W najnowszym numerze...

Redakcja: ,
Wydawnictwo: Stowarzyszenie Salon Literacki
Strony: 64
ISBN: 978-83-941209-5-5
Warszawa 2017
Seria Salonu Literackiego (25)

Informacje

Wstęp: Dorota Ryst
Posłowie: Olgerd Dziechciarz

Projekt okładki: Arkadiusz Łuszczyk
Zdjęcia na okładce: Jadwiga Siwińska-Pacak i Arkadiusz Łuszczyk

Skład i łamanie:

Druk i oprawa: DANMAR Biuro Edytorsko-Usługowe
www.danmar.waw.pl

Książka została wydana ze środków Urzędu Gminy Miastko
i Stowarzyszenia Salon Literacki

 


 

Wstęp

Tegoroczny almanach warsztatowy Pomost oddajemy w Państwa ręce w szczególnym momencie – Miastko świętuje w tym roku swoje 400-lecie. Cieszy nas, że możemy dokładać swoją cegiełkę do budowania literackiej legendy tego miejsca. Już po raz dziewiąty nasi warsztatowicze uważnie przyglądali się miastu i jego okolicom i starali się zamknąć w wierszach swoje wrażenia. Dostrzegając uroki widzieli też inne strony. Czasami patrzyli z przymrużeniem oka, filtrowali to, co zobaczyli, przez swoje własne historie. Na pewno jednak wchłonęli miastecką aurę i starali się jak najlepiej oddać ją w tekstach. Przez te dziewięć lat już ponad 50 poetów opiewało piękną Ziemię Miastecką – mało która gmina w Polsce może się pochwalić taką liczbą.

Warsztaty po raz drugi odbyły się w Gospodarstwie „Przepiórcza Farma” w Trzcinnie. Prowadził doświadczony poeta, prozaik i krytyk literacki Olgerd Dziechciarz.

Jak co roku almanach podzielony jest na części pokazujące rezultaty ćwiczeń warsztatowych. Zaczęliśmy od wyjątkowo trudnego tematu – poezji patriotycznej. Z efektami poetyckich zmagań możecie się zapoznać w części pierwszej. Potem było „przymierzanie cudzych butów”, czyli zmierzenie się ze stylem wybranego poety. W części trzeciej znajdziecie wiersze, które powstały z inspiracji Miastkiem i okolicami. W tym roku szczególnie wiele miejsca poświęciliśmy „lokalności” – uważnemu przyglądaniu się miejscom, również tym najbliższym, swoim własnym „prowincjom”. Do tego właśnie nawiązują utwory w rozdziale czwartym. Zaczynaliśmy od trudnej tematyki i dalej wcale nie było łatwiej. Bo czy łatwo jest dziś napisać wiersz religijny nie popadając w banał i patos? Na szczęście, nasi uczestnicy pokazali, że można, o czym możecie się przekonać czytając część piątą. Kolejna partia wierszy pokazuje jak blisko siebie krążą Eros i Thanatos. I w końcu dział siódmy – remiksy. Dowód na to, że poeci nawet z codziennej prasy mogą „zrobić” poezję. Całość, tradycyjnie, zamykają utwory, które nie są bezpośrednim efektem ćwiczeń warsztatowych, ale łączą się jakoś z tym niezwykłym czasem i miejscem.

Życzymy Miastku kolejnych lat trwania i rozwijania się, a sobie, żebyśmy mogli za rok wrócić tu z nową grupą poetów. 

Dorota Ryst

 

Posłowie

Podobno wszystkiego można się nauczyć. Wystarczy tylko powtórzyć jakąś czynność sto, dwieście, czasem milion razy, a opanujemy ją do perfekcji: wygramy wtedy wypasioną pięcioletnią pensję w zdrapce, zjemy szklankę albo pocałujemy się we własny łokieć. Ale w poezji to nie działa. Jeśli nie masz do tego daru, to szkoda zachodu – bimbru z tego zacieru nie będzie. Miał rację Platon, gdy ostrzegał przed poetami, zwłaszcza przed tymi, którym się zdaje, że są cwani: „Kto zbliża się do świątyni muz bez natchnienia w przekonaniu, że wystarczy samo opanowanie rzemiosła, pozostanie partaczem, a jego zuchwałą poezję przyćmią pieśni szaleńców”. Jakże szczęśliwie się złożyło, że uczestnicy warsztatów w Miastku mieli w sobie tę kroplę szaleństwa, a niektórzy nawet pół litra.

