W najnowszym numerze...

Dorota Ryst: Skąd pomysł zorganizowania Festiwalu Poetyckiego w Kutnie?

Artur Fryz: Najkrócej mówiąc z głowy, mojej głowy i z pracy wielu ludzi, w tym przede wszystkim Aleksandry Rzadkiewicz – prezesa Stowarzyszenia Środek. Ale oczywiście można dłużej – myślę, że z przekory również. Przyjechałem do Kutna 20 lat temu i od razu budziło mój opór to, że mieszkańcy tego miasta nie lubili na ogół swojego miejsca zamieszkania, a mnie się wydawało, że tu jest tyle rzeczy do odkrycia. Najpierw napisałem książkę - taką książkę, w której tworzyłem z Kutna swoją przybraną ojczyznę. Powiedziałem sobie, że skoro Kutno zostało mi dane, to spróbuję odnaleźć w nim piękno. I udało mi się – trochę zachowałem się jak mężczyzna, który poznaje niezbyt ładną kobietę i stara się odnaleźć jej urodę. I rzeczywiście ją odnajduje. Kutno ma swoje uroki, ale trzeba bardzo uważnie patrzeć. To nie jest piękno oczywiste. Pomyślałem sobie, że poeci to przecież specjaliści od piękna nieoczywistego. W związku z tym to jest dobre miejsce, żeby tu przyjeżdżali.

Oczywiście także względy geograficzne – cała ta metafora, niektóry mogą się na nią zżymać, taka dopełniaczowa metafora Złoty Środek Poezji – ta metafora w gruncie rzeczy zawiera w sobie bardzo dużo i dlatego wybraliśmy ją jako nazwę festiwalu. Chodziło między innymi o dążenie do harmonii, o to żeby spotykali się tu ludzie różnych wyznań poetyckich, różnych wrażliwości, żebyśmy nie tworzyli jakiegoś getta poetyckiego, co się zdarza niektórym ośrodkom literackim w Polsce, które promują tylko jeden sposób pisania czy jedną poetykę. Tu chcieliśmy tego uniknąć, dlatego są jurorzy z odmiennych szkół pisania, zmieniamy co roku skład tego gremium w Otwartym Konkursie Jednego Wiersza. Ale ważna też była geograficzna kwestia – jesteśmy w środku Polski, a jak członkowie Środkowoeuropejskiego Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Środek”, które organizuje Konkurs na najlepszy debiut książkowy, twierdzą, w środku Europy. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że gdzieś tutaj leży środek Europy.

D.R.: Jakie są główne idee Festiwalu?

A.F.: Myślę, że gdyby próbować to umieścić filozoficznie, to mi osobiście szczególnie bliska jest filozofia spotkania – Martin Buber, Lew Szestow czy Emmanuel Levinas – bliska przede wszystkim nie w sensie spekulatywnym, ale bliska sercu. Dla mnie festiwal ma być przede wszystkim spotkaniem. Takim spotkaniem, gdzie ludzie dzielą się tym, co mają najlepszego, bo ostatecznie poezja jest właśnie taką próbą powiedzenia innym czegoś najistotniejszego. I tak to jest. Ale też jest spotkaniem ludzi ze sobą. spotkaniem, z którego czasem wynikają rzeczy istotne dla kultury polskiej, czy europejskiej wręcz. Przytoczę choćby taki przykład – tu spotkali się Miloš Doleżal z Wojciechem Wenclem. Zarówno w twórczości Doleżala pojawiły się wątki związane z Wenclem, jak w poemacie Wencla „Imago mundi” nawiązania do Doleżala. A myślę, że narodzi się też wybór wierszy Doleżala – rozmawialiśmy o tym nawet dziś z Krzysztofem Bieleniem, bohemistą, naszym laureatem. Od dawna mam taką ideę, żeby wydać obszerny wybór jego wierszy. Do dziś ukazał się tylko jedna książka „Gmina”, w Wydawnictwie Czarne, ale to przekład tylko jednego tomu. A Doleżal to niezwykle ważna postać, myślę, że nieraz o nim usłyszymy. Bardzo też ciepły człowiek, miły, pracownik praskiego radia. Te spotkania to zyski dla wszystkich stron, to jest taki „biznes”, gdzie wszyscy zyskują. Miloš napisał m.in. felieton o swojej podróży do Kutna, w którym opisuje jak to jechał do nas samochodem i chciał zobaczyć po drodze Tum, kolegiatę – zabytek o skali światowej. Jako prawdziwy humanista z krwi i kości dość złośliwie opisał jak to znalazł ten niezwykły zabytek straszliwie zaniedbany, w otoczeniu nie godnym jego rangi. A w drugiej części przedstawił swoje dobre wrażenia z Kutna. I to zabrzmiało na antenie czeskiego radia „Praga”. Tak więc są to też plusy promocyjne dla naszego miasta. W antologii, którą wydaliśmy „Pociąg do poezji - Intercity” pojawiło się kilka wierszy z motywem Kutna, które zapewne nigdy by nie powstały, gdyby poeci tu nie przyjechali. A przyjeżdżają, niektórzy od lat, mamy takich przyjaciół. Tyle chyba wystarczy powiedzieć odnośnie idei festiwalu.

