W najnowszym numerze...

Jezry Suchanek - Wduszenie

Poezja Jerzego Suchanka niewątpliwie jest wymagająca, momentami nawet męcząca. To taki typ wiersza, który oczekuje od czytelnika maksimum skupienia i wytrwałości, cierpliwości i samozaparcia. Raczej wydusza siły z odbiorcy, niż je wdusza, choć nie ma to zupełnie związku z tytułem tomu sprzed dwóch lat. Na taką lekturę trzeba się przygotować, ale nie jest tak, że za swój cały wysiłek nie dostajemy nic w zamian. Może nie dostajemy tego na tacy, lecz poczucie dobrze wykonanej pracy podczas czytania jest uczuciem godnym docenienia.

Pisanie o Wduszeniu – i chyba w ogóle o twórczości Suchanka – jest zadaniem tyleż trudnym, co niewdzięcznym. Jest tak gęsto, że niełatwo jest się czegoś uchwycić; nadmiar powoduje, iż większość wymyka nam się przez palce, bo rozprasza nas mnogość bodźców. Dodatkowo poeta dość wyraźnie drwi sobie z recenzentów i krytyków, i choć dzięki temu obnaża wady tego, co moglibyśmy określić mianem systemu literackiego, to jednak łatwo poczuć się lekko dotkniętym. Na dodatek moje imię zostaje dość silnie wyzyskane w jednym z wierszy, ale nie ma tego złego. Więc choć ten tom „nie po woli Ani” (a w każdym razie nie całkiem), to wezmę się z nim za bary, „bo Ania nie pozwoli” sobie wycofać się rakiem tylko dlatego, że napotyka opór. Pełna mobilizacja!

W blurbie Zbigniewa Chojnowskiego znajdziemy takie słowa o Wduszeniu: „To, co jedni nazwą zabawą językiem, a inni lingwistycznym popisem, jest według mnie sposobem wybicia się na wolność (…).” Według Chojnowskiego to „wolność bycia sobą” i jest w tych słowach dużo racji. Wydaje mi się jednak, że Wduszenie nie jest tomem tak jednolitym i spójnym, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, stąd powody posługiwania się tak specyficzną mową, a także osiągane jakości i efekty, są właściwie niejednolite. Graficznie, frazowo, wizualnie, a nawet tematycznie zdawać by się mogło, że wszystkie wiersze pisane były na jednej osi konstrukcyjnej. A jednak są wśród nich takie, gdzie chodzi raczej o zbiorowość i zewnętrzność, o komentarz dotyczący społeczeństwa oraz takie, gdzie – przeciwnie – niespodziewanie wyłania się wyrazisty podmiot, który skupia się na tym, co wewnętrzne, a dopiero w dalszej kolejności sytuuje tę wewnętrzność wobec grupy. W pierwszym typie tekstów gra językowa jest bardzo wyrazista, język napędza akcję, jest wyrazem frustracji. Tu mniej chodzi o wolność, a bardziej o wyrazistość; tu częściej napotkamy „lingwistyczny popis”, natkniemy się na frazy zgrabne raczej na siłę. W drugim typie zdarza się tak, że lingwizm momentami niemal zanika. Suchanek każe podmiotowi mówić wprost, odsłania się, skupiając uwagę czytelnika bardziej na treści danej wprost, niż treści wyłaniającej się z mechanizmów językowych, związków wyrazowych i relacji, w jakie mogą wchodzić ze sobą słowa. Najprościej chyba będzie wykazać tę rozbieżność na przykładzie – oceńcie sami, czy tak jak ja dostrzegacie wyraźną różnicę. Pierwszy typ dobrze ilustruje fragment wiersza Hodowcy pomidorów:

Żaba w dżemie drzemie, żali się dżem z żaby,
że go nie waży, lecz od razu warzy z warzyw
wawrzyn polski. Zawsze im za gęsto od gęsi.
Syczą i szczypią słowa, chwałę Rzymu rżną
niczym chwasty rzygu. Jak wołali na swe woły
bez wołacza? Ślę im śledzie i ogonki.

Drugi typ to na przykład początek Łąki:

Nie sięgam, by poprawić kwiaty na łąkach.
Ręce, które połamali mi w szkole, zrosły się
z drżeniem. Dłonie rozkładają się od potu
i nie składają do modlitwy. Palce nie dotykają,
nie wytykają i nie potrafią się ukryć w pięściach.

