W najnowszym numerze...

Jawa Seth (Garden of Delight), Bolków 2008

Lampartowi, mojej fantastycznej basistce

 

Muzycy rockowi to głównie faceci. Przynajmniej jeśli chodzi o instrumentalistów, bo wokalistek rockowych jest od groma. Najmniej kobiecym instrumentem jest chyba perkusja, w końcu granie na bębnach to prawdziwa harówa. Szczytem katorgi jest granie na perkusji w kapeli trash metalowej. Beata Polak wali po garach w zespole Wolf Spider i robi to z uśmiechem na twarzy, co jest godne podziwu, a zarazem piękne, tym bardziej, że uśmiech średnio pasuje do heavy metalu (ciekawostką jest, że pani Beata Polak współpracuje także z chórem dziewczęcym Skowronki). Perkusistek jest coraz więcej, ale ciągle traktuje się je jako ciekawostkę. (O! Baba za bębnami! Ale jaja!). Zdecydowanie więcej jest gitarzystek. Najpopularniejsza z nich to pewnie Jennifer Batten (fest wytapirowana blondyna, koncertująca swego czasu z Michaelem Jacksonem). Jest cała masa wokalistek z gitarami w rękach, ale ani o nich, ani o perkusistkach tu nie będzie. Będzie o basistkach. Niby gitara basowa to też gitara, ale... Bas jest łącznikiem między perkusją a resztą instrumentów, stanowi bazę (wraz z gitarą rytmiczną) dla wokalu i instrumentów solowych. Bez basu nie ma zespołu rockowego, a dobry bas może zrobić muzę, że ho, ho!

Pierwsza basistka, która zapadła mi w pamięci to D'Arcy Wretzky, grająca przez 11 lat (w latach 1988-1999) w The Smashing Pumpkins. Za jej kadencji zespół wypłynął na szerokie wody i stworzył największe swoje hity (Today, Disarm, Tonight, tonight, 1979, Cherub Rock czy Ava Adore). Po sukcesie płyty Mellon Collie and the Infinite Sadness (1995). Wretzky miała coraz większe problemy z narkotykami. Oficjalnie opuściła zespół, by poświęcić się karierze aktorskiej, lecz lider The Smashing Pumpkins, Billy Corgan, stwierdził, że została wyrzucona z zespołu za bycie nikczemną narkomanką, która odmawia przyjęcia pomocy. D'Arcy Wretzky usunęła się z życia publicznego. Nie bardzo wiadomo, co się z nią dzieje, poza tym, że w ostatnich latach dwukrotnie była aresztowana. Podobno żyje sobie na farmie i ma stadninę koni. W The Smashing Pumpkins zastąpiła ją Melissa Auf der Maur, która wcześniej grała w Hole (Hole to grupa Courtney Love, wdowy po Kurcie Cobainie). Niestety, nie pograła długo, bo w 2000 roku zespół The Smashing Pumpkins zawiesił działalność. W 2005 roku grupa się reaktywowała. I kto wziął bas do ręki? Kobieta, jakże by inaczej. Ginger Reyes pograła kilka lat, po czym postanowiła poświęcić się rodzinie. I kto ją zastąpił? Znowu kobieta - Nicole Fiorentino. Wróćmy jeszcze na moment do Melissy Auf der Maur, bo granie w The Smashing Pumpkins to tylko epizod w jej karierze muzycznej. Współpracowała z wieloma wykonawcami, między innymi z francuską grupą Indochine, z Rufusem Wainwrightem czy z liderem The Cars, Ricem Ocaskiem. Ale przede wszystkim nagrała dwie płyty solowe (Auf der Maur z 2004 roku i Out of Our Minds z 2009), na których nie tylko świetnie gra na basie, ale również świetnie śpiewa.

