słyszenie pod wodą

Słyszenie pod wodą zachodzi na dwa sposoby, poprzez błonę bębenkową uszu, oraz poprzez układ kostny naszego ciała. Błona bębenkowa uszu odbiera jednak znacznie gorzej dźwięki niż w powietrzu, co przypomina słyszenie niedosłyszącego (gorzej o 20-60 dB). Duże różnice zachodzą w słyszeniu dźwięków tonalnych, bo niskie częstotliwości szybko cichną w wodzie, w miarę oddalania się źródła dźwięku. Natomiast dużo lepiej jak w powietrzu słyszymy dźwięki za pomocą układu kostnego. Wystarczy, że zanurzeni jesteśmy po kolana, a nasz organizm, podobnie jak mikrofon, już zbiera dźwięki. Nie jest to możliwe oczywiście w morzu z powodu fal, które generują szum. Łatwość słyszenia „kostnego” wynika z tego, że przewodność dźwięku dla wody i ciała ludzkiego są zbliżone, dlatego straty energii przy przejściu dźwięku z wody do ciała są małe (w przypadku przejścia z powietrza do ciała – bardzo duże).

Pod wodą jest też trudno stwierdzić z jakiego kierunku dociera do nas dźwięk. Dla powietrza, różnica w dotarciu dźwięku do jednego i drugiego ucha, gdy źródło dźwięku znajduje się po naszej lewej lub prawej stronie, wynosi 0,0006 sekundy. Dzięki tej maleńkiej różnicy nasz mózg potrafi określić z jakiej strony nadciąga hałas. W wodzie jednak różnica ta jest tak mała, że mózg nie umie jej odczytać i interpretuje hałas jako pochodzący z góry. Dzieje się tak ze względu na wysoką prędkość dźwięku w wodzie. Jeśli dodać do tego zwiększenie ilości odbieranych bodźców, dzięki temu że zbieramy dźwięki całym układem kostnym, orientacja przestrzenna staje się jeszcze trudniejsza. Mówi się, że dzięki długim treningom, część nurków potrafi wypracować słyszenie i orientację przestrzenną w wodzie, jednak po zaprzestaniu ćwiczeń ta umiejętność zanika.

Kilka lat temu polscy naukowcy, podpatrujący porozumiewanie się fok, skonstruowali prototyp urządzenia, które przyłożone do ust, zamienia głos człowieka pod wodą w drgania wody, możliwe do usłyszenia uchem, przez innego nurka. Pozwoli to pominąć bardziej skomplikowane elektroniczne systemy do przetwarzania i emisji sygnałów pod wodą.

(oprac. na podstawie Wikipedii i informacji prasowych)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Informacja a wolność jednostki

W świecie informacyjnym, w jakim niewątpliwie przyszło nam żyć, informacja stanowi dobro zbywalne, na zasadzie podobnej do pieniędzy czy nieruchomości. Sprawa jest z nią jednak bardziej skomplikowana, ponieważ wartość informacji jest płynna, szybko potrafi się dezaktualizować, lub być bezwartościową dla nieodpowiednich kręgów intelektualnych, z kolei dla innych, wielkiej wagi. Nawet małe ingerencje w przekazywaną informację mogą drastycznie wypaczyć jej sens i zmienić sposób oddziaływania, co rodzi olbrzymie pole do manipulacji i wpływania na rzeczywistość.

W przestrzeni informacyjnej zachowanie własnej wolności wydaje się być nie lada wyzwaniem, nie wiadomo bowiem czy polega ona na wyzbyciu się pożądania informacji, czy też na posiadaniu do niej dostępu w nieograniczonym zakresie.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Hipoteza ergodyczna a informacja

Hipoteza ergodyczna

– to teoria fizyczna (niepotwierdzona), mówiąca o tym, że cechy przypisywane ciałom na poziomie makroskopowym, czyli takim które obserwujemy swoimi zmysłami, koresponduje z cechami tego ciała na poziomie mikroskopowym czyli na poziomie cząsteczek i atomów. Słowo „koresponduje” w przypadku hipotezy ergodycznej znaczy mniej więcej tyle, że gdyby np. znać informację o ruchu wszystkich cząstek ziemniaka, wszystkich ich prędkości i położeń w jakimś okresie czasu, np. 1 godziny, to można z nich, po odpowiednim uśrednieniu wszystkich tych danych, otrzymać informację o ruchu całego ciała, czyli w tym przypadku ziemniaka. Wydaje się to możliwe. Natomiast niemożliwe jest zebranie tych informacji przez człowieka, czyli „obserwatora”. Czyli co?

