Wiesz, w głębi duszy bardzo mało mnie to obchodzi. Ta popularność, która tak dziko się obecnie rozszalała, to najpaskudniejsze ze wszystkiego, dlatego człowiek może być przynajmniej trochę zadowolony, kiedy wie, że książkami, które napisał, uczynił paru osobom życie weselsze, wtedy czuję zadowolenie". Wreszcie określa zasadnicze źródła własnej twórczości i literatury w ogóle, stojąc na stanowisku immanentnej, głęboko podmiotowej teorii pisania, które nie przychodzi z zewnątrz, które tkwi w podejmującym artystyczny wysiłek: „Nie istnieje żadne inne dziecko, które może mnie zainspirować, poza tym dzieckiem, którym sama niegdyś byłam. Do pisania książek dla dzieci wcale nie jest konieczne posiadanie własnych dzieci. Trzeba tylko samemu kiedyś być dzieckiem. I mniej więcej pamiętać, jak to było."

Widoczna w zapisach Lindgren szczególna dyspozycja psychiczna nie jest tylko przejawem autorskiej wrażliwości i dobrej woli, ale znakiem czegoś znacznie poważniejszego: pewnego ethosu, głęboko uwewnętrznionego poczucia odpowiedzialności: za gest, za słowo, za literaturę.

Ale ogłoszona korespondencja jest nade wszystko symbolem rzeczywistej przyjaźni czytelnika i pisarza, relacji trwającej niejako wbrew ponad pięćdziesięcioletniej różnicy wieku. O ile dość łatwo zrozumieć motywacje Sary (przecież korespondowała z samą Astrid Lindgren!), o tyle trudniej odnaleźć wiarygodne podstawy, dla których pisarka przez pełne trzy dekady z nietajoną radością podtrzymywała ten płomień. Pewnej odpowiedzi udziela list z 15 września 1972 roku, wówczas Lindgren notowała: „Myślisz – może – że piszę tak do masy dzieci i młodzieży i piszę do ciebie z musu, ale tak nie jest. Tylko z tobą prowadzę tego rodzaju wymianę listów, wszyscy inni dostają jeden list i koniec. Dlaczego więc piszę do ciebie? Bo jest w tobie coś, co lubię, masz w sobie wrażliwość, która, jak sądzę, jest od czasu do czasu tłamszona, ale zachowałaś ją. To typowe dla ciebie, że proponujesz mi, żebym się nie zmuszała, by do ciebie pisać, bo pokazuje troskę, na którą niewielu z twoich rówieśników by się zdobyło”.

W tej perspektywie ważna jest także decyzja wydawców, którzy nie zaburzyli wewnętrznego porządku tych listów nadmierną ingerencją, wszak zachowali liczne błędy ortograficzne i interpunkcyjne, znakomicie oddające – towarzyszące korespondentkom – gwałtowność uczuć oraz wysoką temperaturę emocjonalną.

 

Angelika Łuszcz

 

Autor: Astrid Lindgren, Sara Schwardt

Tytuł: Twoje listy chowam pod materacem. Korespondencja 1971–2002

Tłumacz: Anna Węgleńska

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, Warszawa 2015

ISBN: 978-83-10-12681-8

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.