W najnowszym numerze...

Marcin Jurzysta - Abrakadabra

Abrakadabra to zaklęcie, które wszyscy znamy i utożsamiamy z czasem dzieciństwa, kiedy to rzeczywistość była przesiąknięta magią i nie istniały rzeczy niemożliwe. Dla moich rówieśników to prawdopodobnie także automatyczne skojarzenie z Gumisiami – wyraz ten pojawiał się w poprzedzającej każdy odcinek piosence, w której zresztą został krótko i zgrabnie wyjaśniony: abrakadabra to czary i magia. Ale abrakadabra to także coś niezrozumiałego, a nawet pozbawionego sensu, stąd tytułowanie tomiku przez Marcina Jurzystę tym właśnie słowem wydaje się nieco ryzykowne, tym bardziej biorąc pod uwagę opis umieszczony na okładce książki stworzony przez Tomasza Różyckiego: (…) ciąg słów budujący wiersze jest jakimś zaklęciem, dziecięcą wyliczanką w nie do końca prawdziwym języku, mającą spowodować jakąś zasadniczą zmianę, może odsłonięcie sensu, a może tylko wywrócenie całości do góry nogami. Wywrócenie – tak, brak sensu – nie. Igranie z czytelnikiem, poddawanie sensu w wątpliwość, może nawet niekiedy brodzenie w temacie, zamiast zanurzenie się w nim – tak, ale – raz jeszcze – to wszystko nie jest pozbawione sensu; nawet jeśli ten sens znika, to za chwilę znów pojawia się na powierzchni, choć czasem trzeba wyzyskać go siłą, ale warto, gdyż – parafrazując nieco autora – wypryski pełne sensów przyciśnięte palcem do muru gadają.

Już w pierwszym wierszu, tytułowym zresztą, Jurzysta pisze: najpierw to bredzenie szczelnie zamkniętą nocą. Zatem zaczynamy od czegoś rzeczywiście przypominającego bełkot, jeszcze niegotowego, wychodzącego dopiero na świat, co jednak dopełnia się, przeistacza, by w końcu odejść, bowiem to co powiedziane to uczynione / co zostało określone musi przeminąć. Ten tekst idealnie otwiera tomik: zawiera niemal wszystkie najważniejsze dla niego motywy: dzieciństwo, magię, wodę, sen i śmierć. Brakuje tylko postaci ojca, która pojawia się w dalszej części Abrakadabry, jednak jego figura jest nierozerwalnie spojona ze śmiercią, więc pośrednio także zostaje wprowadzona na samym początku. Ten zestaw obszarów tematycznych, które Jurzysta wykorzystuje, do pewnego stopnia zbieżny jest z najważniejszymi zagadnieniami w prozie Schulza. Mamy także swoisty klimat odrealnienia, niepewności co do rzeczywistego statusu tego świata, w którym sen przybiera postać materialną, staje się dzieckiem: idą parami nad rzekę codziennie te same / sny zaszczepione przeciwko innym snom.

Ten świat pełen magii nie jest światem bezpiecznym. Dzieci w nim żyjące nie są pozbawione okrucieństwa, choć nieświadomego jeszcze siebie, wynikającego raczej z tego, że chłopcy i dziewczęta tak bardzo nudzą się gdy / pada deszcz i nie przynosi ze sobą wojny lub lizaka – nie od dziś przecież wiemy, że w czasie deszczu dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz. Malcy gotowi są wtargnąć do cudzego snu, czynić magię dla złych celów. Azylem w tym świecie może być woda, choćby ta w wannie, a wanna jest obszarem nierzadko przez podmiot odwiedzanym. Woda w ogóle jest naturalnym środowiskiem życia bohatera tych wierszy i nawet jeśli zdarzy się, że zaczyna czuć się w niej źle, to tylko w tej podmiejskiej żegludze może znienacka pojawić się wybawienie w postaci wielkiej czarnej miłosiernej meduzy.

Te poszukiwania przez podmiot pomocy u innych ludzi są bezustanne i wymagają wielkiego wysiłku, jednak zwykle kończą się niepowodzeniem. Prośby nie spotykają się z odzewem, nawet jeśli są tak banalne, jak ta: (…) wołam uporczywie / w słuchawkę domofonu / usłysz przyjdź i wyprowadź mnie / na spacer. Skazanie na życie samotne i osobne objawia się przypływami szaleństwa. Pragnienie kontaktu powoduje dostrzeganie poszukiwanej osoby w przypadkowo mijanych przechodniach. Także ojciec namnaża się, zyskuje niezliczoną ilość postaci, widać i słychać go wszędzie, choć tak naprawdę już go nie ma.

Jakikolwiek świat powołany do życia niechybnie musi umrzeć, zgodnie z zasadą co zostało określone musi przeminąć. Możemy czynić czary, ale także zaklęcia kończą się. Wyrastamy z krainy dzieciństwa, ale tę magię przemycamy dalej, choć używamy jej w inny sposób. Tracimy jednak jakąś zdolność wcześniej naturalną, nasze czary stają się szukaniem na oślep, to niepewne czary w niesprawnych językach. Nie znamy rezultatów naszych działań, nasz akt kreacji ma charakter przypadkowy, ale jest świadectwem poszukiwań sensu w świecie, który z upływem czasu nie staje się bliższy, z którym się nie oswajamy, lecz wręcz odwrotnie. Marcin Jurzysta wypowiedział magiczne słowo Abrakadabra, stworzył rzeczywistość chwiejną, o niepewnym statusie. Nie zabrakło mu jednak odwagi, by powołać ją do życia, więc i my powinniśmy wykazać się odwagą i w tę rzeczywistość wkroczyć, w te natryski umywalki baseny wanny fontanny / i inne przepaści (…), w to samonapędzające się uniwersum, w tę całą samogrającą się / bajkę, która (…) gdy zamkniesz oczy wleci ci / prosto w usta a potem dalej prosto w sam sen i serce.

Anna Mochalska

 

Autor: Marcin Jurzysta
Tytuł: Abrakadabra
Wydawca: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, Dom Literatury w Łodzi, Biblioteka ARTERII, Łódź 2014
ISBN: 978-83-62733-17-0

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.