<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Drapanie ciszy</title>
	<atom:link href="http://salonliteracki.pl/blog/slawek/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://salonliteracki.pl/blog/slawek</link>
	<description>muzyka, literatura, film</description>
	<lastBuildDate>Fri, 18 May 2012 08:37:47 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>W Stoczni Gdańskiej znowu zadyma</title>
		<link>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/661</link>
		<comments>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/661#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 May 2012 22:22:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Płatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[adamowicz]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[lenina]]></category>
		<category><![CDATA[spółdzielnia literacka]]></category>
		<category><![CDATA[stocznia gdańska]]></category>
		<category><![CDATA[wajda]]></category>
		<category><![CDATA[wałęsa]]></category>
		<category><![CDATA[woroszylski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://salonliteracki.pl/blog/slawek/?p=661</guid>
		<description><![CDATA[Co by można pomyśleć, gdyby padła propozycja zniszczenia wszystkich kopii filmów o II wojnie światowej, ponieważ są w nich sceny ze swastykami, niemieckimi mundurami, gestem „heil Hitler” itd? Przecież to rozpowszechnianie symboli faszystowskich. To jak, na stosy i podpalamy? Pracowałem przez rok w sopockiej Spółdzielni Literackiej. Miejsce bardzo nowoczesne. Bardziej dla jaj niż z powodów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Co by można pomyśleć, gdyby padła propozycja zniszczenia wszystkich kopii filmów o II wojnie światowej, ponieważ są w nich sceny ze swastykami, niemieckimi mundurami, gestem „heil Hitler” itd? Przecież to rozpowszechnianie symboli faszystowskich. To jak, na stosy i podpalamy?</p>
<p>Pracowałem przez rok w sopockiej Spółdzielni Literackiej. Miejsce bardzo nowoczesne. Bardziej dla jaj niż z powodów ideowych lub historycznych przypomniano tam elementy rzeczywistości z lat 80. Czarna Wołga, milicyjna Nysa i Fiat 125 przemalowany na radiowóz. Było wesoło. Chociaż wciąż jeszcze chyba każdy wie, do czego służyły niekiedy takie pojazdy. Obecnie jednak służą w cyrku. Nikomu nie przychodzi do głowy, że właściciel usiłuje przywracać komunizm. Bo nie usiłuje. Z groźnego dawniej przeciwnika zrobiono błazna, Samsona, któremu już nie odrosną włosy, Indianina Sachem, manifestację zwycięstwa, trofeum.</p>
<p>Bywam ostatnio na terenie Stoczni Gdańskiej, jestem statystą w filmie Wajdy „Wałęsa”. Rzeczywiście, nad bramą wisi taki sam napis, jak w roku 1980 i później &#8211; bo pamiętam, mam stare zdjęcia, widziałem na własne oczy strajk, zamieszki i właśnie tę bramę. Z okazji przywrócenia napisu (na polecenie prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, rekonstrukcja historycznego wyglądu bramy) wybuchają kolejne zamieszki i awantury. Bo stoi &#8222;imieniem Lenina&#8221;, a to symbol komunistyczny, a to przestępstwo.</p>
<p>Sytuacja jest o tyle trudna, że Stocznia jest jednocześnie zabytkiem i działającym nadal zakładem pracy. Nie sądzę jednak, żeby prezydent Adamowicz był rzeczywiście wielbicielem Lenina lub chciał przywrócić komunizm. Chciałbym także, aby ślady wydarzeń z lat 80. nie zacierały się, bo ich zacieranie materialne oznacza też zacieranie w pamięci. Pokolenie pamiętające przewrót będzie żyło kilkadziesiąt lat. Umrze razem ze swoimi krzywdami, przeczuleniem i traumą. Jeśli nie pozostaną materialne ślady &#8211; nie pozostanie nic. W tym właśnie celu utrzymuje się pozostałości niemieckich obozów koncentracyjnych razem z napisami na bramie „praca czyni wolnym”, barakami, komorami gazowymi. Ostatnio była afera, że Amerykanie nie chcą zwrócić do Polski eksponatów wypożyczonych z jednego z tych obozów. Najpierw awanturujemy się o przywiezienie do kraju baraków z obozu koncentracyjnego, a potem próbujemy zniszczyć rekonstrukcję historycznej bramy.</p>
