W najnowszym numerze...

Wanda Karczewska i Jarosław Iwaszkiewicz

Dorota Ryst: W jaki sposób pojawiła się w Twoim życiu Wanda Karczewska jako poetka?

Karol Samsel:  Wanda Karczewska jako poetka pojawiła się przez Izę Fietkiewicz – Paszek. To ona zaprosiła mnie do  współpracy nad krytycznym przygotowaniem Festiwalu im. Wandy Karczewskiej, który będzie inaugurowany w listopadzie. Właśnie wtedy zetknąłem się z twórczością Wandy po raz pierwszy i zacząłem ją dostrzegać w szerszej perspektywie, na tle innych poetów i pisarzy regionalnych, m.in. poetów, z którymi jestem związany, z mojego miasta rodzinnego. Zacząłem zastanawiać się nad literaturą regionu jako taką, nad tym dlaczego ją lekceważymy w obrębie literatury głównego prądu. Obecność Wandy wywołała wiele różnych myśli, które zaczęły potrącać o siebie, tworzyć nowe myśli i tak cały czas. W ten sposób powstał tekst, który z okazji Festiwalu będzie drukowany.

D.R.: Jakie najistotniejsze cechy tej poezji byś wymienił?

K.S.: Jest jeszcze dosyć wcześnie na to, aby mówić o najistotniejszych cechach w poezji Wandy . Pisarka zmarła w 1995 roku, a więc minęło zaledwie 15 lat - to wystarcza, żeby stracić możliwość analizowania jej dykcji, jej sposobu mówienia. Wystarczyło 15 lat, żeby nie tylko czytelnik, lecz także badacz literatury nie wiedzieli, co z tym pisarstwem uczynić. Sprawa jest bardzo skomplikowana: gdybym miał podać najważniejsze cechy pisarstwa Karczewskiej, wymieniłbym przede wszystkim regionalizm, silny związek z ziemią kaliską i obsesyjne, wręcz mitologiczne powroty do miasta swojego dzieciństwa, do Kalińca. Wszystko, co w twórczości Wandy jest związane z regionem, zostaje odniesione do jej wędrówek po Kalińcu, jak m. in.. wskazuje na to jeden z ostatnich poematów napisany przez Karczewską parę miesięcy przed śmiercią, Spacer w alei parkowej. Wszystko krąży wokół Kalisza - miłości Wandy. Mnie zaskoczyła jej sprawność pisarska: Wanda potrafi materię pisarską „rozcinać”, ujawniać sposób narracji i eksperymentować z językiem we własnych tekstach. Eksperymentować do tego stopnia, że w powieściach takich jak: „Głębokie źródło” albo „Wizerunek otwarty” uśmierca bohaterów swoich powieści, bądź w prologu, bądź w epilogu demaskując fikcję literacką, wskazując, że nikt z nich nie istniał, że żadne fakty fabuły nie zaszły. Jest to, w moim przekonaniu, efekt bardzo silnej, wojennej traumy, która odcisnęła na niej ogromne piętno i spowodowała, że właściwie począwszy od 1945 roku - jej matka i brat zginęli w obozach koncentracyjnych - nie może uwolnić się od obsesyjnego „ataku na narrację”,  swoistego mitycznego gestu. Karczewska po prostu rezygnuje z fikcji literackiej, rozdziera zasłony, w „Głębokich źródłach” twierdzi wręcz, że ona sama, czyli narrator, jest tylko głosem jakiegoś demiurga. To ją określa, być może bardziej niż region.

D.R.: Mówisz dużo o prozie, a poezja?

