smętne powidoki

Władysław Strzemiński, „Tkacz”, litografia z 1950 roku

mnie się ten film nie podobał. był nudny, pokazywał za mało sztuki, na której się przecież nie znam, a i tak czuję jej niedosyt. poza Lindą i paroma ujęciami dwóch pozostałych aktorek właściwie nie ma w nim bohaterów. tak jakby Strzemiński był kompletnie sam. film jednego aktora, film o samotności. tło historii, poza wątkiem narastających represji komunistycznych jest zupełnie bezbarwne. bardzo brakowało mi zbliżeń kamery na głównego bohatera, właściwie najbardziej brakowało bliskości pomiędzy twórcą filmu a widzem. czułości. film był oschły i zakończył się chłodno.

można powiedzieć to co mówią wszyscy, czyli, że zepsuty film zaczyna się od ułomnego scenariusza. z drugiej strony świetna gra ulubionego aktora, który dwoi się i troi, żeby zapełnić pustkę na planie wybitnego reżysera też coś dla nas znaczy stąd nie mogę uwierzyć, że Wajda nie zrobił tego specjalnie….

zostawił nas z takim filmem, pokazującym beznadzieję, w chwili kiedy zanurzamy się we własną beznadzieję politycznych represji. i wylogował się. to wkurza najbardziej.

 

powidoki w reż. ś.p. Andrzej Wajdy

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *