Wpisy oznaczone ‘gary moore’

Blues for Greeny

niedziela, 27 Luty 2011

Tak wracając jeszcze do Gary Moora. Bo się będzie wracać.

Bodajże w połowie lat 70. Peter Green w ciężkiej depresji, nafaszerowany psychotropami oddał Garryemu Mooreowi swoją gitarę, Gibson Les Paul. Moore przyjął i grał na niej paręnaście lat, po czym Greenowi oddał. Green promował nieco młodszego (chociaż na przełomie lat 60. i 70. parę lat różnicy to było całe pokolenie) kolegę, a Moore wielbił tego starszego. Był w jakimś sensie jego uczniem i z dużym współczuciem obserwował, jak Green popadał w narkomanię i chorobę psychiczną. Odwdzięczył mu się jak umiał – płytą „Blues for Greeny” wypełnioną kompozycjami wiadomo kogo.
Cóż, uczeń mistrza nie przerósł. Płyta brzmi tak, jakby chciał wytłumaczyć, o co chodziło Greenowi. Dorabia nowe zwrotki, zagęszcza, podkreśla, przeładowuje dźwiękami (wbrew własnej, całkiem mądrej filozofii oszczędności środków w bluesie). Pamiętajmy, że Moore to klasa sama w sobie i na moją krytykę trzeba brać pewną poprawkę. Że był słabszy od arcymistrza, nie znaczy, że w ogóle był kiepski. Tu jednak jak nigdzie indziej widać/słychać właśnie tę różnicę klas, dla której Moore nigdy nie znajdzie się w czołówce moich upodobań. Słucha się tych coverów podobnie, jak czyta się opracowania dla maturzystów z przypisami na marginesach i wytłuszczonymi najważniejszymi fragmentami. Solidne opracowanie. Naprawdę solidne. Naprawdę fachowe. I solidne :(
Poniżej Gary Moore z 1995 a dalej wzorzec z płyty Original Fleetwood Mac – 1971, ale kawałek nagrano wcześniej, to jest składanka niewydanych. Nie znalazłem wersji z wokalem (ale mam na płycie), jest za to miarodajny klimat i gitara.

Tagi: , | Kategoria: Muzyka, Wszystkie wpisy | Komentarzy: 3 »

Gary Moore nie żyje i nie zagra już

czwartek, 10 Luty 2011

Przy okazji śmierci (cholera, ale wyszło – „przy okazji śmierci”…) Gary Moore’a naszło mnie parę refleksji i wspomnień. Pierwsze – nigdy nie podobał mi się jego styl. Ani we wcieleniu bluesowym (w którym był niewyraźnym cieniem Petera Greena), ani hard rockowym, gdzie w porywach sięgał środka drugiej ligi. Druga myśl to, że o umarłych zawsze mówi się lepiej niż o żywych i że za zdanie, które powyżej widnieje, paru zwolenników pośmiertnych odznaczeń i awansów będzie mnie chciało zakatrupić. Martwi artyści, których za życia mało kto słuchał, tuż po śmierci stają się legendami, a serwery emule zatykają się nagle, jakby świętej pamięci muzyk nagrał najgenialniejszą płytę dekady. A to tylko zgon.

Tak czy inaczej był jednak Moore muzykiem prawdziwym. W takim sensie, że umiał grać na instrumentach, nie fałszował śpiewając, miał poczucie rytmu i melodii, doskonałą pamięć dźwiękową, przyzwoitą technikę. Nie zrobił kariery dzięki wielkim cyckom albo różowym majtkom, czy łapaniu się za krocze. W tym momencie zlatuje się cała hałastra kibiców sportowych, rozpętując dyskusje na którym miejscu wśród gitarzystów znajduje się Gary Moore. Sam – bywa – zabawiam się w takie rankingi, problem jedynie jest w kryteriach. Tu poziom nawiedzenia sięga ostatniej fazy ekstazy świętej Teresy, awantura może być równie intensywna jak orgazm naćpanej dewotki kopulującej z osłem. Hiperbola hiperbol. Można się bowiem dowiedzieć, że tacy panowie jak Moore, Brian May, czy Slash w ogóle nie potrafili grać na gitarach, a już nazwanie ich wirtuozami jest bluźnierstwem. Wystarczy bowiem zmierzyć ile dźwięków na sekundę jest w stanie zagrać Steve Vai (podobno Paul Gilbert jest lepszy o 0,000035, ale to mogą być plotki), żeby ustalić hierarchię najwspanialszych gitarzystów rocka. Proponuję więc ten rodzaj rozumowania przenieść na inne dziedziny sztuki:
- najlepszym malarzem świata jest ten, który umieści na płótnie o wymiarach metr na metr najwięcej obrazków huzara na koniu.
- najlepszym pisarzem świata jest ten, który zmieści w jednym zdaniu najwięcej słów, nie przekraczając 15 cm. długości zdania czcionką times new roman 12.
- najlepszym rzeźbiarzem świata jest ten, który wyrzeźbi mega Światowida z największą możliwą ilością twarzy.

Tagi: , , , , | Kategoria: Muzyka, Wszystkie wpisy | Komentowanie nie jest możliwe