W najnowszym numerze...

Zofia Bałdyga - kto kupi tak małe kraje

Tym, co już na pierwszy rzut oka wyróżnia najnowszą książkę Zofii Bałdygi kto kupi tak małe kraje, jest opracowanie graficzne, za które odpowiedzialna była Ola Wasilewska (chapeau bas!). Świetna okładka, a wystarczy przekartkować zawartość, by zobaczyć, iż w środku podobnie, konsekwentnie i na równie wysokim poziomie. Już dzięki stronie wizualnej czytelnik wie, że wszystko klei się w jedną całość, od początku do końca zrealizowaną zgodnie z określonym zamysłem; że jest to projekt przeprowadzony z precyzją i dbałością o szczegóły.

O tomiku na razie niewiele słychać. A szkoda. Bałdyga z całą pewnością postawiła przed sobą konkretny cel i podjęła się ambitnego zadania. Wiedziała, co chce napisać, po co i dlaczego. Tak mówią źródła zewnętrzne: „Jej ostatnia książka porusza kwestie związane z kobiecym uchodźstwem, prawem do bezpieczeństwa, do pracy, do wolności. Książka ta bazuje na doświadczeniu pracy poetki w polskim ośrodku dla uchodźców.” (Opis wydarzenia „Prawa Kobiet, Prawa poezji” na stronie pitupitu.pl) Tak podpowiadają również pomieszczone w tomie wiersze i cytat zamieszczony na okładce, który można chyba uznać za motto dla ulicy improwizacji: „Czytałem w jednej książce, że zmieniając miejsce, zmieniasz los.” (Marie Iljašenko) Czy zmiana miejsca rzeczywiście powoduje zmianę losu to nadal kwestia dyskusyjna, niewątpliwie jednak te teksty mierzą się nie tylko z kobiecością i współczesnymi problemami socjologicznymi, ale też właśnie z problematyką przestrzeni, tego, w jaki sposób kształtuje ona jednostki i społeczeństwa, i w jaki sposób może – choć nie musi – decydować bądź o historiach poszczególnych istnień, bądź o historiach narodów. A najprawdopodobniej o jednym i drugim. U samych podstaw zadawanych przez Bałdygę pytań w gruncie rzeczy leży chyba niepewność co do tego, na ile miejsce egzystencji wpływa na podmiot egzystencji, przesądzając o tym, że jego przywiązanie do miejsca rzutuje na wszelkie pozostałe sfery życia. Innymi słowy – uchodźstwo staje się tu indywidualnym dramatem, który Bałdyga ogląda z przeróżnych perspektyw, przyglądając się konkretnym opowieściom, ale jednocześnie uniwersalizując je. Jej podmiot sytuuje się trochę w środku wydarzeń, a trochę na zewnątrz. Przymierza się do konkretnych ról, a jednocześnie przyjmuje perspektywę reżysera tego dramatu (a więc osoby odpowiedzialnej) i widza. Wartością jest tu nie tylko to, co mówi Bałdyga (czy też jej bohaterki), ale też to, jak mówi. Jest to bardzo dobrze rozegrane, a o to przecież chodzi. Kiedy chcemy powiedzieć coś ważnego, musimy się dobrze zastanowić, jak to powiedzieć, żeby inni chcieli słuchać.

