W najnowszym numerze...

Agnieszka Marek - (Po)równania z wieloma niewiadomymi

Jedną z kategorii, na podstawie których (wciąż!) dokonuje się podziału kultury na niską i wysoką, jest tej kultury emocjonalność. Kulturę wysoką utożsamia się z tym, co intelektualne i emocjonalne nie wprost, zaś niską z rozrywką i prostymi, oczywistymi emocjami. Niezależnie od tego, czy podział takowy akceptujemy i się z nim zgadzamy, nie sposób zaprzeczyć, że kryterium wpływu na emocje odbiorcy jest dosyć poręczne i jakoś pozwala porządkować to, co znajduje się w literackim – a szerzej kulturowym – obiegu. Zgoła inną kwestią jest to, na ile takowe kryterium bywa dla autorów krzywdzące. Agnieszka Marek po debiucie Wypuść mnie, wypuść przez wielu została wpisana w mglisty wzorzec poezji kobiecej, emocjonalnej, miłosnej. Jej skupienie na relacjach damsko-męskich było – a właściwie jest – niewątpliwe. Jednak w nowej książce relacjom tym towarzyszy inny równie ważny związek: związek matki i córki.

Marek opisuje proces umierania, poczynając od powolnego odchodzenia (utrata wagi, ostatni oddech), poprzez konieczne rytuały pośmiertne (przygotowanie ciała, pogrzeb) aż po sytuacje zachodzące po tym doświadczeniu w życiu codziennym (kwestie spadkowe, odwiedzanie grobu). Pisanie ma tu niewątpliwie charakter przezwyciężania traumy, stąd właściwe nieustanne powracanie tego tematu, bo trauma nie zostaje pokonana raz na zawsze. Wiersze opisujące relacje damsko-męskie regularnie przerywane są tekstami powiązanymi ze śmiercią matki, której dedykowany jest tom. Więc znów jest O matce (bo nie mogę inaczej). Więc pojawia się namysł nad własną śmiertelnością (Mam nadzieję, że umrę ładnie i nie będziesz przy tym. / Nie ma nic przyjemnego w patrzeniu, jak oczy zasnuwa / mgła, oddechy stają się coraz rzadsze. Sprawdziłam, więc // po co ci to?). Doświadczenie traumatyczne ma jednak dużo dalej idące konsekwencje. Marek już w debiucie była zdecydowaną realistką, jednak w (Po)równaniach z wieloma niewiadomymi – jak słusznie pisze w posłowiu Leszek Żuliński – chmury nadciągają, a w kłębku i sednie opowieści lirycznej pojawia się niepokój i egzystencjalny półmrok. Śmierć bowiem dotyczy nie tylko matki (czas przeszły), ale również podmiotu (czas teraźniejszy), a przede wszystkim wszelkich aktualnie istniejących związków (czas przyszły). Poczucie, że cokolwiek mogłoby się skończyć inaczej niż śmiercią, jest iluzoryczne, choć oczywiście sama śmierć może przybierać różne formy. Pozostaje więc jedynie umiejętność cieszenia się chwilą (powracająca metafora czerpania – mądrość przekazana od matki). Jest to swoiście pojęte zawieszenie niewiary; egzystencja w świecie szczęśliwych zakończeń możliwa jest tylko w przypadku odsunięcia od siebie prawdy rzeczywistości, a ponieważ na dłuższą metę jest to niemożliwe, towarzyszy nam właściwie nieustanne Cleaning in progress (jak w tytule jednego z wierszy). Jakiekolwiek szczęście może być obecne jedynie pomimo, nigdy nie jest czyste ani tym bardziej niezmienne.