Przejdźmy do moich ulubieńców. Sonic Youth. Zespół, który miał niesamowity wpływ na rozwój muzyki rockowej w latach 90. Ich płyty sprzed dwudziestu lat w ogóle się nie zestarzały, do dziś są inspiracją dla wielu muzyków. Grupa powstała w Nowym Jorku w roku 1981. Pierwsze nagrania Sonic Youth były dość nudne. Można je określić mianem rocka eksperymentalnego. Jeśli w branży rockowej coś jest nudne, a jednocześnie ma ambicje artystyczne i nie wiadomo, co o tym sądzić, wtedy mówi się, że jest to rock eksperymentalny. Gitarowy hałas, sprzężenia, brak wyraźnej linii melodycznej. Z biegiem lat muzyka zespołu stawała się coraz bardziej wyrafinowana. Noise, czyli w tym przypadku gitarowy hałas, pozostał, ale pojawiła się forma piosenki, z podziałem na zwrotki i refreny, oraz niebanalna melodyka. Nie znam innego zespołu, w którym dwaj gitarzyści tak genialnie ze sobą współpracują, tak pięknie rozmawiają ze sobą swoimi gitarami, do tego we własnym, oryginalnym języku. Mistrzostwo brzmieniowe, harmoniczne, melodyczne. Ci dwaj panowie to Thurston Moore i Lee Ranaldo. Ale gdyby nie bas, ich popisy nie byłyby takie efektowne. Bas w Sonic Youth ma ogromne znaczenie, bo nie tylko podkreśla dany akord, ale opowiada własną historię. Kim Gordon po przeprowadzce z Los Angeles do Nowego Jorku została kelnerką, później pracowała jako sekretarka w galerii. Gdy powstał Sonic Youth miała 28 lat i była najstarsza w zespole (jej ówczesny chłopak, późniejszy mąż, a jeszcze późniejszy były mąż, Thurston Moore, jest od niej o pięć lat młodszy). Kim Gordon rewelacyjnie grała na basie i rewelacyjnie śpiewała, intrygująco i emocjonalnie, zupełnie po swojemu. Żałuję, że piszę w czasie przeszłym, ale, niestety, w 2011 roku zespół zakończył działalność (po rozpadzie małżeństwa skończyło się wspólne granie). Kim Gordon nadal tworzy. Wygląda trochę na to, że wróciła do punktu wyjścia, bo jej nowa muzyka przypomina Sonic Youth na początku swojej działalności. Jej projekt Body/Head powstał w roku 2012. Rock eksperymentalny. Nic dodać, nic ująć.

Zostajemy w Ameryce. W roku 1986 w Bostonie powstał zespół Pixies. Muzyka dość wesoła, melodyjna, i gdyby nie gitarzysta Joey Santiago, w warstwie muzycznej byłby to po prostu pop z nieco krzykliwym wokalem, oscylującym w górnych rejestrach. Ale Joey Santiago swoją jazgoczącą gitarą z piosenek Pixies zrobił niepowtarzalne małe arcydzieła. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego tego muzyka nie ma na listach najlepszych gitarzystów wszech czasów. Może nie powala techniką, ale jakie pomysły! Jednak sukces Pixies to nie tylko charakterystyczny wokal Blacka Francisa i gitara Santiago, niemałą zasługę na polu rockowej chwały ma pixiesowski bas, solidny, wyraźny podkład, wydobyty spod palców Kim Deal. Black Francis zamieścił w gazecie ogłoszenie, że szuka basistki, która lubi folkowy zespół Peter, Paul and Mary oraz hardcorowo-punkowy band Hüsker Dü. Kim Deal była jedyną osobą, która odpowiedziała na to oryginalne ogłoszenie. Żeby grać w Pixies, pożyczyła gitarę od swojej siostry bliźniaczki, i tak zaczęła się jej przygoda w jednym z najciekawszych zespołów rockowych przełomu lat 80. i 90. Nagrali cztery płyty (na szczególną uwagę zasługują Doolittle z roku 1989 i Bossanova z 1990), po czym zawiesili działalność w roku 1993. Kim Deal pod koniec lat 80. założyła ze wspomnianą siostrą oraz gitarzystką Throwing Muses, Tanią Donelly, zespół The Breeders, zaś po rozpadzie The Breeders powołała do życia The Amps (zespół ten nagrał zaledwie jedną płytę i nie powalił świata na kolana). Wydawać by się mogło, że Pixies to już definitywnie zamknięta historia, a tymczasem w roku 2004, po jedenastoletniej przerwie, zaczęli znów koncertować. Jednak na nową płytę trzeba było czekać aż do roku 2014. Płyta Indie Cindy jest całkiem niezła, ale to już nie jest ten stary, szalony Pixies. Kim Deal z zespołu odeszła jeszcze przed nagrywaniem tej płyty. Zastąpiła ją Paz Lenchantin, znana wcześniej jako basistka supergrupy A Perfect Circle (w skład A Perfect Circle wchodzili muzycy m.in. grup Tool, Primus czy Nine Inch Nails).

