W najnowszym numerze...

Z czego buduje się literacką legendę miasta? Jak w ogóle tworzą się takie legendy? Zwłaszcza w miastach o trudnej historii, a takim miastem jest na pewno Gdańsk. Warto uświadamiać sobie, kto dokładał cegiełki do istnienia Gdańska w literaturze, jacy autorzy żyli tutaj, stąd się wywodzili, lub tylko uwiedzeni przez jego urok, utrwalali go w książkach.

Niewątpliwie najbardziej znanymi piewcami Gdańska są Günter Grass, Stefan Chwin i Paweł Huelle. Na tyle znanymi i cenionymi, że powstały przewodniki „Gdańsk według...”. Warto po nie sięgnąć i powędrować śladami bohaterów Blaszanego bębenka, Hannemana czy Weisera Dawidka. Bardzo ciekawym przykładem budowania literackiej legendy jest zabieg, jaki zastosował Paweł Huelle w swojej powieści Castorp. Z jednego zdania z Czarodziejskiej Góry Tomasza Manna – „Miał już poza sobą cztery półrocza studiów na politechnice gdańskiej” – wysnuwa całą opowieść... fascynującą, wciągającą. Ja jednak chciałabym przypomnieć kilka postaci mniej znanych.

W roku 1485 urodził się w Gdańsku Jan von Höfen, przyszły poeta i dyplomata. Od nazwy rodzinnego miasta przybrał sobie miano Dantiscus, czyli po polsku Dantyszek. Gdyby spytać jakiej był właściwie narodowości, najlepszą odpowiedzią byłoby – Europejczykiem. Rodzina wywodziła się z Niemiec, ale przez lata mieszkała na Warmii, potem w hanzeatyckim Gdańsku, sam Dantyszek studiował w Greifswaldzie, następnie w Krakowie. Przez ponad 30 lat był dyplomatą – miał tytuły szlacheckie niemieckie, hiszpańskie, władał wieloma językami, a pisał głównie po łacinie. Przy końcu życia osiadł w Lidzbarku Warmińskim, gdzie stworzył znaczący ośrodek nauki i sztuki. A Gdańsk? W roku 1535 napisał elegię Jonas propheta de interitu civitatis Gedanensis (Jonasz Prorok o zagładzie miasta Gdańska), Przedstawił w niej obraz miasta wiedzionego do zguby przez trzy potwory: Bezbożność (tzn. reformację), Pychę (utożsamianą z separatystycznymi dążeniami gdańszczan) i Zbytek (będący aluzją do upadku moralności i dobrych obyczajów). W ten sposób wypowiedział swoją opinię o mieście (w związku z nasilaniem się wpływów reformacji w Gdańsku), zgłosił pod adresem jego mieszkańców poważne zastrzeżenia. Ale zarazem wprowadził miasto do literatury europejskiej – Dantyszek należał do bardzo cenionych poetów swojego czasu.


Okienko, w którym powinna ukazywać sie Panienka

Ciekawe jak wielu przechodniów zastanawia się skąd wzięła się „Panienka z okienka”, która codziennie o godzinie 13.00 (w sezonie dodatkowo o 15.00 i 17.00) wychyla się ze szczytowego okna Nowego Domu Ławy przylegającego do Dworu Artusa. Pomysł nawiązuje do powieści Jadwigi Łuszczewskiej - Deotymy (1834-1908) Panienka, opublikowanej po raz pierwszy w 1893 roku w Warszawie. Drugie wydanie, już pod tytułem Panienka z okienka, ukazało się w 1898 roku. Ten „starodawny romansik” powstał po podróży 24-letniej Deotymy z rodzicami Wisłą do Gdańska w 1858 roku. Efektem była fascynacja miastem i jego historią. W powieści Deotyma oddała niezwykle sugestywnie koloryt Gdańska i stworzyła postać młodej gdańszczanki Hedwigi – to ona właśnie wygląda przez okno wspaniałej kamienicy, w książce nazywanej Bursztynowym Domem.