Poetyckie spotkania tu mają wymiar również europejski, a nawet światowy. Dziś wystąpi Paol Keineg – najwybitniejszy poeta bretoński, chociaż piszący po francusku, profesor Berkeley, wykładowca literatury francuskiej, można powiedzieć „kolega ze stołówki” Czesława Miłosza - co prawda była między nimi różnica wieku, więc nie przyjaźnili się, ale znali się, a przede wszystkim pełnili podobne rolę na uczelni. Więc przyjeżdżają postaci wymiaru światowego, a obok tego poeci – debiutanci. Przyjeżdżają młodzi poeci, często bardzo młodzi, którzy dopiero gdzieś tam wchodzą w ten świat, świat kultury wysokiej. Oni ledwie tego, co tu można dostać, dotkną, czasem tylko piwa się napiją i coś tam usłyszą, ale gdzieś to zostaje. Mogą dotknąć tego, co być może ich czeka, jeśli będą rozwijali swoje talenty.

Więc to są takie właśnie wielowymiarowe spotkania – to jeden z głównych aspektów tego zdarzenia. My naprawdę staramy się, żeby poezja wchodziła w różne przestrzenie, gdzie dotąd nie bywała. Szukamy pomysłów, antologia „Pociąg do poezji - Intercity” jest tego przykładem. Chcemy, żeby wiersze współczesne docierały do ludzi, w tych nie merkantylnych wymiarach. Oczywiście, spółka kolejowa, która tę książkę sfinansowała jakiś tam swój interes ma, ale nikt tego nie sprzedaje, to jest rozdawane – chodzi o to po prostu, żeby ludziom sprawić przyjemność, żeby być może niektórzy po raz pierwszy zetknęli się z wierszami współczesnymi. A w podróży, zwłaszcza dobrym pociągiem jest czas, żeby do książki zajrzeć.

Jeszcze w aspekcie lokalnym – od trzech lat organizujemy taki plebiscyt Poetycka Kostka Wolnego Wyboru i trafiamy z tym do młodzieży szkół ponadgimnazjalnych. W ośmiu szkołach prezentujemy osiem wierszy ubiegłorocznych debiutantów, młodzież głosuje, który z nich jest ich zdaniem najlepszy. Jutro będzie rozstrzygnięcie – 883 uczniów wzięło w tym udział. Tak więc, jak niektórzy opowiadają mi banialuki o niszowości poezji, to myślę, że niektóre dziedziny sportu są bardziej niszowe niż poezja. Młodzi ludzie mogą też wziąć udział w konkursie, przedstawić swoje wiersze, swoje interpretacje – na przykład wiersz tegorocznej laureatki, Joanny Dziwak, został zinterpretowany przez uczennicę miejscowego technikum. Jutro wręczymy poetce tę interpretację, całkiem niezłą, oczywiście jak na warunki polskiej szkoły dziś. Tej młodzieży nie ma kto uczyć jak interpretować wiersze, jak dobrze pisać recenzje, nie ma na to czasu, a pani Hall chce jeszcze ten czas ograniczyć. Widocznie taka jest jej wizja polskiej kultury... Ciekawe po czym ma takie wizje? Ale na szczęście są takie festiwale jak w Kutnie, są ludzie, którzy tu się gromadzą, którzy przywożą tu swoje pomysły. Te pomysły są realizowane czasem gdzie indziej. Ja uczę się od innych, a inni uczą się ode mnie. Takie przynajmniej mam wrażenie.

W jakimś sensie festiwal przerósł nasze oczekiwania. Kiedy zaczynaliśmy nie wiedzieliśmy, że wejdziemy w taką wielką rodzinę ludzi, którzy są wrażliwi na poezję. Rozrasta się to czasem w sposób niespodziewany i procentuje w różnych wymiarach - przyjaźniami, zdarzeniami, wierszami. I jeszcze jedna sprawa – ponieważ chcemy dotrzeć do szerszej publiczności i oprócz tego, że dbamy o poziom i nie jest tak, że chcemy się komuś przypodobać, szukamy poetów świetnych, a którzy jednak w tym powszechnym obiegu nie istnieją. Czasem zapomnianych, w bardzo trudnym położeniu życiowym, odnajdujemy ich i pokazujemy, bo warto. Taka jest zresztą często natura poetów, że oni się nie pchają, niespecjalnie dobrze się czują na świeczniku, więc czasem trzeba ich za uszy wyciągnąć, pokazać publiczności.

