W najnowszym numerze...

Anna Adamowicz - Wątpia

Dobra poezja to taka, która porusza nasze psychiczne wnętrzności, powoduje, że przestajemy być obojętni, zaczynamy wątpić, a więc – myśleć. To z wątpienia przecież Kartezjusz wyprowadził swój niepodważalny wniosek: „Myślę, więc jestem”. Można bowiem zwątpić we wszystko, ale nie w istnienie podmiotu wątpiącego. Mocno osadzona w podmiotowości jest debiutancka książka Anny Adamowicz pod archaicznym tytułem Wątpia (daw. „wnętrzności”). W ciekawy sposób pokazuje ona i łączy dwie postawy człowieka wobec siebie i świata: racjonalną i irracjonalną, które przenikają się, ponieważ jesteśmy bytami psychologiczno-biologicznymi. Dlatego jej poezja, choć jest głęboko zanurzona w języku analityki medycznej, charakteryzuje się poetycką wrażliwością.

Anna Adamowicz w swoich wierszach empatycznie podchodzi do ludzi uważanych za dziwnych z powodu chorób wrodzonych, takich, którzy w przeszłości byli pokazywani w cyrkach i stanowili atrakcję dla publiczności czy budzili wstręt. Stąd przywołanie Stefana Bibrowskiego (chory na hipertrichozę, nazywany „człowiekiem-lwem” z powodu nadmiernego jasnego owłosienia ciała, w tym twarzy) czy Grace McDaniels (cierpiąca na poważną deformację twarzy, naczyniakowatość twarzowo-mózgową znaną jako zespół Sturge-Webera, nazywano ją „kobietą o twarzy muła”). Przy czym poetka wrocławska posługuje się liryką maski, by zastanowić się nad tym, jakie te osoby mogły być naprawdę: „bonjour, let me introduce myself: Stefan Bibrowski/ pod blond sierścią łagodny erudyta/ prawdziwy facet, zwierz” (Quia nominor Leo); „mój zachwyt jest wielki, nie mieści się/ w żadnym wnętrzu. po brzegi/ wypełniona sensem, wciąż nie otworzyłam syna (Z dziennika Grace McDaniels). W przypadku postaci Stefana Bibrowskiego wypowiadając się „jego głosem”, Adamowicz pokazuje, że pomimo swojej przypadłości mógł on być człowiekiem ujmującym, inteligentnym, kulturalnym, mającym jednocześnie (być może) swoje normalne „męskie potrzeby”. Zastosowana tutaj ironia czyni ten wiersz lekkim, pozbawia go sensacyjnego tonu, który występuje często w dyskursie medialnym o osobach z poważnymi deformacjami ciała. Grace McDaniels jawi się zaś jako opiekuńcza matka zatroskana o losy syna, przewidująca jego śmierć (Elmer Grace zmarł z powodu marskości wątroby), niemogąca uwierzyć, że przydarzyło się jej w życiu coś tak pięknego jak narodzenie dziecka. Forma dziennika czyni z tego utworu intymne zwierzenie, zapis osobistych obaw i lęków. Dzięki użyciu 1. os. lp. i rezygnacji z brukowego stylu poetka opowiedziała się niejako za traktowaniem ludzi odmiennych od nas fizycznie jako normalnych, zwykłych, bo psychicznie niczym się od innych nie różnią, a również za zajrzeniem do ich wnętrza zamiast skupiania się jedynie na mylącej powierzchowności, przez którą odbierani są w pewnych kręgach jako potwory lub przynajmniej dziwadła.

W Wątpiach mamy też do czynienia z odwróceniem tego sposobu myślenia: ludzie pozornie niczym się niewyróżniający, mogą cechować się nieprzewidywalnością, chorować psychicznie, być groźni, niebezpieczni dla otoczenia. Tak jak James Holmes, sprawca strzelaniny w Aurora Town Center w USA w 2012 roku, w czasie premiery filmu Mroczny rycerz powstaje. Wtedy to Holmes zaczął na ślepo strzelać do ludzi, uprzednio rzucając w nich granatem gazowym. Adamowicz w wierszu Masakra na premierze nowego filmu o Batmanie pokazuje, że było to wydarzenie tak straszne, że aż trudno uwierzyć, że wydarzyło się naprawdę, że nie było składową fabuły filmu: „fikcja wynicowana na lewą stronę stała się prawdą/ a ludzie nie chcieli wierzyć – łapali kule w ręce,/ wpychali je sobie do ust/ i w klatki piersiowe”. W wierszach poetki można też odnaleźć myśl, że ludzie fizycznie przeciętni mogą postąpić buntowniczo w obronie wyznawanych przez siebie wartości, czyli tym samym to, co zewnętrzne, niekoniecznie odpowiada temu, co wewnętrzne. Mam na myśli utwór poetycki Dominique Venner poświęca się. Tytułowy bohater był faktycznie istniejącą osobą – francuskim historykiem, eseistą i nacjonalistą, który w 2013 roku zastrzelił się na oczach setek ludzi przed ołtarzem głównym Katedry Notre-Dame w Paryżu, by w ten sposób sprzeciwić się bieżącej polityce europejskiej i sytuacji społecznej we Francji – m. in. „kapitalistycznej oligarchii”, islamizacji, masowej imigracji, nieheteroseksualnym małżeństwom. Oto cytat z tego wiersza: „witaj, katedro, wstępująca w niebo dachami wież./ wiem, że mnie rozumiesz, czuję/ wsparcie grubych murów, chłód ostrołuków/ jak chrystusowa korona/ potakujących cierniami”. Można z niego wywnioskować, że Katedra Notre-Dame nie była miejscem wybranym przez Vennera przypadkowo – kojarzy się przecież z tradycyjnymi wartościami chrześcijańskimi, jest potężna i spektakularna.