W ostatnich latach postać Panienki z okienka jest coraz częściej wykorzystywana w charakterze oficjalnej promocji miasta Gdańska. W tym roku wyremontowano figurę pojawiającą się w oknie - panienka otrzymała nową, silikonową twarz a także nowe dłonie, włosy, brwi i rzęsy (autorem projektu figury jest Ewa Topolan, a konstruktorem mechanizmu Tadeusz Nowosielski). Jest też „żywa” panienka - wybierana w castingu gdańszczanka reprezentuje w stylowym ubiorze z XVII wieku miasto Gdańsk na najważniejszych uroczystościach miejskich. W letnim sezonie turystycznym w Gdańsku można ją spotkać na ulicy Długiej, przy Długim Targu i przede wszystkim w Sieni Gdańskiej Nowego Domu Ławy. I tylko poeci maja chyba do niej pecha – w grudniu czekaliśmy w kilka osób na ukazanie się Panienki i nic... Może silikon zamarzł...

Warto też wspomnieć o samej Deotymie – może nie była wybitną pisarką, ale można o niej mówić jako o prototypie jakże znanego nam dziś typu „celebrytki” – prowadziła jeden z najbardziej znanych warszawskich salonów, „bywała”, skandalizowała, jednym słowem – była znana.

Postacią znaczniej mniej znaną, choć też otoczoną nimbem skandalu była Stanisława Przybyszewska – nieślubna córka Stanisława Przybyszewskiego. W roku 1923 wybrała Gdańsk jako miejsce swojego zamieszkania. Jej mąż, Jan Panieński uczył w Gimnazjum im. Polskiej Macierzy Szkolnej. To między innymi ojciec Stanisławy przyczynił się do założenia szkoły – pracując kilka lat jako tłumacz w Dyrekcji Kolei Państwowych był bardzo zaangażowany w działalność społeczną. Poza akcją na rzecz Gimnazjum Polskiego brał czynny udział w pomocy dla polskich studentów Technische Hochschule der Freien Stadt Danzig i w zorganizowaniu Domu Polskiego. Ten mało znany okres upamiętnia tablica na I piętrze w budynku DOPK (ul. Dyrekcyjna 2-4). Wracając jednak do Przybyszewskiej i jej męża - mieszkali w skromnym pokoju w budynku na placu gimnazjalnym. Aktywnie uczestniczyli w życiu kulturalnym polskiego środowiska w Wolnym Mieście. Brali udział w pracach Macierzy Szkolnej i Towarzystwa Przyjaciół Nauki i Sztuki. W 1925 Jan Panieński nagle zmarł. Stanisławie Przybyszewskiej nie udało się otrzymać etatu nauczycielskiego w Gimnazjum Polskim, a jedynie utrzymała bezpłatnie dotychczasowe mieszkanie. Teraz zajmowała się głównie twórczością literacką. To w tym okresie powstał najbardziej znany dramat Sprawa Dantona (1929). Znakomita i wciąż aktualna sztuka o władzy. Wystawiana od 1931 roku po dzień dzisiejszy nie tylko w polskich teatrach. Przeniósł ją też na ekrany Andrzej Wajda w filmie „Danton”.

Żyła biednie, zmagała się z uzależnieniem od morfiny i w wieku 35 lat zmarła. Została pochowana na gdańskim cmentarzu gminy bezwyznaniowców na Chełmie (niem. Stolzenberg), który został zniszczony w końcowej fazie wojny, grób Przybyszewskiej więc nie zachował się. W roku 1977 wystawiono na dziedzińcu byłego Gimnazjum Polskiej Macierzy Szkolnej (ul. Jana Augustyńskiego) tablicę pamiątkową. Umieszczony tam napis głosi: „Tu żyła i pracowała w latach 1923-1935 wybitna pisarka polska Stanisława Przybyszewska 1901-1935”. Również dzieje tablicy były burzliwe – przez lata niszczała, aż do zupełnej nieczytelności, kilka lat temu została skradziona, teraz można oglądać nową.

Gdy wędrujemy śladami literackimi po Gdańsku, warto zajrzeć do Wrzeszcza. Tam, na ulicy Wolska Polskiego przez wiele lat była swego rodzaju enklawa indiańska. Sat-Okh był synem Polki zesłanej na Syberię za cara. Stanisława Supłatowicz, wraz z grupą innych zesłańców zbiegła z Syberii i przez Alaskę dotarła do Kanady. Tam trafiła do indiańskiego plemienia Shawnee. Dostała imię Ta-Wach, czyli Biały Obłok, została żoną wodza plemienia imieniem Wysoki Orzeł (Leoo-Karko-Ono-Ma). Z tego związku narodził się (według różnych źródeł w 1920 lub 1922 r.) syn, którego nazwano Długim Piórem, czyli właśnie Sat-Okh. Pierwsze lata swojego życia spędził wśród Indian, w trudnych warunkach kanadyjskiej tajgi. W roku 1937 jako nastoletni chłopak trafił do Polski i musiał zacząć żyć jako Stanisław Supłatowicz (matka, wyrabiając mu w Polsce metrykę zatroszczyła się by nie pojawiły się w niej żadne informacje o jego pochodzeniu.). Po wybuchu wojny walczył w strukturach polskiego państwa podziemnego. Zdemaskowany i aresztowany, został wysłany do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, szczęśliwie udało mu się jednak uciec z transportu, wprost do partyzantki, gdzieś w Okręgu AK „Jodła”. Po wojnie za przynależność do AK został aresztowany i uwięziony. Po uwolnieniu osiedlił się w Gdańsku-Wrzeszczu i przez wiele lat pływał jako marynarz na różnych statkach, w tym m.in. na „Batorym”. Odbył też podróż w rodzinne strony, gdzie odnalazł, z górą już stuletniego ojca, Wysokiego Orła, i innych członków swojego plemienia. W 1958 roku napisał pierwszą książkę – autobiograficzną powieść Ziemia słonych skał. Później ukazały się kolejne – pełne autentyzmu, znajomości realiów, przedstawiające Indian żyjących w pełnej harmonii z dziką, północnoamerykańską przyrodą. Książki jakże różne od klasyków literatury indiańskiej, choćby Karola Maya, którego znajomość „dzikiego zachodu” bywa bardzo często kwestionowana. Sat-Okh zmarł w Gdańsku w 2003 r., a miejsce wiecznego spoczynku znalazł na cmentarzu Srebrzysko. Kiedy w 2011 roku rozpisano konkurs na patronów dla tramwajów PESA 120NaG kursujących po Gdańsku, wśród wybranych postaci historycznych znalazł się także Sat-Okh. Myślę, że takie zabiegi dobrze służą podtrzymywaniu pamięci.

Nie tylko tak miasto dba o budowanie literackiej legendy. Czasem robi to w sposób bardzo ciekawy – chociażby wydając przewodniki „Gdańsk według...”, czy organizując konkurs na opowiadanie osadzone w konkretnym punkcie Gdańska (zaowocowało to wydaniem ebooka z opowiadaniami i mapą). A czasem zaskakująco – upamiętniając specjalną tablicą fakt, że Zbigniew Herbert przez jeden semestr na początku lat 70. prowadził na gdańskiej uczelni fakultatywne zajęcia z historii kultury i sztuki europejskiej.

Ciekawostką, o której warto wspomnieć na koniec, jest jedyna w Gdańsku (i w całym Trójmieście) placówka muzealna o charakterze literackim. To założona w roku 1974 Izba Pamięci Wincentego Pola. Początki były skromne – kilka pamiątek umieszczono w pięciu gablotach w jednej z sal lekcyjnych szkoły podstawowej. W 1977 instytucja rozpoczęła działalność w budynku przy ulicy Turystycznej 3, gdzie mieści się do dziś. Początkowo zarządzana społecznie, od 2006 roku znajduje się w strukturze Gdańskiego Archipelagu Kultury w Gdańsku. Muzeum chwali się, że posiada ponad dwieście eksponatów związanych z życiem i twórczością poety – fotografie, listy, obrazy, mapy, fotokopie rękopisów i korespondencji podarowane zarówno przez osoby prywatne jak i instytucje (np. Muzeum Lubelskie). Są tu i „białe kruki” – wczesne wydania dzieł Wincentego Pola. Jednak placówka jest tylko na poły muzeum literackim – równie mocno zaakcentowany jest charakter etnograficzny – bogato prezentowane są przedmioty codziennego użytku z regionu Żuław. Bo przecież o ile poetycki dorobek Wincentego Pola zaczyna trącić myszką, to jego prace z zakresu krajoznawstwa, etnografii i geografii są coraz bardziej doceniane. Tak, czy inaczej funkcjonuje miejsce, które jest coraz prężniej działającym ośrodkiem kulturalnym i edukacyjnym dla tej najdalej wysuniętej na wschód części Gdańska.

Dorota Ryst
(tekst i zdjęcia)

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.