I jeszcze jeden zespół amerykański, choć w jego składzie Amerykanów brak. Blonde Redhead to dwóch Włochów (nie dość, że bracia, to znów bliźniacy) i Japonka. Kazu Makino z rodzinnego Kioto przeniosła się do Nowego Jorku, by studiować sztukę. W Nowym Jorku poznała Simona i Amadea Pace'ów i stworzyła z nimi w roku 1993 Blonde Redhead. Makino nigdy nie chciała robić kariery muzycznej, ponieważ bycie muzykiem to przede wszystkim granie koncertów, a dla niej wejście na scenę to potworna trema. Jako dziecko grała na fortepianie i umiejętność gry na tym instrumencie często wykorzystuje w Blonde Redhead. Jednak jej podstawowym instrumentem jest gitara basowa. No i rozpoznawalny, quasi-dziecięcy, głos. Wysoka, chuda, skośnooka basistka z anielskim wokalem. Pierwsza płyta Blonde Redhead niektórym kojarzyła się z Sonic Youth, ale następne pokazały, że Blonde Readhead to zespół mający własny, niepowtarzalny styl.

Teraz Europa. A zarazem brzmienia nieco mroczniejsze. Przez wiele lat słuchałem gotyckiego rocka, zimnej fali i tym podobnych dźwięków. Systematycznie jeździłem na festiwal Castle Party do Bolkowa. I właśnie tam, w Bolkowie, ujrzałem największą kumulację basistek. Gotycki rock nie wymaga od instrumentalistów skomplikowanych i trudnych technicznie pochodów basowych, stąd też może tak dużo dziewczyn gra w zespołach tego typu. Nie, nie chcę powiedzieć, że kobiety grają gorzej od facetów, ale po prostu chodzi o to, że granie pewnych gatunków muzycznych (z punk rockiem na czele) nie wymaga specjalnych umiejętności technicznych, a nieraz ważniejszy od samego grania jest image sceniczny. Clan of Xymox to legenda dark wave. Ten holenderski zespół powstał w roku 1981. W ich muzyce dominuje elektronika. Zaczynali z brzmieniem typowym dla wytwórni 4AD, potem był krótki okres syntezatorowego popu, a później postanowili zaaplikować sobie nieco więcej mroku. Od wielu lat basistką zespołu jest Mojca Zugna, partnerka życiowa lidera grupy, Roony'ego Mooringsa. Poznali się w Londynie w roku 1989, w 1994 zamieszkali w Amsterdamie, a w 2005 przenieśli się do Niemiec. Mojca Zugna gra w Clan of Xymox od wczesnych lat 90. aż do dziś. Zajmuje się również projektowaniem okładek płyt zespołu. Jeśli mowa o gotyckim rocku, to koniecznie należy wspomnieć o basistce zespołu Garden of Delight. I tak jak w Clan of Xymox – basistka jest partnerką lidera. Jawa Seth od wielu lat gra w zespole z mężem, Artaudem. Gdy w 2008 roku Garden of Delight zawiesił działalność, założyli grupę Merciful Nuns. O ile Garden of Delight był zespołem typowo gotyckim, Merciful Nuns oprócz rockowych, gotyckich brzmień, szuka rozwiązań muzycznych również w estetyce ambientu. Sam bas w Merciful Nuns jest prosty, ale skuteczny. Mocny podkład pod wokal. Zwraca uwagę.

Na koniec pozwolę sobie na akcent islandzki. Ester Bibi w Singapore Sling. Jej bas, na tle jazgoczących gitar, wprowadza pewien ład, a zarazem wyraźnie zaznacza linię melodyczną. Również proste granie, i również skuteczne. No i Ása Dýradóttir - basistka grupy rockowej Mammút. Ładny bas, niebanalny, a basistka na koncertach spokojna, skoncentrowana, nie skacze niepotrzebnie po scenie. I tego życzę nie tylko basistkom, nie tylko muzykom, ale wszystkim – spokoju, koncentracji i życia bez niepotrzebnego skakania.

Mirosław Gabryś

 


Sonic Youth, Sztokholm 2005 (źródło Wikipedia)

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.