K.S.: Poezję Wandy cechuje liryzm i autentyzm. Przy tym poezja ta traci znamiona poetyckości. Bardzo łatwo przychodzi Karczewskiej tworzenie gatunków synkretycznych, mieszających ze sobą porządki prozy i poezji, zwłaszcza w późnej twórczości, często zwracającej się ku prozie poetyckiej. Im bliżej ostatecznego rozliczenia, tak wyraźnego w jej ostatnich utworach, w których przeczuwa własną śmierć, tym częściej poezja Wandy przestaje być poetycka. Bardzo poetycki jest za to tomik Powrót do Kalińca, jego liryzm potęgowany jest przez fakt mieszania się autentyzmu i fikcji. Pojawiają się najważniejsi bohaterowie poetki: postaci brata, ojca i matki. Ale już w ostatnim tomiku poetyckim Wiersze ze snów miłości i rozpaczy Karczewskiej nie zależy na formie, raczej na tym, by wyrazić jak najwięcej, stąd jej poezje przekształcają się w poematy pisane bardzo gęstą prozą, w całość zaś wdziera się upoetyzowany strumień świadomości. Całość nosi rysy soliloquium - wyznanie liryczne przeplata się tu z niezwykle silną prozą konfesyjną. Wandę w chwili publikacji ostatnich wydań przestaje interesować granica gatunku. Najważniejsze jest to, aby zdążyć przekazać jak najwięcej, gdyż czas jej pisarstwa się kończy.

D.R.: Jak myślisz, czy warto przypominać takich lokalnych poetów? Autentycznych, regionalnych?

K.S.: Oczywiście, że tak. I tu właśnie nasza rozmowa zatacza krąg, bo od tego zaczęliśmy. Mam świadomość tego, że literatura głównego prądu zawsze musi dokonywać jakichś wyborów. Ale tracąc literatury regionów, tracimy dykcje, czasami bardzo fascynujące. Proszę mi wierzyć: powrót do nich jest trudniejszy niż się wydaje. O Wandzie Karczewskiej trudno jest mówić językiem syntez – w moim przekonaniu my, badacze jej twórczości, nie mamy jeszcze takich kompetencji. W jaki sposób poetka bawi się mitem? W jaki sposób – językiem?  Dykcja Wandy została przez historyków literatury odrzucona. I to w tym momencie przynosi określone skutki. Literatura poszła  w  innym kierunku, pisarze regionalni zaoferowali zaś coś zupełnie przeciwnego. Ich propozycja nie została podjęta ani kontynuowana. I oto ślepe uliczki literatury. Przejścia zamurowane. Żeby na ten szlak wrócić, trzeba mnóstwo pracy krytycznej, historyczno-literackiej. Badanie dzieł Wandy Karczewskiej, jeżeli ma przynosić owoce, musi być pracą cykliczną i systematyczną. Taką, jaką podjęto w ramach festiwalu im. Wandy Karczewskiej. Uważam, że Iza Fietkiewicz-Paszek, poprzez organizację tego Festiwalu i przygotowanie jego sekcji krytycznej, której zadaniem jest opracować twórczość Wandy – w jej skład wchodzą: Leszek Żuliński, Kazimierz Rink i ja – przywraca Karczewską badaczom literatury, aby na nowo spróbowali mówić o jej bardzo trudnym języku. Na pozór w wierszach wydaje się, że wpisuje się on w znane nam rytmy, ale jeśli już zajrzeć do powieści takich, jak Głębokie źródła albo do poematu Spacer w alei parkowej, okazuje się niezwykle hermetyczny, igra narracją, bawi się mitem, potrafi przy tym do jednej postaci literackiej włączać mnóstwo mitycznych pseudo-postaci. Figura matki w Spacerze w alei parkowej, bohaterki poematu, a zarazem porte parole prawdziwej matki Karczewskiej spalonej w krematorium w jednym momencie jest Penelopą z Odysei, w drugiej zaś Odyseuszem. Staje się także syreną i dobijanym zalotnikiem, Ariadną albo Minotaurem. Wanda posługuje się mitycznością w sposób, który komplikuje sens użycia mitu jako takiego. Mam wielką nadzieję, że Festiwal pomoże ten język przywrócić i ujawnić, że pod tak sprawną i szaloną ekwilibrystyką tkwi sens zrozumiały dla innych, literackość, zwykła, ludzka interpretacja.

D.R.: Dziękuję bardzo. I do zobaczenia na Festiwalu im. Wandy Karczewskiej, organizowanym przez Stowarzyszenie Promocji Sztuki Łyżka Mleka w dniach 18-19 listopada 2011 r. w Kaliszu.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.