Na marginesie warto też dodać, że w tekstach typu pierwszego Suchanek jest dużo bardziej wulgarny i dosadny, zaś w tych, w których spotykamy podmiot, natkniemy się na czułość, obrazowość zamiast lingwizmu i spowolnienie akcji (uczucie w miejsce działania).

Choć poeta daje się ponieść językowi, pozostaje w sferze całkowicie realnej i aktualnej. Sporadycznie tylko zdarza mu się tworzyć obrazy lekko surrealistyczne. Na ogół jest tak bezpośrednio i polsko (?) jak na okładce: ciała wduszone w przyciasne ubrania, ludzie wduszeni w przyciasne realia, język wduszony w rzeczywistość granic naszego kraju. To również nie jest to wduszenie, o które chodzi poecie. W wierszu zatytułowanym tak, jak cała książka, pojawia się wyrazista fraza końcowa: „Mój Boże, modlę się o Twoje wduszenie”. Kwestia Boga i jego obecności w życiu człowieka pojawia się w tym tomie wielokrotnie. Jest to jeden z głównych, nieustannie powracających motywów. Suchanek wyraźnie komunikuje swoje poglądy. Chojnowski słusznie zauważa, że obecna jest w tych wierszach „satysfakcja płynąca z przekonania o byciu po »właściwej« stronie”. Druga strona otrzymuje głos, ale poddany już ocenie. W tej sferze język rzeczywiście dąży do wolności wyrazu i ją osiąga – dla podmiotu. Zdarzają się jednak osobie mówiącej jakieś zawahania czy niepewności, zwłaszcza w momentach, w których sytuuje się jako element zbiorowości. Wówczas nie sposób wykluczyć głosów sprzecznych, odmiennych, właściwie nie do pogodzenia z tym, co uznaje się za słuszne. „Jak to jest: być sumą nas, / szamocących się między lewą i prawą stroną / ciężkiej ścieżki, potykających się na środku / świata.”

Suchanek opowiada się po jednej stronie, bo jego podmiot w ogóle dąży do maksymalizacji. Nie chce półśrodków i półprawd, gdyż prowadzą one do rozmycia. Dlatego mówi dosadnie i wprost. Życie ma być tu formą możliwie jak najbardziej konkretną i wyrazistą. „Wiersz, który / nie robi, ssie”, więc główne zadanie wiersza to działać i wywoływać działanie, a do tego potrzebny jest silny, konkretny bodziec w postaci silnego, konkretnego tekstu. Nieustannie grozi nam konieczność dostosowania się do sytuacji („chcieli żyć, czyli udawać, że ogryzek to jabłko”) i rezygnacja z siebie („jak to poeta: i ktoś i nikt”). Życie jest więc rodzajem walki, a walczymy tak naprawdę o siebie. Metafory związane z wojną i pokojem pojawiają się w tej książce często i właściwie pokój jest nieosiągalny, oznaczałby rezygnację z istnienia, a to życie jest tu wartością nadrzędną, trzeba je zaklinać: „byłeś nie znikł…”.

Trudno czytać wiersze, które nie idą na kompromisy, ale lektura Wduszenia dostarcza przyjemności (choć nieoczywistej). Wolę Suchanka zdobywającego się na liryzm i swobodę treści od tego wybierającego swobodę formy i poświęcenie dla sprawy. Podmiot narzuca sobie pewne obowiązki, powinności, które ma wobec kraju, społeczeństwa i samego siebie. Choć nie zawsze wydają się one w z zgodzie z jego wolnością wyrazu, tempo powstawania utworów (daty pod każdym wierszem, częste dedykacje) wskazywałoby na poczucie swobody w takiej formie wypowiedzi. Nie da się ukryć, że poecie udaje się o rzeczywistości pisać tak, że wyłania się ona na nowo. Lektura Wduszenia to zatem możliwość doświadczenia znanego jako nieznanego.

Anna Mochalska

 

Autor: Jerzy Suchanek
Tytuł: Wduszenie
Wydawca: Instytut Mikołowski, Mikołów 2015
ISBN: 978-83-65250-08-7

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.