W najnowszym numerze...

Heather McHugh

Heather McHugh urodziła się w 1948 roku w San Diego i dorastała w Gloucester Point w stanie Virginia, gdzie jej ojciec, Kanadyjczyk, był dyrektorem w laboratorium fauny morskiej. W wieku siedemnastu lat została przyjęta na Harvard University. Pierwszy zbiorek wierszy wydała na rok przed trzydziestką w 1977 roku. Od tego czasu opublikowała kilka bardzo przychylnie ocenianych książek poetyckich, ostatnią z nich, Upgraded to Serious, w 2009 roku. Zajmuje się również tłumaczeniem. Przetłumaczony razem z jej byłym mężem, bułgarskim poetą Nikołajem Popowem, wybór wierszy Paula Celana został uhonorowany nagrodą Griffin International Poetry Prize w 2001 roku. Sama Heather McHugh była też wielokrotnie nagradzana. Można tu wymienić stypendium Guggenheim Foundation lub MacArthur Foundation „stypendium dla geniuszy” jako te najbardziej prestiżowe. Heather McHugh była też w latach 1999-2006 Kanclerzem Academy of American Poets. Jest więc, można powiedzieć, autorką z najwyższej półki.

Jest przy tym osobą niezwykle skromną. Gdy zapytałem czy nie miałaby nic przeciwko temu by cztery z jej wierszy zostały opublikowane w Salonie Literackim, odpowiedziała szybko, entuzjastycznie zgadzając się na publikację. Gdy zapytałem czy moglibyśmy się spotkać na kawę i rozmowę, jako że miałem przez przypadek odwiedzić Seattle, gdzie Heather McHugh uczyła przez długie lata na stanowym University of Washington, odpowiedź była równie entuzjastyczna. W najśmielszych marzeniach nie mogłem przypuszczać, że rozpoczęcie poetyckiej kolumny w Salonie Literackim pozwoli mi przeżyć takie niezwykłe przygody. Z naszej rozmowy utkwiła mi najbardziej w pamięci ta oto sentencja: „Musimy pozwolić by porwał nas rytm języka, ale opierać się temu, co jest płaskie i nadużywane. Chodzi o to, by znaleźć coś zaskakującego w tym, co znane jest nam tak dobrze, że stało się sztampą”.

Janusz Solarz

 

Heather McHugh na Piątej Alei w Seattle, w rzadkie słoneczne popołudnie, w towarzystwie autora zamieszczonych w Salonie Literackim tłumaczeń.

 


 

Stary dobry Bóg

Jajcarz z niego, razem z tym jego podrzucaniem monety,
umiłowaniem prawa i bawieniem się prądem –

niech kopnie kochanków! (Jego żart, naszym kosztem.) Chryste Panie,
ależ on wypina tyłek! Jezus Maria, jakie on robi zatroskane
miny! Grymas pełen zakazów, z takim skutkiem, że kontrolę
nad prokreacją diabli biorą. „Będziesz kwitnąć przez chwilę – i gnić
przez wieczność – jesteś z krwi i kości, zniewolony
przez pożądanie. Swoją drogą, co chciałeś mieć, ocean
uczuć czy czas? To dla ciebie ta kałuża,
miejsce pochodzenia, szpara i krocze.” Jajcarz z niego,
czyż nie? – gdzieś ponad tym zgiełkiem, jakby nigdy nic
oddziela dzień od nocy, jakby nigdy nic
nakręca swój zegar…

 

Nie ma się nad czym rozczulać

Prywata dała o sobie znać nawet tam,
w tym dniu kiedy zrzuciłam trzy zamiast
zwyczajowych dwóch
szpadli szlamu
na trumnę przyjaciółki.
Dlaczego zgarnąć więcej niż inni?
Czego chciałam dowieść? Że bardziej kocham
(grudą błota w oczy?) Że mam więcej chęci do roboty
(a jej ojciec to co, obibok?) Chryste, rękę i nogę
bym oddała aby wymazać
ten gest. One nie umrze
jeszcze raz, a ja przeżywam to bez końca.

 

Nie ma seksu dla duchownych

Koń się mitręży w uprzęży;
ciężko mu nawet stęknąć.

Macka wciąż czuje, lecz kucharz
głosi, że homar musi zmięknąć.

Łańcuch zbyt krótki: pies się na próżno rwie
w stronę gdzie cień się kładzie. Szczątki wiewiórki

w drgawkach na autostradzie. Ta narośl wokół
małpiego oka to rak. Tylko Bóg jest

nieprzenikniony – głuchy i ślepy. Nie jest jednak
ofermą: jego rzecznikom na znak pokuty

nie wolno tryskać spermą.

 

Słowotok

W dwudziestym wieku czciliśmy
pro forma przypadek – należało go
wytwarzać maszynowo. Całusy pakowano

w cynfolię, naparstnicą rozruszaliśmy
zegary, wymyśliliśmy stymulatory serca
w razie gdyby dopadła nas miłość. Nasi jedyni

antenaci to smarkaci geniusze; piła tarczowa,
wycinając numery na zachodzie, zostawiła blizny.
Kochane dzieci, to jest historia:

sami ją tworzyliśmy, liczyły się miliony,
ktoś jedyny w swoim rodzaju był blagą, a poeci,
którzy mieli za nas przemawiać, zajmowali się

przesiewaniem krajobrazów, eksploatując na maksa
swoje elektryczne zabawki, mrucząc
A JA JA JA JA JAJ

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.