Podczas ostatniego spotkania z Radkiem Jurczakiem w Składzie Słów, z publiczności padło pytanie o przyczynę odżegnywania się młodych poetów od doświadczeń bliskich każdemu, codziennych. Jurczak nie zgodził się z takim postawieniem sprawy, ja również się z tym nie zgadzam, niemniej nietrudno mi zrozumieć, jaka była intencja pytającego. Marek jest niewątpliwie zainteresowana kwestiami podstawowymi, które dotyczą każdego, niezależnie od wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania, etc. Mówi o najważniejszych doświadczeniach egzystencjalnych: miłości, śmierci, bliskości, lęku. Jej język jest właściwie przezroczysty: metaforyka jest albo bardzo subtelna, albo wręcz konwencjonalna (motyw fali, wody w obrazach seksualnych). Intencją autorki nie jest dokonanie jakichś zmian w obszarze poezji, opisanie sytuacji nowych, wynikających ze zmian w czasie i przestrzeni. Uniwersalizm tematu i swoisty uniwersalizm języka powodują, że poezja ta jest czytelna i poruszająca. Powraca zatem kwestia wprowadzona na samym początku tego tekstu: czy nacisk na emocje powoduje, że poezję tę kwalifikowalibyśmy jako „niską”? Odpowiedź wydaje się oczywista. Marek nie ma ambicji sytuowania się w pierwszej linii poetów-wizjonerów, nie jest zainteresowana tworzeniem nowego, odkrywaniem nieznanego. Mówi jednak prosto z serca, mówi prawdę dosadnie i zgrabnie zarazem. Ilość konkursów, w których została nagrodzona i ciepłe – jak się zdaje – przyjęcie jej debiutu świadczą o potrzebach czytelników – o naszych, moich potrzebach – którzy oczekują, że wiersz ich dotknie, że go poczują. Marek twardo stąpa po ziemi, jej doświadczenie jest namacalne, tzn. możliwe do powtórzenia i jednocześnie głęboko cielesne, a zdaje się, iż w dobie wirtualności jest to szczególnie cenne. (Na tym samym spotkaniu pojawiła się również teza o braku doświadczeń ciała w poezji najmłodszej, z którą właściwie można się zgodzić. Marek stanowi niewątpliwą przeciwwagę dla tego braku, choć jej obsesja erotyką oraz ciałem bywa momentami nużąca. Ale tylko momentami – wystarczyłoby uszczuplić liczbę wierszy o relacjach damsko-męskich).

Nie mogę nie napisać kilku słów o oprawie graficznej, jaką zyskały te wiersze. Okładka twarda, elegancka, prosta, niemal monochromatyczna. W środku niestety znacznie gorzej. Nie oceniam samych grafik, ale ich współbrzmienie z tekstem, a to niestety jest nazbyt dosłowne. Obok wiersza, który zaczyna się ładną frazą to będzie świat nieodebranych połączeń – słuchawka telefoniczna. Przy tekście Art of dreaming – rysunek łóżka. Nie tędy droga; nie chodzi przecież o to, żeby spłycać sensy i ograniczać je do jednego motywu. Ten mariaż słowa i obrazu niestety okazał się nieudany. Nadto tekst posłowia nie został wyjustowany i brak informacji o tym, kto redagował tomik (czyżby nikt?).

Agnieszka Marek niewątpliwie jest konsekwentna w swoich wyborach i w obranej w poezji drodze. Udało jej się ująć trudne indywidualne doświadczenie w taki sposób, że czytelnik może się z nim utożsamić, współodczuwać z podmiotem. Wierszom traktującym o relacjach miłosnych można zarzucać banalność, ale przecież banał jest udziałem każdego z nas. A przypomnienie sobie – nawet po raz n-ty – że w tym wszystkim chodzi o miłość, zawsze jest cenną lekcją. Marek zostawia nas z wieczną mantrą: // kochać, kochać.

Anna Mochalska

Autor: Agnieszka Marek
Tytuł: (Po)równania z wieloma niewiadomymi
Wydawca: Wydział Kultury i Sztuki Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej, Bielsko-Biała 2016
ISBN: 978-83-60136-19-5

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.