Hipoteza ergodyczna to piękna hipoteza, dlaczego więc tyle z nią problemów?
Intuicyjnie wyczuwamy, że ilość informacji potrzebnej do wykonania niezbędnych obliczeń nawet dla małego ziemniaka, przerasta nasze możliwości. Wiedza o tym jak zachowuje się każdy atom wymaga nie tylko hiper wydajnej aparatury pomiarowej, prześwietlającej ciało we wszystkich kierunkach, i to w sposób nie ingerujący w ruch tych atomów (niektóre metody pozyskiwania informacji mogą nasz ziemniaczek lekko przypiec i w efekcie zdobędziemy informację o frytce), ale jeszcze ten ogrom informacji trzeba gdzieś zapisać i posegregować. Co więcej, sama natura broni się przed poznaniem jej „do końca”. Bawi się z nami w kotka i myszkę i ilekroć ją podglądamy, tylekroć zachowuje się inaczej niż kiedy nie jest poddawana obserwacji. Sam proces obserwacji musi zaburzać jej swobodę zachowania, wprowadzać niepotrzebny stres. Jakaś część informacji będzie bowiem poruszać się dwukierunkowo, od obserwatora do obiektu, po czym wróci do obserwatora i zostanie zarejestrowana.

Dialog z obiektem, podczas jego obserwacji to tylko podszept naukowej intuicji. Trudno o jego potwierdzenie na gruncie matematyki, ponieważ brakuje nam, jak dotąd, odpowiednich narzędzi matematycznych do opisu tego typu zjawisk.
Podobnie ma się rzecz z bardziej podstawowym problemem matematycznym jakim jest powiązanie wielkości mikroskopowych z makroskopowymi. Czyli np. temperatury ciała z energią kinetyczną jego cząstek (im szybciej poruszają się cząstki tym ciało jest cieplejsze). W teorii jest to super proste i oczywiste, uczą się tego studenci pierwszych lat a nawet uczniowie szkół średnich. Jeśli jednak zdecydujemy się na wykorzystanie równań matematycznych do obliczania kolejnych, zależnych od nich wielkości fizycznych i zastosujemy je do prawdziwych „obserwabli” (wielkości mierzonych na poziomie kwantowym – mikroskopowym) okazuje się, że podczas obliczeń wg formuł, z lewa na prawo, a potem z prawa na lewo, nie otrzymujemy tych samych wartości. Innymi słowy, obliczając wielkość mikroskopową z użyciem zmierzonych wcześniej wielkości makroskopowych, a następnie powtarzając obliczenia w przeciwną stronę, czyli z obliczonych wielkości mikroskopowych licząc wielkości makroskopowe i porównując je ze zmierzonymi wartościami wpadamy w konsternację… ponieważ nie są sobie równe. Ba! Często w efekcie obliczeń otrzymujemy wiele różnych rozwiązań, które matematycznie są możliwe, ale fizycznie, zupełnie nie.

Reasumując, posiadanie równań matematycznych nie jest gwarantem, tego że uda nam się opisać za ich pomocą rzeczywistość. Okazują się bowiem „niestabilne”, ponieważ muszą łączyć w jednej linii wielkości różniące się ze sobą skalą! Metody matematyczne muszą więc rozwinąć się na tyle, aby uwzględniać różne skale badanej natury, być jednocześnie użyteczne mikro, jak i makroskopowo. Czy to w ogóle jest możliwe?