<p>Z drugiej strony nie chciałbym chodzić do pracy w zakładzie, nad którym wisi szyld „im. Lenina”. Podobnie, jak odróżniałbym zwiedzanie Oświęcimia i siedzenie w Oświęcimiu. Tej różnicy nie zaznaczono wystarczająco wyraźnie. Tego, że przywrócenie napisu nie oznacza pokochania Lenina, przeciwnie &#8211; może uświadomić młodym ludziom i przypomnieć starym, jak bardzo absurdalne były to czasy. Może jakieś oficjalne odsłonięcie, może jakaś szersza akcja urzędowa i informacyjna. A powieszenie cichaczem i dość samowolnie starej nazwy wygląda niestety źle.</p>
<p>Ktoś mądry wymyślił w całej tej okolicy strefę historyczną, coś w rodzaju skansenu, ale jest to mało wyraziste. Owszem, są napisy na chodnikach, stoi milicyjna amfibia (czemu tej amfibii nikt nie atakuje, a bramę &#8211; owszem?), ale to wszystko jakieś takie niemrawe. Powinno być zrobione konkretnie. Obszar rekonstrukcji historycznej, chroniony i wyraźnie oznaczony. Może jakieś ścieżki dydaktyczne, tablice. A nie tak na dziko. Trochę tu, trochę tam, bez ładu i konceptu. Jak się dziwić, że &#8222;patrioci&#8221; przychodzą z jajkami pełnymi czerwonej farby i wybiórczo obrzucają eksponaty? Z nimi trzeba właśnie jak z takim jajkiem.</p>
<p>Jestem zdecydowanie przeciwny niszczeniu pomników i reliktów. Naturalnie nie musimy mieć 500 pomników Lenina, a dla ocalałych (o ile są takie) lepszym miejscem jest muzeum niż plac miejski. Ale niszczenie kultury materialnej jest świadectwem słabości i strachu. Próby totalnego wykasowania przeszłości wynikają ze słabej teraźniejszości i wątpliwej przyszłości. Ze słabej idei. I z małości. Właśnie dlatego Talibowie zniszczyli posągi Buddy, a Bolszewicy spalili bibliotekę w Krasiczynie. Ja się napisu „Stocznia Gdańska im. Lenina” nie boję. Bardziej boję się tych, którzy są gotowi palić muzea.</p>
<p>Co nie zmienia faktu, że prezydenta Adamowicza należałoby trochę nauczyć wyczucia. Można się nie zgadzać z przewrażliwionymi, ale nie można ich ignorować. Jeśli nie ma lepszych powodów, to wystarczy choćby ten jeden: to też są wyborcy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Na koniec głos można powiedzieć filozoficzny, bo czytam ostatnio Woroszylskiego (żeby wejść w klimat epoki do tego statystowania). I tak się złożyło, że właśnie jest wiersz na ten temat. Piękny, jakby ponad wszystkim, o czym się dyskutuje i o czym napisałem powyżej. <a href="http://biblioteka.kijowski.pl/woroszylski%20wiktor/wyb%F3r%20wierszy%20-%20woroszylski.pdf" target="_blank">Źródło cytatu</a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Poprawki historyczne</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Te pretensje które miewamy do</p>
<p>zamalowujących twarze na historycznych obrazach do</p>
<p>wycinających kadry z filmów dokumentalnych do</p>
<p>zmieniających imiona w odach na cześć te pretensje</p>
<p>uzasadnione są ich niedołęstwem zawsze</p>
<p>pozostawiają luki szwy w pośpiechu psują</p>
<p>kompozycję i rymy rękami sztywnymi</p>
<p>ze strachu i służalczości Historia sama</p>
<p>robi to lepiej nie jest bowiem</p>
<p>nieruchoma i tępa jak sądzą nie jest</p>
<p>drewnem ani kamieniem ani kością jest</p>
<p>trwaniem żywym korzeniem rozrastającym się by utrzymać</p>
<p>pień struną która rymem doskonalszym na dźwięk nowy</p>
<p>odbrzmiewa z głębokości Talentem czasu</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Oto obraz którego nikt nie tknął Spójrzmy</p>
<p>na postać krwistą pośrodku jak</p>
<p>bladość zaczyna pokrywać jej policzki jak</p>
