W najnowszym numerze...

Tytułowy wieszcz to Adam Zagajewski, rozdzierający jeden ze swoich całkiem przyzwoitych garniturów i koszulę do gołej klaty, prowadzący naród do „prawdy”. Dobrze, żarty na bok. Zagajewski aktywny poetycko od wielu lat, wytworzył niedawno wiersz pod tytułem „Kilka rad dla nowego rządu” i opublikował w Gazecie Wyborczej. Fragmenciki:

W skład nowego rządu wchodzi wielu błyskotliwych ministrów.
Jeden z naszych ministrów mówi po angielsku.
(…)
Należałoby którejś nocy rozstrzelać kilku reżyserów
filmowych, nie oszczędzając kobiet.
Wszyscy profesorowie prawa konstytucyjnego
powinni być dożywotnio internowani.
Poetów można zostawić w spokoju
i tak nikt ich nie czyta.

Takie i inne kawałki „humorystyczne”, które nie śmieszą, „sarkastyczne”, które nie kłują, „błyskotliwe”, które nudzą, „odkrywcze” zbitki truizmów. Garść trywialnych złośliwości, bladych jako retoryka i marnych jako poezja.

Byłem wstrząśnięty, ale chyba nie takim wstrząsem, jakim chciał wstrząsać Poeta. Najpierw pomyślałem, że autor próbuje powrócić do nowofalowego „mówienia wprost”, że jest to jakiś auto-intertekstualny komentarz na którymś tam piętrze metatekstu czy czegoś w tym rodzaju. Że wraca także do wiary w społeczną moc takich publikacji. To w końcu autor, który napisał powiedz prawdę do tego służysz w lewej ręce/ trzymasz miłość a w prawej nienawiść (z wiersza Prawda). Choć na szczęście miał i przebłyski realizmu: Pisanie wierszy nie wstrzymuje czasu./ Nie opóźnia żelaznego marszu/ wszystkich zegarów świata (z wiersza Nie czytajcie Jastruna). Tak czy owak opinia o złej kondycji estetycznej poezji nowofalowej, jakkolwiek by nie była podważana, coś w sobie ma i nie zmienia tego nawet najbardziej selektywny wybór, przesiew, antologia. Utwór, który sprowokował ten artykuł potwierdza regułę: poezja publicystyczna zwykle nie udaje się (to po pierwsze) i nie ma żadnego wpływu na rzeczywistość polityczną (to po drugie). Najważniejsza sprawa: niezależnie od kontekstu, powiązań, nawiązań, itp., jest to po prostu zły wiersz.

Podobne rozczarowanie przeżyłem czytając ładnych parę lat temu (bodajże w 1996) w Dzienniku Bałtyckim wiersz Zbigniewa Herberta Bezradność. Sam czułem się bezradny – co z tym zrobić? Ani to rzetelny wiersz, ani rzetelna publicystyka. Od tego dnia ustaliło mi się przekonanie, że Herbert wielkim poetą, owszem, był, ale przestał. I tak mi zostało.

Masz ci los – nagle, po dwudziestu latach, podobna historia gazetowa, równie żenująca. Trudno rozstrzygnąć, czy Adam Zagajewski tak bardzo wierzy w swój autorytet, zabierając głos w sprawach politycznych, czy znowu próbuje się wpisać w koniunkturę. Oficjalne wersje, że to nie on puka (dobija się) do Sztokholmu po Nobla, tylko po prostu Nobel jakoś sam się kręci wokół Zagajewskiego są mało wiarygodne. I w tym kontekście nietrudno pomyśleć, że Kilka rad dla nowego rządu jest po prostu posunięciem koniunkturalnym, próbą ugrania czegoś na kryzysie politycznym. Gestem wykonanym pod media, który to gest trudno interpretować (jak wiele innych jego gestów) inaczej niż jako populizm i element konsekwentnie budowanej kariery, opartej także nie od dziś o wspomaganie polityczne. Pomijając nawet udział w propagandzie PO, przypomnijmy choćby częstą opinię, że pokolenie Nowej Fali wypłynęło nie dzięki temu, że pisało wybitne wiersze, co raczej właśnie przez kontekst zaangażowania politycznego.

Adam Zagajewski jest poetą istotnym, w czasach Nowej Fali nawet bardzo istotnym (i wówczas pisał nierzadko naprawdę przekonujące, celne wiersze, dobrze rozwiązane poetycko). Był także w jakimś obszarze poetą „ważnym” (Świat nie przedstawiony). Jednak w pełnej rozpiętości polskiej poezji powojennej jest jednym z wielu, bardzo wielu. Ta zwyczajność, szeregowość, staje się coraz bardziej uciążliwa nie tylko dla samego twórcy, ale też dla całej reszty – czytających, zadręczanych jego domaganiem się o przejście do historii i uznanie za wybitnego. Adam Zagajewski nie będzie uznany wybitnym z prostej przyczyny – pisze za słabe wiersze. Nie jest tu ważna ani pozycja medialna, ani obecność w podręcznikach, ani nagrody (łącznie z możliwym Noblem, bo tak naprawdę – ilu noblistów literackich potraficie wymienić z pamięci?), ani tymczasowe uznanie jakiegoś wycinka środowiska (to z kolei pułapka mamiąca wielu młodych poetów). Adam Zagajewski jest „dobrym średnim” poetą, który miał wzloty (w latach 70.) i upadki, zahaczając chwilami o nieskażoną grafomanię; poetą, jakich w Polsce powojennej było wielu. Dziesiątki, może i setki. Nie lepszych i nie gorszych niż Zagajewski – to poeci zapomniani, taki jest tok historii. Ta historia jest łaskawa dla kilku, może kilkunastu reprezentantów danego czasu, pozostali lądują w akademickich podręcznikach historii literatury i zakurzonych antologiach. To więcej niż smutne – to tragiczne. I ów tragizm jest tym, co u Adama Zagajewskiego najbardziej porusza. Nie jego wiersze, ostatnimi laty (wbrew temu, co sugeruje „wielki” obieg nagród i recenzji) raczej słabe. Poruszająca jest ta szarpanina poety, który nie chce być zapomniany, jego rozpaczliwa walka z fatum, którego nie da się pokonać. Walka wpychająca go do piekła literackiego kiczu na łamach GW, nachalnej autopromocji, komercji i banału, który jak wiadomo sprzedaje się najlepiej.

Nad tym wszystkim wisi smętnie pytanie, co Polska ma z poetów – wieszczów i czy mogą jeszcze odgrywać taką rolę. Oczywiście dotykamy tym „poezji zaangażowanej”. Temat pozostaje otwarty, bo nie dotyczy tej sprawy, wypadki potoczyły się w inną stronę. Czytelnicy nie skupili się po tej publikacji na naprawianiu Polski, tylko na osobie Adama Zagajewskiego, co też daje do myślenia.

Ostatecznie powstał utwór w niczym nielepszy niż posmoleńskie wylewności Jarosława Marka Rymkiewicza, jeno skierowany ideologicznie w odwrotnym kierunku. Wygląda na to, że dwóch nobliwych (nie mylić z „noblowymi”) poetów rozpoczęło wojnę na grafomanię i ścigają się, który z nich napisze gorszy wiersz w słusznej sprawie. Nie ma nic gorszego niż słuszna sprawa ośmieszona złym wierszem. Nawet poezja okaleczona „słuszną sprawą”.

Sławomir Płatek

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.