Metropolia Szczecinek

Szczecinek to wielkie miasto. Jedno z największych, jakie widziałem w życiu. Powierzchnia wynosi około 50 km2, a liczba ludności to 40 tys. Czyli albo bredzę, że jest taki wielki, albo chodzi o co innego.

Chodzi o co innego. O zagęszczenie ludzi, którym się chce. Od dawna panuje przekonanie, że w Polsce są miliony piszących poezję do szuflady i miliony (to niekiedy ci sami) piszących prozę. Oraz około 500 osób czytających poezję. Są też tysiące publikujących (internet, druki ulotne, pisma, tomiki), zwykle jakość tych wierszy jest przerażająca. Każdy z nich chce być czytany, niejeden roi sobie, że nikt go nie czyta, bo jest tak wielki jak Norwid, którego, jak się uważa, też nikt nie czytał. Pójść na warsztaty z pisania – zniewaga. Ja i Norwid nie musimy chodzić na warsztaty. Zadziałać wspólnie? Obelga. Poeta jest indywidualnością twórczą. Wspólnie, to ewentualnie może napić się z kimś piwa.

I – masz ci los – nagle okazuje się, że jest w Polsce miejsce, gdzie komuś się chce. Chce się Krysi Mazur, która w Szczecinku w ciągu ostatnich lat zorganizowała solidną grupę warsztatową. Klub nazywa się OPAL. Spotykają się, czytają swoje wiersze, ale też innych poetów – bardziej i mniej znanych (to ci dopiero, poeta, który czyta innych poetów i to w ramach zajęć warsztatowych!). Organizują konkurs o bardzo dobrej renomie i zapraszają autorów z całego kraju. Rzecz zupełnie niewiarygodna.

Bez wątpienia dużą rolę odgrywa tu zdrowe finansowanie przez lokalne instytucje. Nie są to, jak sądzę, wielkie pieniądze, ale wystarczają na takie niezbędne inicjatywy, jak wydanie almanachu, poczęstunek dla gości, zorganizowanie konkursu, opłacenie pensjonatu czy honorarium dla przyjezdnego poety. Być może także na zakup materiałów eksploatacyjnych (podobno rzutnika do laptopa brakuje im najbardziej). Dla przeciętnego podatnika to spore wydatki, dla instytucji miejskich – niekoniecznie. Efekty są jednak rewelacyjne, widać wyraźnie, że inwestycja trafiła we właściwe ręce.

Spotkałem ponad dwadzieścia osób, które chciały rozmawiać o literaturze, były głodne wiedzy i dyskusji, nie męczyły się po paru godzinach zajęć. W różnym wieku, z różnym podejściem. I z jednakowym zapałem. Sama przyjemność. Dziękuję za to zaproszenie, bo klimat był wspaniały, ludzie fajni, a mój optymizm zazielenił się na nowo. Dobrze spędziłem czas.

Od dwóch lat organizuję podobną grupę w Trójmieście. Fakt, że nie mam żadnego wsparcia finansowego dla tej inicjatywy. Fakt, że wszystkie bardziej i mniej oficjalne „ośrodki” odmówiły współpracy. A jednak z samej statystyki powinno wynikać, że co najmniej tyle samo osób, co w Szczecinku powinno się garnąć do robienia tego samego, co robią w tymże Szczecinku, bądź w Łodzi, Warszawie, Lublinie. A jednak nie. W Szczecinku, w całej populacji, jedna osoba na 2500 jest zainteresowana i współdziała. W Trójmieście – jedna osoba na 125000.

Zastanawiam się czasem gdzie jest norma. Czy normą, do której należy przykładać pozostałych jest Szczecinek – miasto z rekordową chyba liczbą osób, którym się chce, w przeliczeniu na liczbę ludności? Czy może Trójmiasto, trzymające – jak sądzę – odwrotny rekord: rozprzężenia? Nie mam pojęcia. Ale pod pewnymi względami ów Szczecinek jest jednym z największych miast w Polsce. „Mały Szczecin” nie ustępuje chyba „wielkiemu Szczecinowi”, a kilkakrotnie dubluje Gdańsk. Nawet, jeśli jest to rekord nie do pobicia, to dobrze, że istnieje taki „wzorzec metra”.

Życzę powodzenia. Mam nadzieję, że będzie jeszcze nam kiedyś po drodze.

szczecinek

(zdjęcie ze strony klubu OPAL)