Hipoteza ergodyczna wkracza więc w obszar rozważań częściowo filozoficznych, które dotyczą tego, czy natura wszechrzeczy jest w ogóle możliwa do poznania. Czy sposób pozyskiwania przez nas informacji, poprzez pomiar (obserwację) to jedyna możliwość jej zdobycia? Czy nie widząc czegoś i nie mierząc jesteśmy w stanie to „zrozumieć”?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

kosmiczna zupa

czy w przestrzeni kosmicznej istnieje próżnia lub innymi słowy, przestrzeń w której niczego nie ma?podczas jedzenia zupy, wymyśliłam taki oto eksperyment myślowy, aczkolwiek niezwiązany z zupą.

wyobraźmy sobie dowolny fragment przestrzeni 3D, np. sześcian, ale bez ścian, najlepiej tylko pustkę w formie sześcianu. stańmy za nim (wirtualnie) i popatrzmy przez niego na resztę kosmosu. zobaczymy gwiazdy bo nasz sześcian jest pusty, czyli przezroczysty. co jednak oznacza słowo ‚zobaczymy’ w języku fizyki? otóż do naszych oczu lub do odpowiednio ustawionej kamery, teleskopu, dotrą fotony światła, czyli promieniowanie wysyłane przez obiekty kosmiczne, np. gwiazdy. zostaną odebrane czyli nastąpi detekcja. mimo zaobserwowania, promieniowanie nadal w każdej sekundzie przenika przez sześcian, mówiąc inaczej, sześcian jest wypełniony światłem przez cały czas. tak, cała przestrzeń kosmiczna pomiędzy obiektami jest wypełniona światłem, o różnym natężeniu.

jako ciekawostkę dodam fakt, że nie wiemy czy jest to światło wysyłane przez materię czy antymaterię, ponieważ foton i antyfoton są w istocie jedną i tą samą cząstką. foton jest swoją antycząstką i nie jesteśmy ich w stanie rozróżnić.

chciałam dodać jakąś zabawną puentę, ale na puentę nie starczyło mi zupy. choć teraz myślę, żeby pustkę kosmiczną nazwać raczej kosmiczną zupą.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

splątanie kwantowe

Czym można się zająć w najkrótszy dzień w roku, żeby czas spożytkowany na to zajęcie, nie został uznany za stracony?

Splątaniem kwantowym.

Czytam o tym i moje serce rośnie. Nie dość, że podwaliny pod badania teoretyczne stanów splątanych, zrobili moi koledzy ze studiów, to jeszcze refleksje płynące z badań nad splątaniem kwantowym zgadzają się z tym co sobie wymyśliłam w mojej małej główce – podczas rozmów z przyjaciółmi, albo podczas samotnych refleksji nad kubkiem zimnej kawy (jeśli gdzieś się spóźniam, to możliwe, że siedzę niekompletnie ubrana i się nad tym zamyślam).

Co to jest splątanie kwantowe?Nie wchodząc w rozważania stricte naukowe, jest to powiązanie pomiędzy cząstkami na poziomie kwantowym (czyli mikroskopowym, dotyczącym wnętrz jąder atomów), które może działać na wielkie odległości. Czyli jedna cząstka (która jest budulcem materii, choćby człowieka), jest powiązana z inną cząstką, znajdującą się na przykład na drugim końcu naszej Galaktyki, tj. Drogi Mlecznej. Co więcej, w splątanie kwantowe może być zaangażowanych więcej niż dwie cząstki, ale matematycznie, takie modele stają się jak dotąd prawie nieogarnialne. Splątanie to rodzaj zależności, więzi, potrzeba zachowania równowagi jako układ, i nie potrzebuje do swojego działania żadnego nośnika, żadnych fal czy strumieni cząstek, nie jest więc możliwe do wykrycia w przestrzeni pomiędzy wspomnianymi cząstkami, ale dzięki temu nie potrzebuje też wcale upływu czasu, żeby do tego oddziaływania doszło. Prędkość światła nie jest tutaj żadnym ograniczeniem. Jak widać, splątanie kwantowe wymyka się też fizyce klasycznej.