<p>wypełza i przejrzyścieje najpierw</p>
<p>opadają liście uszu orderów dziuple oczu</p>
<p>zapadają się wnet</p>
<p>nie ma nikogo postacie z lewa i prawa</p>
<p>robią krok zwierają się czy ktoś jeszcze</p>
<p>tu był nie było historia</p>
<p>wprowadziła poprawkę Spójrzmy</p>
<p>na ten drugi obraz tu był cień raptem</p>
<p>cień tężeje nabiera barw wypukłości zyskuje</p>
<p>twarz wymienia</p>
<p>z nami spojrzenie to nie do</p>
<p>wiary że go tu nie było skoro</p>
<p>obecność jego jest tak niezbędna tak</p>
<p>zgodna z napięciem przebiegającym pomiędzy</p>
<p>obrazem a przestrzenią w której obraz</p>
<p>znajduje się dzisiaj i my</p>
<p>znajdujemy się Z rytmem wszystkiego Spójrzmy</p>
<p>na inne jeszcze przemiany ci oto tak</p>
<p>różni poróżnieni krwawo naraz</p>
<p>upodabniają się sobą sobie wtórzą i</p>
<p>bólów nie zabliźniając bliźniaczeją odtąd</p>
<p>tak będą</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Głupio więc</p>
<p>czynilibyśmy żywiąc pretensje do historii która</p>
<p>linieje na wiosnę odradza się</p>
<p>nowa i czujnie śledzi</p>
<p>ciągłe dzisiaj jak aktor lustro</p>
<p>repetując rolę i usuwa</p>
<p>zbędny rekwizyt i wydobywa</p>
<p>z siebie wyraz jaki lustro</p>
<p>zdolne jest odbić</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/661/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Andrzej Nowak &#8211; Polska bez TSA</title>
		<link>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/654</link>
		<comments>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/654#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 May 2012 09:23:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Płatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[andrzej nowak]]></category>
		<category><![CDATA[borysewicz]]></category>
		<category><![CDATA[krzaklewski]]></category>
		<category><![CDATA[polska]]></category>
		<category><![CDATA[tsa]]></category>
		<category><![CDATA[urodziłem się w polsce]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://salonliteracki.pl/blog/slawek/?p=654</guid>
		<description><![CDATA[Jest mnóstwo takich polskich płyt. Kawałek (zwykle jednoosobowy, czasem &#8211; kilku) oddziela się od niezłego (czasem znakomitego) zespołu i robi płytę solową. Niekiedy jest to kawałek doskonały. Jan Borysewicz. Jacek Krzaklewski z Perfectu. Andrzej Nowak z TSA. Kwaśniewski, którzy przewinął się przez Kult. Wszystkich łączy między innymi to, że robią bardzo słabe solowe płyty. Poprawne, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jest mnóstwo takich polskich płyt. Kawałek (zwykle jednoosobowy, czasem &#8211; kilku) oddziela się od niezłego (czasem znakomitego) zespołu i robi płytę solową. Niekiedy jest to kawałek doskonały. Jan Borysewicz. Jacek Krzaklewski z Perfectu. Andrzej Nowak z TSA. Kwaśniewski, którzy przewinął się przez Kult. Wszystkich łączy między innymi to, że robią bardzo słabe solowe płyty. Poprawne, ale szkolne, bez porywu, kurczowo przywiązane do konwencji, akedemickie lub po prostu mdłe. To dotyczy nie tylko gitarzystów. Hołdys, Markowski, Piekarczyk, Kora, jakaś plaga. Dziś o Andrzeju Nowaku właśnie, bo jest nowa płyta „Polska (urodziłem się w Polsce)”.</p>
<p>Nowak zrobił ją pod szyldem Złe Psy, jest to zespół przez niego założony. Nie dziwota, TSA niewiele robi, człowieka roznosi pewnie energia twórcza. Pierwszą płytę „Forever” (co to za tytuł? fatalny&#8230;) wydali w 2002 roku. Jest stylizowana na amerykański hard rock, tak sobie zagrana (poprawnie technicznie, ale nic więcej), bardzo źle zaśpiewana. Druga niewiele się różni. Jasne, brzmi inaczej, ale poza szablon nie wychodzi. To silenie się na amerykańszczyznę jest o tyle dziwne, że Nowak szeroko opowiada o swoim przywiązaniu sentymentalnym do ojczyzny, deklaruje też używanie polskiego sprzętu. I śpiewa po polsku, nawet cover Johnny B. Goode. Ale muzycznie usiłuje robić to, co Amerykanie i robi to słabiej niż oni.</p>
<p>Gitarzystą jest wybitnym. A raczej &#8211; potrafi być, bywa, może być. Widziałem go na żywo na festiwalu Hard Rock Heroes w zeszłym roku. Fenomenalna gra, doskonałe wyczucie publiczności, opanowanie sceny, brzmienie, feeling. Ale tam był z TSA. Żal flaki ściska, jak słyszę tego samego faceta, próbującego udawać jakiegoś anonimowego, szeregowego gitarzystę z USA, krzycząc, że kocha Polskę. Ani jednej porządnej solówki, niewiele ciekawych, energetycznych riffów. Ani jednego naprawdę ciekawego pomysłu muzycznego, który byłby świeży i &#8222;brał&#8221;. Jest głośno, ale to nie przekłada się na tzw. power. Wszystko schematyczne, a obrazu katastrofy dopełnia straszliwy śpiew. Żeby tylko śpiew. Ale teksty&#8230; wiem, że rock nie wymaga pisarstwa na poziomie Czesława Miłosza, ale do cholery gdzieś jest granica ględzenia. Pewien poziom grafomanii uchodzi już tylko w piosenkach disco polo do uwodzenia mało rozgarniętych gimnazjalistek na wiejskich dyskotekach. Ogromna większość opisywanej płyty epatuje opowieściami nie wartymi przytoczenia.</p>
<p>&#8222;kolorowy świat</p>
<p>ciągle kręci się</p>
<p>jak obejmiesz mnie</p>
<p>pomaluję cię&#8221;</p>
<p>Może nie byłoby tak źle, gdyby właśnie nie warstwa wokalno &#8211; słowna. Bardzo się rozczarowałem. I skoro już się powołałem na różne solowe popisy byłych członków różnych zespołów, to (podsumowując) mimo wszystko, z całym zestawem wad i słabości Borysewicz solo jest lepszy niż Nowak solo. Krzaklewski, Sygitowicz, Hołdys też. Chyba tylko Jackowski bez Maanamu i Yanina bez Sojki są tak słabi jak Nowak bez TSA. Ale! Ale chyba żaden z nich w swojej grupie nie był tak dobry, jak Nowak w swojej. Więc i takie cuda się zdarzają.</p>
<p>Jeden kawałek z pierwszej płyty:</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/5PMpov34jMM?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/654/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Druga płyta Chickenfoot</title>
		<link>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/652</link>
		<comments>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/652#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 May 2012 20:43:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Płatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Chickenfoot]]></category>
		<category><![CDATA[satriani]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://salonliteracki.pl/blog/slawek/?p=652</guid>
		<description><![CDATA[Druga płyta Chickenfoot (nazwana przekornie „III”) miała być jeszcze bardziej czadowa od pierwszej, ale nie jest. Zaczyna się w sumie dość przyzwoicie, Satriani gra jak nie on, naprawdę powiało starym dobrym szarpaniem drutów, chociaż jakby trochę bez przekonania. Ale potem jest to, czego najbardziej nie lubię. Najgorszy schemat płyty, jaki wymyślono i niestety często uprawiany. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Druga płyta Chickenfoot (nazwana przekornie „III”) miała być jeszcze bardziej czadowa od pierwszej, ale nie jest. Zaczyna się w sumie dość przyzwoicie, Satriani gra jak nie on, naprawdę powiało starym dobrym szarpaniem drutów, chociaż jakby trochę bez przekonania. Ale potem jest to, czego najbardziej nie lubię. Najgorszy schemat płyty, jaki wymyślono i niestety często uprawiany. Po solidnym pierwszym utworze, drugi spuszcza z tonu, robi się nieco mdło, tralala, i kiedy już cały klimat wisi na włosku, słuchacz zostaje dobity jakąś ckliwą balladą, czyli utworem trzecim. Nie można tak robić &#8211; zaczynać płyty ostro, a im dalej tym słabiej i tym gorzej. Po tym rozczarowaniu nawet kolejne, bardzo solidne utwory nie były w stanie mnie pocieszyć. Zwłaszcza, że 4 i 5 są w porządku, ale 6 to znowu balladka kilku zmęczonych, starszych panów, którzy na rock and rollu zjedli zęby (więc ich już nie mają). Takich naprawdę, stuprocentowo mocnych punktów jest na płycie za mało, żeby mnie przekonała i uważam ją za słabszą od poprzedniej. Nie wiem, czy warto było nagrywać cały album dla &#8211; wymienię konkretnie skoro już tak zacząłem &#8211; 4, 7, 8 i 9. To nieco ponad 1/3, niewiele. Już pierwsza płyta nie była genialna, ale jest i tak lepsza od drugiej.</p>
<p>Na 4-5 przesłuchań z niejaką przyjemnością. Nic więcej.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><iframe width="500" height="281" src="http://www.youtube.com/embed/72yFzjOgoek?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/652/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rekordy świata na wagę! Kup sobie 70 dźwięków na sekundę</title>
		<link>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/644</link>
		<comments>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/644#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Apr 2012 22:30:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Płatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[al di meola]]></category>
		<category><![CDATA[derek trucks]]></category>
		<category><![CDATA[joe bonamassa]]></category>
		<category><![CDATA[john mc laughlin]]></category>
		<category><![CDATA[johnny lang]]></category>
		<category><![CDATA[malmsteen]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Angelo Batio]]></category>
		<category><![CDATA[Rusty Cooley]]></category>
		<category><![CDATA[satriani]]></category>
		<category><![CDATA[shawn lane]]></category>
		<category><![CDATA[vai]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://salonliteracki.pl/blog/slawek/?p=644</guid>
		<description><![CDATA[Lista wybitnych wirtuozów gitary jest długa. Bardzo długa. Głowa ludzka to śmietnik, więc to i owo zasłyszane, przeczytane zostaje mi w tym śmietniku. Nazwiska, wyniki (ilość dźwięków na sekundę) i tak dalej. Mam czasem nawet wrażenie, że epoka wielkich gitarzystów się skończyła, bo rzadko wypływa nowy, wielki talent. Ale to nie do końca prawda. Joe [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Lista wybitnych wirtuozów gitary jest długa. Bardzo długa. Głowa ludzka to śmietnik, więc to i owo zasłyszane, przeczytane zostaje mi w tym śmietniku. Nazwiska, wyniki (ilość dźwięków na sekundę) i tak dalej. Mam czasem nawet wrażenie, że epoka wielkich gitarzystów się skończyła, bo rzadko wypływa nowy, wielki talent. Ale to nie do końca prawda. Joe Bonamassa, Warren Haynes, Jonny Lang, Derek Trucks, Tom Morello &#8211; nazwiska świeże lub dość świeże, a wielkie. Żaden nie mieści się nawet w pierwszej setce najszybszych grajków, wszyscy są za to w ścisłej czołówce talentów, wywierają wpływ. Co się więc dzieje z tymi najszybszymi? Gdzie są? Kim są? Kto o nich wie oprócz fanów mierzących ich sprawność zegarami atomowymi?<br />
Nikt. Są marginesem muzyki, sztuki, kultury. Jeszcze Al di Meola, czy Mc Laughlin to starzy mistrzowie, Vai i Satriani przebili się dawno, kiedy nie było takiej konkurencji i faktycznie mają coś tam (cokolwiek) do zaproponowania muzycznie. Może Petrucci jeszcze jest w sumie znośny, nawet ze wszystkimi swoimi wadami. A reszta? Margines, dziwolągi, kobieta z wąsami, gadająca małpa, kot znający tabliczkę mnożenia. Cyrk. Cyrk przyjeżdża i odjeżdża, nikt nie pyta gdzie i kiedy pokażą następne sztuczki. Parę przykładów wyplutych przez historię ścigaczy, których zupełnie niechcący zapamiętałem:</p>