W ogóle Adamowicz jest zainteresowana teatralnością, medialnością naszego istnienia. Przedstawia przy tym nie tylko los osób z wadami fizycznymi, pokazywanych w ramach „teatru osobliwości”, czy sposób patrzenia na świat dewiantów i ludzi niemogących się odnaleźć w funkcjonującym systemie, ale także pisze o ciele jako o czymś, co jest wystawiane na pokaz – w celach medycznych czy artystycznych. Narządy zmarłych ludzi mogą być jednocześnie dziełami sztuki, jak i materiałami dydaktycznymi. W wierszu Muzeum Anatomiczne I czytamy: „po śmierci chcę zostać eksponatem – głową/ oderwaną od niepotrzebnej reszty./ mieć zaszyte powieki i usta, wydrążone wnętrze./ brak bodźców to ulga, nicość – pełne szczęście”. Organy mogą ponadto posiadać pewną autonomię w ramach tworzonego wspólnie spektaklu, jak w surrealistycznym wierszu Teatr anatomiczny. Apozjopeza: „kurtyna skóry rozchyla się: płuco spazmatycznie szlocha,/ z nerki zasnutej otrzewną mgłą rozlega się bicie dzwonów,/ wątroba skanduje amor vacui”. Co interesujące, w wierszach debiutantki odrywają się one niejako od człowieka jako całości. Ponadto z jednej strony są tylko elementami naszej anatomii, z drugiej posiadają określone kulturowo znaczenia. Dlatego w utworze Muzeum Anatomiczne II, stanowiącym apostrofę do młodego chłopca (a raczej jego ciała/duszy?), którego serce znajduje się w szklanej gablocie, na końcu pojawia się następująca potencjalna odpowiedź młodzieńca na pytanie zadane mu przez podmiot liryczny: „czy szklana gablota, która jest ci osierdziem, wie/ co niegdyś powiedziałeś krajowi, szeroko otwierając usta?/ w głębi serca zamiast ojczyzny/ mięśnie mam brodawkowe i ścięgniste struny”. Serce więc, choć potocznie uznaje się je za ośrodek uczuciowy człowieka, odpowiedzialny za sferę emocjonalną jego życia, z medycznego punktu widzenia jest tylko jednym z narządów i nie znajdują się w nim żadne uczucia czy wartości takie jak ojczyzna. To bardzo przewrotna puenta.

Nie jest bowiem tomik Anny Adamowicz patetyczny ani tylko sztywny, pomimo dużego nasycenia go terminologią medyczną. Wszystkie części (a jest ich pięć – Naczynia/Krążenie, Nerwy/Reakcje, Trzewia/Odżywianie, Więzadła/Biomechanika, Gruczoły/Sekrety) składają się z wierszy zdyscyplinowanych, lakonicznych, sprawiających wrażenie, że każde występujące w nich słowo zostało dobrze przemyślane. Jednocześnie dużo jest w nich swobody i poczucia humoru, co równoważy drastyczną niekiedy tematykę, wynikającą m. in. z przywołania takich a nie innych postaci historycznych czy mitologicznych, których cielesność w jakiś sposób została brutalnie ujawniona – tak jak w przypadku mitu o Apollu i Marsjaszu (ten ostatni został obdarty ze skóry), historii św. Bartłomieja (męczony, rozpięty na krzyżu głową w dół, żywcem obdarty ze skóry, ukrzyżowany, a następnie ścięty), filozofki Hypatii z Aleksandrii (zdarto z niej ubranie, wyłupiono jej oczy i zabito ostrakonami). Nie epatuje jednak poetka drastycznymi obrazami, to nie są typowe utwory turpistyczne. Obcość ciała, ciągły problem z oswojeniem śmierci, wysoki poziom skomplikowania ludzkiej psychiki prezentuje ona w harmonijny sposób, np. za pomocą jednego trafnego sformułowania w wierszu, spójnej konstrukcji całego utworu czy aluzji do znanej postaci. Być może wrażenie uzyskania złotego środka jest związane z klasycystycznym wydźwiękiem jej wierszy – ze względu na zrównoważoną formę, zainteresowanie cielesnością, jak i odwołania do kultury antycznej – również te zabawne, choć podszyte egzystencjalnym zwątpieniem, jak w wierszu High, higher, highest: „jestem kozą wchodzącą na greckie kolumny. ale czy to/ czyni mnie lepszą niż kawałki mięsa na hakach?/ czyni./ zwłaszcza jeśli odróżniam porządek joński od korynckiego/ i jeśli wyszorowanym na glanc kopytkiem/ nie brudzę kanelur”.

Długo by można jeszcze o tym tomiku pisać, z pewnością zasługuje on na czytelniczą uwagę i dobrze, że został nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia w kategorii poezji. Z każdą kolejną lekturą odkrywa się w nim coś nowego, Adamowicz umieściła w swoich wierszach wiele tropów. To wciągające studium relacji pomiędzy ludzkim ciałem a ludzką psychiką, pomiędzy powierzchnią a wnętrzem, pomiędzy tym, co widoczne, a tym, co zakryte. Z tego powodu najważniejszym słowem-kluczem w poezji młodej wrocławskiej poetki jest „skóra” – nasz największy narząd, który pośredniczy pomiędzy organizmem a środowiskiem zewnętrznym. Obdarcie ze skóry oznacza konieczność bezpośredniej konfrontacji ze światem, likwidację bariery ochronnej, ale i narażenie na utratę własnej indywidualności.

Jolanta Nawrot

 

Autor: Anna Adamowicz
Tytuł: Wątpia
Wydawca: Łódzki Dom Kultury, Łódź 2016
ISBN: 978-83-61680-07-9

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.