W najnowszym numerze...

Obserwacja rynku poezji, tzw. obiegu jest w zasadzie zajęciem jałowym. Poezję czyta – to już truizm – mało kto, a ci co czytają, zwykle nie mają ochoty (lub odwagi) o tym rozmawiać. A jeśli już zepną się i porozmawiają, nawet podyskutują, nawet (konstruktywnie) pokłócą, to zawsze zostaje poczucie, że są to rozmowy z pustego w próżne. My (przepraszam za uogólnienie, ale możemy chyba w różnych sprawach poczuć się jako „my”) sobie tutaj podyskutujemy, potem przychodzimy na wielki plac przed tronem monarchy. Monarcha zbiorowy to grupa namaszczonych krytyków. Wrota się otwierają, bo właśnie ogłaszany będzie zwycięzca jakiejś nagrody poetyckiej. Monarcha wychodzi, stwierdza „dobrym poetą jest ….. (tu pada nazwisko i tytuł tomiku)”, po czym monarcha znika w czeluściach monarchii, wrota się zamykają i koniec dyskusji.

Lud stoi tak sobie, oniemiały. Jedni krzyczą – wiedziałem! Inni pytają – dlaczego, do cholery, co to za brednie? Jeszcze inni gratulują lub narzekają, że znowu poeta z układu. I tak sobie lud stoi i gada, a monarcha ukaże się za trzy miesiące ogłaszając arbitralnie wybitność innego poety. Lud może sobie gadać do ***** śmierci, i tak nic z tego nie wynika.

 

Czytam poezję, hoduję paprotkę

Całkiem niedawno pewna krytyk (krytyczka?) z ważnego ośrodka krytycznego w Polsce wyraziła się, że o poezji za często wypowiadają się dyletanci, którzy nie odróżniają metonimii od paprotki, czy jakoś podobnie to ujęła. Można odnieść wrażenie, nie tylko przy tym jednym (choć wyjątkowo jaskrawym) przykładzie, że poezja nie tylko przestaje interesować czytelnika. Więcej – że poezja nie powinna interesować nikogo poza specjalistami. W takie sprawy jak akcje komandosów, działania egzorcystów czy budowę rakiet kosmicznych nie powinni się wtrącać dyletanci. Dyletant popatrzy sobie na rakietę kosmiczną jak wół na malowane wrota i może jedynie wierzyć na słowo specjalistom – że to jest dobra rakieta albo zła rakieta. Może płacić podatki na loty kosmiczne i duchem popierać przemysł kosmiczny. Ale niech się nie wypowiada, a już tym bardziej nie wtrąca, bo rakieta to nie jest taki trochę większy odkurzacz, a on by nawet odkurzacza nie naprawił. I tak samo z poezją. Nie masz dokroratu z filologii? – wypad z baru. Tego by sobie chyba życzyła nie tylko wspomniana pani krytyk (krytyczka?), to opinia dość powszechna wśród tych, co „się znają”.

Do rzeczy: mam paprotkę, co prawda trochę schnącą i czytam (ze zrozumieniem) opinie krytyków, „co się znają”, o ile zechcą się wypowiedzieć. Im bardziej decydujące są ich opinie, tym rzadziej się wypowiadają. Najważniejsze: wciąż bardziej interesują mnie podsumowania „oddolne”, bo moim zdaniem książki to nie rakiety i służą do czytania. Te z wierszami też.

 

Jednak niektórym chce się rozmawiać o poezji

Pod koniec 2014 roku ukazało się podsumowanie tomików wydanych w owym roku, dokonane przez Annę Kałużę. Przez lud zgromadzony na placu jakby prąd przeszedł. Z jednej strony miło, że ktoś się wypowiedział i ułożył taki ranking. Z drugiej – pani Kałuża posiada już spory autorytet, w zestawieniu pojawiły się książki, które i tak były ostro promowane innymi kanałami, a żadnych konkurencyjnych podsumowań nie było. Rozeszła się wieść przenoszona półgłosem, ale na wielką skalę – że to zestawienie deformuje obraz. Nie dlatego, że jest – bo dobrze że jest – a dlatego, że jest jedyne, że nie padł żaden inny głos.

Zareagował Piotr Gajda. Zaprosił kilkanaście osób do podjęcia dialogu i stworzenia własnych komentarzy do wydanych świeżo książek. Ja też dostałem takie zaproszenie i wysłałem dość obszerny materiał, celowo koncentrując się na mniej znanych autorach i wydawnictwach. Okazało się jednak, że z tych kilkunastu osób odpisały... jedynie trzy. Artykuły te ukazały się na blogu Piotra i podobno biły rekordy odsłon. Tylko jakoś mało kto chciał się w tej sprawie odezwać. Może właśnie z tego poczucia bezsilności wobec arbitralnych wyroków specjalistów potrafiących budować statki kosmiczne.

Co jednak istotne – jeśli chodzi o rok 2015 – jest już zupełnie inaczej. Anna Kałuża ponownie podsumowała na stronie Instytutu książki. Ale wypowiedział się też prof. Śliwiński w Wyborczej. Pojawiły się – jeszcze w grudniu – dwa podsumowania w 2miesięczniku, autorzy to Jakub Skurtys i Tomasz Dalasiński. Swoje typy podał też Paweł Kozioł w Culture.pl. Chwilę później artykuł Macieja Woźniaka, co istotne – świadomie skoncentrowany na mniej „znanych i uznanych” markach poetyckich. Niewykluczone, że było więcej podsumowań, mogłem coś przeoczyć. Co ważne – te głosy różniły się od siebie, może nie rewolucyjnie, ale jednak różniły.

Czy to efekt akcji Piotra Gajdy sprzed roku? Kto wie, kto wie. Czy to oznacza, że wróciła rozmowa, że o dobrej i złej poezji będziemy decydować w toku gorącej dyskusji, a nie w oczekiwaniu na zdawkowe wyroki kapituł? Bardzo bym tego chciał.

Sławomir Płatek

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.