D.R.: W związku z tym jeszcze jedno pytanie - jakie plany na następne lata? Czy już są jakieś nowe pomysły, czy po prostu kontynuacja?

A.F.: Te pomysły same często nam się narzucają. Ponieważ rzeczywiście jest tak, że co roku przyjeżdża tu kilkadziesiąt osób z całego kraju, z zagranicy – na przykład dziś gościmy panią, która specjalnie z Włoch przyjechała na Festiwal – często te pomysły podrzucają inni. I my z tych pomysłów korzystamy, sami też rzucamy pewne pomysły z nadzieją, że skorzysta z nich ktoś inny, ktoś zechce je zrealizować. Raz, że nie sposób wszystkiego realizować samemu, dwa że czasem są lepsi. Ktoś mnie kiedyś zapytał - ponieważ powstało mnóstwo konkursów, po tym jak ogłosiliśmy nasz, na książkowy debiut, właściwie drugi tego typu, po „Iłłakowiczównie”, na wydaną książkę, potem przecież namnożyło się tych konkursów - i co z tym dalej? W sumie na pewno znajdziemy jakąś nową formułę, jesteśmy kreatywni, nie musimy ciągle trwać przy tej samej. Więc sobie poradzimy.

A pomysł najnowszy jest taki, żeby w przyszłym roku, pokazać poetów urodzonych w latach pięćdziesiątych. Chociaż nie wiem czy już w przyszłym roku to się uda, może dopiero w następnym. Na pewno czkają mnie trudne rozmowy z władzami, muszę zapytać na co mogę liczyć. Ale chemy pokazać poetów tych roczników i spróbować przygotować antologię ich wierszy. To jest oczywiście zadanie trudne do wykonania w ciągu jednego roku, zwłaszcza jeśli chodzi o autorów antologii, która obejmowałaby również teksty krytyczne. Więc być może rozpiszemy to na dwa lata, bo to jest zupełnie inna formuła antologii, niż ta, którą zrobiliśmy w tym roku. Teraz się udało, choć czas był bardzo krótki, ale tutaj po prostu sami poeci nadsyłali wiersze, a teraz chodziłoby o publikację krytyczną, żeby wybrać co najlepsze i najciekawsze nazwiska z tego pokolenia, żeby nie pominąć jakiegoś ważnego zjawiska, czy nie wysforować nadmiernie do przodu czegoś może mniej ważnego. Tak, że to już większa robota, większa sprawa, ale jakby się udało to myślę, że dla humanistyki polskiej, dla obrazu kultury polskiej byłoby świetnie. Oczywiście tutaj musimy już włączyć jakieś środowiska uniwersyteckie, ale mamy z nimi jakiś kontakt. Chociażby Wojciech Kudyba z UKSW i cała plejada tamtejszych profesorów, ale również inne uczelnie. Bo tutaj jedna, czy dwie osoby nie udźwigną takiego zadania. Wyobrażam sobie tak tę antologię, że będzie jeden tom wierszy, a drugi szkiców krytycznych o autorach i pokoleniu. I oczywiście zaprosimy przynajmniej cześć tych poetów na Festiwal. Przypomnimy ich, bo często tak jest, że króluje doraźność, biegniemy za nowościami, za tym co jest na topie, kogo nagrodzili, a jest mnóstwo poetów świetnych trochę zapomnianych. Wiadomo, w pewnym wieku zabieganie o popularność przestaje być aż tak interesujące dla autora, ale to nie znaczy, że nie chciałby, żeby go czytano.

D.R.: Czy w związku z tym, jeśli roczniki 50., to potem jest szansa na roczniki 60. i kolejne?

A.F.: Oczywiście, to jest taki dalekosiężny plan, ale czy nam się uda? Zobaczymy. Trzeba pamiętać przede wszystkim o tym, że Pan Bóg tym wszystkim rządzi. Rządzi nie najgorzej, ale jest nieco tajemniczy. Może dlatego, że lubi poezję i sam jest Poetą. A poezja żywi się Tajemnicą. Ale możemy planować. Egocentrycznie mogę powiedzieć, że roczniki 60. najbardziej mnie interesują... Zresztą, obiektywnie, one są rzeczywiście bardzo interesujące. Liczę więc, że tak będzie. Będzie w Kutnie festiwal, na który przyjadą poeci urodzeni w tych latach i będzie antologia, która spróbuje ich dorobkowi oddać sprawiedliwość.

D.R.: Życzę powodzenia, trzymam kciuki, żeby to wszystko się udało i będę z uwagą obserwować kolejne Festiwale. Dziękuję za rozmowę.

Dorota Ryst
Kutno, 25.06.2011

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.