Co z tego wynika? Co splątanie kwantowe wnosi w nasze życie?Otóż mogłoby ono wyjaśnić wiele zjawisk, których dzisiaj fizyka nie tłumaczy, ale nazywa je paranormalnymi, albo podchodzi do nich ze sporym dystansem. Wg mnie (to moja prywatna teoria), poza materią i energią, istnieje trzecia forma wszystkiego co jest na tym świecie, i jest to INFORMACJA. Splątanie kwantowe to współdzielenie informacji, a kwant informacji mógłby być uznany za jednostkę tej formy natury, i zresztą jest, naukowa nazwa to kubit. Idźmy dalej, ponieważ informacja nie może zgodnie z zasadą zachowania zniknąć bezpowrotnie, musi się transformować w coś innego, w inną informację, albo też w materię czy energię. Dlatego jeśli człowiek umiera, niemożliwe jest, że zniknie cała wiedza jaką posiadł. To byłoby strasznie głupie w tym świecie. Mówi się, że po śmierci zmieniamy formę naszego życia na inną, powiedzmy duchową. Innymi słowy, pozostaje po nas informacja, która jest transponowana na inne obiekty materialne lub formy energetyczne. Jeśli zaś ginie supernowa, czy informacja z niej jest w stanie zasilić organizm człowieka? Jeśli splątanie kwantowe istnieje, a istnieje (zostało już potwierdzone doświadczalnie), jest to sytuacja bardzo prawdopodobna. Wzajemny wpływ przyrody ożywionej na nieożywioną (żywa woda do której mówi się czule itp.) i przeciwnie (żyły wodne, czakry itp.), nabierają teraz innego wymiaru. Przestaje być to wiedza głupia, a staje się zwyczajnie nie dość dobrze zgłębiona.

A co z teleportacją, której można się spodziewać rozmyślając nad splątaniem kwantowym? Wg mnie istnieje i daje szansę na podróże w czasie i przestrzeni, ale w zupełnie inny sposób niż opisuje się to w filmach czy książkach. Fizyka nie pozwala na magiczną różdżkę, dzięki której znikasz w jednym miejscu, żeby pojawić się w drugim. Takie znikanie to nieciągłość czasoprzestrzeni i sprzeczność z najbardziej podstawowymi prawami fizyki, a umówmy się, fizyka to świętość. A jeśli założyć, że jesteśmy zbudowani również z informacji, i jeśli ta informacja to jest nasza „dusza”, nasza osobowość i umiejętności intelektualne? Czy istnieje możliwość, że pozostawiając swoje ciało, w miejscu gdzie się narodziło i żyje, możemy transponować się w czasie i w przestrzeni, żeby poczuć, zrozumieć, zobaczyć – czyli zebrać informację na temat czegoś, czego nie znamy w swoim normalnym miejscu pobytu? Czy dusza ludzka, jeśli tak nazwiemy roboczo zbiór informacji przypisanych jednemu człowiekowi, może podróżować przez świat, łączyć się z innymi zasobami informacji i rozdzielać na mniejsze strumienie?

A co z telepatią? Czy poznanie strumienia informacji, w jakim nieustannie żyjemy, tego wielkiego SPLĄTANIA, nie jest niczym innym, jak właśnie umiejętnością przewidywania, intuicji, jasnowidzenia albo telepatii?

Wątków jest wiele ale prowadzą mnie do jednego zdania – nie bójmy się umierać, będziemy trwać w sobie nawzajem i w świecie, który oswajamy, wiecznie.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

korona plus

pisać mądrze o pandemii, bez nabrania do niej dystansu, będąc w środku wydarzeń, jest bardzo trudno. spróbuję zebrać swoje przemyślenia i przełożyć je na felieton w formie pytań i odpowiedzi.

  1. czy pandemii można było uniknąć?

nie. jeśli nie ta, to wkrótce nadeszłaby inna pożoga, lub inne zagrożenie, ponieważ obserwując sytuację na świecie z szerszego dystansu, widać jak na dłoni, że nie możemy się w nieskończoność rozwijać i rozbudowywać. co jakiś czas następują na świecie wojny lub trzęsienia ziemi, które resetują zastaną rzeczywistość. w tym wypadku mniejszym zagrożeniem jest dla nas śmierć wielu ludzi, a większym zapaść gospodarcza i organizacyjna jaka towarzyszy epidemii. mamy więc czas przemyśleć naprawdę wiele rzeczy.

2. czy wstrzymanie gospodarek i izolacja społeczna ma sens?

czy wobec tego wstrzymanie gospodarek i spowolnienie epidemii ma sens, skoro wszyscy i tak prawdopodobnie zachorujemy, a zapaść gospodarcza będzie dla nas większym wyzwaniem niż zwiększona śmiertelność chorych i starych ludzi? tak. chodzi o solidarność i miłość. nie możemy chronić młodych, zdrowych i bogatych, kosztem starych, chorych i biednych. dlatego ponosimy wielki koszt, ale… poza wieloma złymi konsekwencjami tego stanu rzeczy, pojawią się również pozytywne skutki.

3. co jest dla nas najtrudniejsze podczas pandemii?

dla każdego coś innego, ale najwięcej cierpi stan naszej psychiki. nachodzi nas poczucie lęku, zagrożenia, rozbicie emocjonalne, brak bezpieczeństwa – stabilności finansowej czy wręcz utrata pracy. osamotnienie i świadomość, że wobec pandemii trudno liczyć na pomoc, ponieważ każdy zmaga się z czymś innym, z własnym bólem i lękiem. izolacja i ograniczenie spacerów oraz kontaktu z przyrodą i przyjaciółmi oraz bliskimi.

4. czy można sobie z tym poradzić?

absurdalnie, nad stanem własnej psychiki możemy zapanować dużo łatwiej niż nad stanem gospodarki czy polityki. nie będzie to łatwe dla każdego, ale jest to możliwe. jeśli zewnętrzny świat jest dla ciebie nie do zniesienia, zajmij się tym co daje ci przyjemność a jest bliżej ciebie. jak mawia jeden z amerykańskich generałów od oddziałów wojsk specjalnych, dzień należy zacząć od pościelenia łóżka. codzienna rutyna i mały plan na życie, w którym (mimo wielu wewnętrznych protestów) pokonujemy kolejne punkty.

teraz, kiedy wszyscy w tym tkwimy, wiele problemów można rozwiązać o wiele szybciej i łatwiej. ludzie są mimo wszystko bardziej skłonni do negocjacji i zrozumienia. negocjuj więc, proponuj, szukaj rozwiązań, buduj sieć rozwiązań, dziel się nimi z innymi. dziel się też problemami, jeśli ciebie przerastają. nie tylko możesz to zrobić, ale powinieneś (powinnaś).

rozmawiaj. nie o pandemii ale o literaturze, filmach, ideach, koncepcjach artystycznych, projektach muzycznych i edukacyjnych, prawnych. rządy przeminą, kultura pozostanie a na zgliszczach tego co upadło wyrośnie coś nowego.

5. co należy robić kiedy nie można nic robić?

jeśli nie jesteś ministrem zdrowia i nie udzielasz wywiadów w temacie wymiany opon ani nie witasz transportu maseczek, ani też nie jesteś pracownikiem służby zdrowia czy policji, stojącym na pierwszej linii frontu z pandemią, to trudno ci zrozumieć, jak ważną pełnisz rolę w społeczeństwie…
a przecież jesteś bardzo ważnym jego elementem. możesz się nadal rozwijać, niezależnie od tego ile masz lat, możesz zrobić właśnie spory krok w swojej edukacji online, po to aby już nigdy nie wrócił do łask dwudziestowieczny totalitaryzm i średniowieczne światopoglądy, zrównujące kobietę z czarownicą. jeśli prawdą jest, że wielu starszych ludzi umrze, pomimo naszych starań aby ich uratować, to świat zmieni swoje oblicze. być może stanie się przyjaźniejszy, być może dzięki rządom młodych dojdzie do zaspokojenia pragnienia duchowej wolności i wzajemnej akceptacji. wszystko może zmienić się o przysłowiowe 180 stopni. bądźmy na to gotowi.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 1 komentarz

nienasycenie informacją

Czy zdajemy sobie sprawę z tego jak bardzo nasz mózg uzależnił się od dopływu świeżych informacji? Czy jadąc kolejką miejską lub samochodem, skupiamy się na widoku nieba, drzew i kropli wody na szybie, czy raczej na napisach widocznych na reklamach, banerach informacyjnych czy też migoczących ekranach elektronicznych? Czy potrafimy wytrzymać dostatecznie długo bez sprawdzania świeżych informacji na portalach społecznościowych czy SMS-ów, albo wiadomości ze świata? Otóż nie, kiedy tylko możemy poszukujemy wokół siebie informacji.

Nasz mózg nieustannie zanurza się w przestrzeni słów i znaków, a z szeregu oddziałujących na zmysły bodźców wybiera te, które są nośnikiem informacji, ignorując jednocześnie wiele pozostałych i traktując je jako nieistotne. Np. słyszymy w tramwaju niechcianą rozmowę telefoniczną, a nie zauważamy stukotu kół. Takie wyostrzenie percepcji na informację wiąże się z różnymi zmianami ewolucyjnymi, pozytywnymi i negatywnymi w skutkach. Niektóre z nich wydają się nadchodzić jednak zbyt nagle, wraz z trwającą w najlepsze rewolucją technologiczną, i należy zastanowić się w którą stronę popychają ludzkość. Spróbujmy.