<p>Rusty Cooley &#8211; słuchanie tego pana przypomina słuchanie płyty na przyspieszonych obrotach i tyleż samo sprawia przyjemności. Na teledyskach pokazują głównie jego lewą rękę, co wywołuje podobne emocje, jak pokazywanie szachownicy na zawodach szachowych. Różnica w tempie gry naprawdę nic tu nie zmienia. Niejasnym dla mnie pozostaje, czy Cooley jest spokrewniony z Jerzym Kulejem, bo nazywają się podobnie i obaj specjalizują się w rozwiązaniach siłowych.</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/rHPqouWQ4gs?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Shawn Lane &#8211; muzyka coś jak Osjan, wczesny Waglewski. Lane szybszy, ale Waglewski lepszy. Jakby Lane&#8217;owi obciąć ze dwa palce, to jest szansa, że jednocześnie by się amputowało niepotrzebną połowę dźwięków. Niestety przy jego wyczuciu jest bardzo prawdopodobne, że zniknęłaby właśnie ta lepsza połowa.</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/9Jit_KXxhX4?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Michael Angelo Batio &#8211; dowód na to, że dobrym skrzypkiem jest ten, który nauczy się trzymać smyczek wbity w ucho naciskając struny palcami u nogi, a dobrym rzeźbiarzem jest ten, kto potrafi rzeźbić dłutem umieszczonym rękojeścią w tyłku.</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/hb5QaCfm7bg?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Yngwie Malmsteen &#8211; dużo wygłupów. Jak gra Paganiniego solo, to jeszcze ujdzie. Ale gdybym go chciał podsumować, to pokazałbym końcówkę koncertu G3 z jego udziałem, gdzie wygląda jak zużyty wieprz, gra wyłącznie ćwiczenia gitarowe (fakt, że sprawnie, ale wyłącznie ćwiczenia), a na końcu wypinając gruby tyłek niemrawo rozwala gitarę o podłogę. Pokazałbym, ale kurde nie chce mi się tego szukać. Podobnie jak nie chce mi się szukać My Generation &#8211; gdzie widać, jak to się powinno robić. I gdzie się zatracił ten sens. Gdzie bunt, bo jest tylko poza. Gdzie radość grania, bo jest tylko kompulsywne przebieranie palcami. I gdzie muzyka. Bo te wklejone linki wszystkie do kupy to krótko mówiąc gówniana muzyka. Imitacja muzyki.</p>
<p>I na koniec akcent komiczny, shit ostateczny (nie mylić z sądem ostatecznym). Jedna z tych kobiet, na które można popatrzeć, ale słuchać się ich nie da. Nawet pomimo, że nic nie mówi.</p>
<p><iframe width="500" height="375" src="http://www.youtube.com/embed/UKBPqHAMxxs?fs=1&#038;feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/644/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Koniec świata według Witkowskiego</title>
		<link>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/633</link>
		<comments>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/633#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Apr 2012 10:01:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Płatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[konrad góra]]></category>
		<category><![CDATA[nowa fala]]></category>
		<category><![CDATA[przemysław witkowski]]></category>
		<category><![CDATA[szczepan kopyt]]></category>
		<category><![CDATA[tomasz pułka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://salonliteracki.pl/blog/slawek/?p=633</guid>
		<description><![CDATA[Jutro. To już wszyscy wiedzą, mamy 2012 rok, parę osób się wypromowało na tej dacie, parę innych nieźle zarobiło. Na razie jakoś nie wychodzi wymyślanie późniejszych dat, bo mamy bieżącą, ale w sumie &#8211; czemu nie? Jakiś niedoceniony wróżbita lub zapomniany profesor od alternatywnej wersji Indian prekolumbijskich mógłby zweryfikować 2012 i rzucić 2013 (gdzieś w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jutro. To już wszyscy wiedzą, mamy 2012 rok, parę osób się wypromowało na tej dacie, parę innych nieźle zarobiło. Na razie jakoś nie wychodzi wymyślanie późniejszych dat, bo mamy bieżącą, ale w sumie &#8211; czemu nie? Jakiś niedoceniony wróżbita lub zapomniany profesor od alternatywnej wersji Indian prekolumbijskich mógłby zweryfikować 2012 i rzucić 2013 (gdzieś w czerwcu, żeby nie za blisko poprzedniej daty, a też nie za późno, bo ludzie nie myślą dalej niż rok do przodu).</p>
<p>Końców świata było już tyle, że w krótkiej blogowej notce nie ma sensu ich przypominać. Kaznodzieje, naukowcy, jasnowidze, paranoicy, politycy i inni &#8211; wszyscy od czasu do czasu promują się końcem jakiegoś świata i początkiem innego. Najskuteczniejsi po prostu robią, co prawda nie końce całego świata (choć i tacy byli, co chcieli), ale jakichś kawałków, państw, epok artystycznych, technologicznych. Reszta woli gadać, prorokować, odgrażać się i wieszczyć. To self-promotorzy, którzy chcą być pierwsi. W środku nocy odkrywają, że niedługo świt i urządzają kampanię informacyjną. Kiedy orientują się, że to noc polarna, wpychają śrubokręt w słowo „niedługo”, regulują jego zasięg i znowu się wszystko zgadza. Najważniejsze, żeby być pierwszym. Ktoś w końcu powie „niedługo świt” i trafi na minutę przed świtem, i będzie uznany przez lud za proroka.</p>
<p>Piszę o tym, gdyż najnowszym wieszczącym jest Przemysław Witkowski, który choć wywołał nieproporcjonalnie dużo zamieszania, to poruszył ciekawą sprawę. Zmiana pokoleniowa, buntownicy poezji. Koniec świata? Na pewno?</p>
<p>Nie, po pierwsze mam spore wątpliwości co do owych buntowników, bo na swoim „buncie” chętnie zbijają spory kapitał, a nie na tym polega życie prawdziwego outsidera. Ich potencjał literacki też na razie nie jest tak naprawdę znany, a fascynacje krytyków toczą się krzywym kołem. Wszyscy trzej przytoczeni jako przykłady (Pułka, Góra i Kopyt) emanują co prawda energią i zapałem (które się udzielają czytającemu), ale także chaotycznością i wtórnością. Tu i ówdzie nadmiarem wulgarności, która każdemu w pewnym wieku wydaje się odkryciem Ameryki. Ale czy poezja „zaangażowana” naprawdę jest nowością?</p>
<p>Witkowski powinien był zauważyć Wencla, który zaczął znacznie wcześniej niż przytoczeni „młodzi”, paru innych (jak np. Matusz) i Rymkiewicza, który zaczął już dawno, ale (niestety) jeszcze nie skończył. A że są prawicowi, to nie problem, bo przykładowa trójka też nie jest jednolita w poglądach, poza tym teza dotyczyła poezji zaangażowanej, a nie lewicowej. I pewnie owo „nowe pokolenie” wytrzeźwieje z polityki podobnie jak Nowofalowcy, tyle że Nowa Fala stworzyła ciekawy język, w przeciwieństwie do bieżących rewolucjonistów, naśladujących poetyki istniejące u nas od dwudziestu lat.</p>
<p>Dodałbym jeszcze to: tematyka lub postawa życiowa autora to tylko jedna z cech poezji. Żaden niemal zaangażowany poeta nie wychyla się poza obszar, w którym tkwi razem z niezaangażowanymi i ten obszar zwany postmodernizmem żywi się artystami, którzy próbują go przełamać, jak dorodny smok żywi się rycerzami. Dodaje ich jako komponent melanżu, ogólnej rozmaitości, z której się składa. To rodzaj ciekawego śmietnika, na którym można znaleźć wszystko. Kiedy byłem dzieciakiem, znaliśmy z kolegami jeden taki śmietnik na terenie fabryki ubrań. Zakradaliśmy się tam. Znajdowaliśmy w nim odpadki futerek, ścinki texasu (polski jeans), sprzączki, uszkodzone aplikacje, oczywiście były też pudełka po kefirach z sieci „Społem” i ulotki propagandowe z poparciem dla PZPR, które ktoś ofiarny cichaczem wywalał zamiast powiesić na ścianach. To był nasz mały postmodernizm, taka wyspa na oceanie socrealizmu. Ścinki futerek sprzedawaliśmy człowiekowi, który w przejściu pod naszym blokiem miał warsztat i produkował kapcie. Była forsa na oranżadę z saturatora. Koniec świata nastąpił, kiedy zlikwidowali śmietnik. Innego końca świata nie będzie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/633/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