Czemu powyżej mówiłam o motcie do ulicy improwizacji? Czy tytuł to nie przypadkiem kto kupi tak małe kraje? Owszem, to tytuł najnowszej książki Bałdygi, ale zaraz po nim, na kolejnej stronie, pojawia się właśnie napis „ulicy improwizacji”. Niekiedy znajdziemy go również na poszczególnych stronach. Nie możemy go uznać za podtytuł; nie jest to też tytuł żadnej z części, bo tom nie jest na nie podzielony. Warto zaznaczyć, że poszczególne wiersze nie posiadają tytułów, tylko numery. I to już trochę rozjaśnia sprawę, prawda? Koncept jest taki, że przechadzamy się ulicą, chodząc od domu do domu, od numeru do numeru, od historii do historii. Trafiamy w obce miejsce i poznajemy jego topografię, równocześnie poznając nowych ludzi. To wyjaśnia bardziej sens „ulicy”, a mniej sens „improwizacji”. Może tu chodzić o to, że każda opowieść, z jaką się stykamy, jest spontanicznie stworzonym dziełem. Każda kobieta i towarzysząca jej historia są jedyne w swoim rodzaju. Równocześnie mówi to sporo o technice, którą być może posłużyła się autorka – swobodnej adaptacji zasłyszanych urywków, fragmentów, części wyjętych z całości życiorysów. Nakierowuje nas to także na towarzyszące jej osoby – wszak improwizacja zwykle powstaje dla (i z powodu) konkretnego audytorium. Wydaje mi się, że jednocześnie dobrze oddaje to charakter poezji Bałdygi, dla której rzeczywistość jest tylko punktem wyjścia. Autorka Passe-partout bacznie przygląda się temu, co się dzieje, angażuje się w otaczający ją świat, ale przenosi go w jakieś inne rejestry, gdzie jest trochę oniryzmu i surrealizmu, całkiem sporo liryzmu i bardzo dużo językowego piękna.

kto kupi tak małe kraje to książka o tęsknocie i potrzebie przynależności, bliskości, zrozumienia. To rozpisane na 33 wiersze pytanie o to, czym są granice. To również – pośrednio – namysł nad tym, czym jest dom i co przesądza o tym, że miejsce uznajemy za „swoje”. To wiele spostrzeżeń na temat tego, jak wygląda życie kobiet – nie tylko uchodźczyń. Bałdyga „grzebie palcem w żywej ranie / w mapie, która ma ciepłe wnętrze / niedrożne kanaliki”. Może nawet bardziej grzebie w niej językiem, a potem wypluwa, nadgryza, wymawia w imieniu tych wszystkich, którym nakazuje się milczeć. Bo milczenie wcale nie jest złotem. Nakaz milczenia to zawsze opresja, więc mowa bywa walką, trzeba ją docenić.

Ostatnio w środowisku i w sieci trwa wielka debata o to, czy poezję należy sprzedawać, czy to jednak nie produkt; czy zazdrościmy osiągów książkom wątpliwej jakości, czy cieszymy się z garstki czytelników; czy chcemy leżeć w empikach i trafiać pod strzechy, czy nie dla nas masowe sukcesy; czy ilość, czy jakość… I tak dalej. Zofia Bałdyga nie udziela odpowiedzi na żadne z tych pytań; w końcu kto kupi tak małe kraje. Nie chodzi tu o sprzedaż, bo tu nie ma nic na sprzedaż – żadna z przedstawionych idei, żadne z zadanych pytań nie interesuje rynku. Bałdyga pyta za to: „Jak ci na imię, Zuzanno, w wannie pełnej jabłek?” I to jest takie pytanie, na które bardzo chce się odpowiedzieć. A przede wszystkim chce się poznać Zuzannę. I „12 kobiet w chustach”. I „3 kobiety w spodniach”. Książka Bałdygi konfrontuje się nie z rynkiem, tylko z człowiekiem, choć historie pojedynczych istnień i całych zbiorowości wprzęgnięte są w prawa rządzące współczesnym światem, niekoniecznie takie, które uznajemy za dobre i właściwe. Te wiersze dowodzą przede wszystkim tego, że najczęściej chodzi tylko – lub aż – o to, żeby komuś powiedzieć: „nie jesteś sama, więc nie utoniesz”.

Anna Mochalska

Autor: Zofia Bałdyga
Tytuł: kto kupi tak małe kraje
Wydawca: Staromiejski Dom Kultury, Warszawa 2017
ISBN: 978-83-89492-82-2

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.