Olgerd Dziechciarz

 


 

Klaudia Hagemajer

Zamiejscowa

pytasz co u nas
w zasadzie dobrze
choć zasady już przegłosowane

słyszałaś o smogu
faktycznie zrobiło się ciemno
ale ja dziś łapię powietrze

nie nie w górach
w Polskim zaraz przy Tamce
grają Pożar w burdelu
Ucieczkę z Kina Polskość

 

Inesa Kruszka

Miastko

kupić bilet, spakować walizkę, coś w tym jest,
aby wracać, patrzeć, jak drzewa salutują głębi jeziora,
wyklute liście uczą się tańczyć disco.

można zdobyć mistrzostwo świata, radością z natury
biec przed siebie, w zgodzie z modą, pytać,
czy jest w tym sens.

gdyby Adolphe Sax przyjechał do Miastka, nie pytałby
o historię ani daty. tutaj saksofon istnieje,
poeta podaje go Rummelowi, słyszę baryton
z Zielonego Ruczaju, a tylko kupiłam bilet,
taka licentia poetica.

 

Ewa Nowakowska

Oddech szczura

białe buty na zielonych łąkach
trawa przerasta moje myśli
łapię powietrze
żurawie na kartofliskach

 

Anita Katarzyna Wiśniewska

Zasypali fundamenty

wieś nazywała się Hamer lub Hammer
tak mówi mój ojciec a mój ojciec wie
wieś nazywała się Hamer lub Hammer
płodziła rumiane dziewczęta o niebieskich oczach
niebieskich oczach i piersiach jak stal
i młodzieńców silnych a dumnych z mocnymi rękami
rękami do pracy dobrymi i sercem nieskalanym

wieś nazywała się Hamer lub Hammer
wieś o dniach krzątających się nocach spokojnych
i źródłach najczystszych

aż nadszedł dzień gdy zniknął Hamer lub Hammer
i jego synowie i córki zniknęli
i może zaraza może przesiedlenia może wojna
mój ojciec o tym nie mówi bo sam nie wie

 

Andrzej Tomasz Curkowski

genealogia praw własności

wywód koligacji to rozgałęzienie miejsc
wielkomiejska dzielnicowość
rozpisana lokalnymi dialektami
plątanina ścieżek i kroków
prowadząca z punktu do punktu
wejścia i wyjścia pilnie strzeżone
kilka krzywych spojrzeń
przechodzę niewidocznie
a dalej tylko ciemniej
i brak madonny w bramie
samotnym matkom
przyznali już mieszkania zastępcze
ojcowie z synami zostali
na nieuregulowanych prawach

 

Daniel Czepiński

dworzec główny

na przystanku wita mnie
pijany gołąb a może – jak pociąg
spóźniony – nietoperz

wiersze zostawiłem w trzcinnie
nabieram dystansu do swojej poezji

tutejsza rzeczywistość wydaje się
obca – zbyt pobudzona
w pozornym uśpieniu –

jakby kilka dni zrobiło mnie
tamtejszym

spokojnie – wrócę do siebie
gdy usłyszę dobranoc
zniesmaczone wschodem słońca

Kraków, 5 maja 2017

 

Aleksandra Nizioł

syndrom prowincja  

jestem fragmentem miejsca bitego pasem
żółtym zielonym brunatnym jesienią sinawym
pełnego ruin legend i plotek
podziemi z zakazem wstępu

tu przechodzień łapie mnie za serdeczny palec
kiedy? ty jeszcze nie?
inny wyrasta przed tobą
tak się panu przyglądam od dawna... pan gdzieś pracuje?
żona coś strasznie schudła!
ach bo to moja nowa żona
(przymus odpowiedzi nie wypada milczeć)

tu nie patrzy się w oczy
wzrok zawsze ten sam: nie mam pracy
czasu pieniędzy papierosów
w odpowiedzi uczymy się wstydzić uciekać i walczyć
gdzie indziej

jestem fragmentem miejsca z pępowiną pasów
żółtego zielonego brunatnego jesienią sinego
zawsze biorę je w obronę
wracam
w odwiedziny