Zmiany pozytywne

Mózg współczesnego człowieka przystosowuje się do tego by działać coraz szybciej, a refleks jaki posiadamy nie dotyczy umiejętności związanych z polowaniem czy ucieczką przed dziką zwierzyną, ale reakcji ściśle intelektualnych, np. błyskotliwej konwersacji. Czytamy i mówimy coraz szybciej, sprawniej gramy w gry komputerowe, udzielamy błyskawicznych odpowiedzi na pytania ankietowe formularzy. Przyswajanie dużych ilości nowych informacji oraz ich samoczynne uaktualnianie może się przekładać – w pozytywnym sensie – na przydatność w pracy w korporacji. Obsługiwanie wielu klientów jednocześnie, zachowywanie skupienia i duża odporność na stres, to lepsza „wydajność” naszego umysłu. Takie rozważanie może nas łatwo doprowadzić do wniosku, że wraz ze wzrastającą ilością zarządzanej przez nas wiedzy, zwiększa się średnia pojemność informacyjna ludzkiego mózgu oraz inteligencja człowieka. Czy szybkie zarządzanie informacją można wyćwiczyć podobnie jak sprawność palców w grze na instrumencie? Z pewnością tak, chociaż mechanizmy biorące w tym udział są o wiele bardziej złożone i angażują kilka zmysłów jednocześnie. Tak podejrzewam.

          W naukach zajmujących się badaniem zmysłów człowieka znane jest prawo Webera-Fechnera, które mówi o tym, że skala naszej percepcji nie jest liniowa ale logarytmiczna, tj. słabym i silnym bodźcom dajemy swoją uwagę, w podobny sposób, mimo iż różnią się swoją siłą. Bardzo ciche dźwięki słyszymy lepiej niż niejeden sprzęt nagrywający (dodatkowo ucho ma umiejętności słyszenia selektywnego), ale możemy również brać udział w głośnych koncertach rockowych, i choć bywa, że tracimy potem słuch na kilkanaście godzin, nasz organizm regeneruje się i nie okazuje objawów „przesterowania układu nerwowego”. Podobnie rzecz ma się z widzeniem. Dzięki dobrym możliwościom oka widzimy obiekty o bardzo słabej jasności, takie jak gwiazdy na nocnym niebie, możemy też bez ochrony spojrzeć na silne światło słoneczne, co przy krótkiej ekspozycji, nie niszczy naszego wzroku, choć oczywiście może nas chwilowo oślepić. Jest to wspaniałe dostosowanie ewolucyjne do różnorodności bodźców, ale jednocześnie pułapka dla naszej niefrasobliwości, gdyż powtarzanie zbyt silnych bodźców może nas przyprawić o uszkodzenie narządu zmysłu.

Obecnie wyróżnia się pięć zmysłów podstawowych: wzrok, słuch, smak, węch i dotyk, a także kilka dodatkowych, takich jak zmysł odczuwania bólu, temperatury, napięcia mięśni i ułożenia ciała, zmysł równowagi i wreszcie poczucie upływu czasu (Za Wikipedią). Tworzy to tablicę 10 zmysłów, które można rozszerzyć o kolejne, nieco mniej sprecyzowane. Gdyby mózg nie był pobudzany przez dłuższy czas, choć przez jeden z wymienionych, nasze zachowanie mogłoby się znacząco zmienić. Moglibyśmy utracić czucie w jego obrębie, (np. zdrętwienie, brak kontroli nad kończynami), stracić poczucie skali przyjmowanych bodźców lub nawet mogło by to doprowadzić do obłędu. Przykładem jest tutaj komora bezechowa, gdzie w zupełnej ciszy, poniżej zera decybeli, słyszmy szum własnej krwi i pulsowanie serca. Brak bodźców zewnętrznych doprowadza nas do niepokoju, odcięcia od rzeczywistości, wreszcie mózg zaczyna ulegać chaosowi i ‘awarii’. Godzinne lub dłuższe pozostawanie w zamkniętej komorze bezechowej może powodować stan lęku, histerię i inne zaburzenia psychiczne, również nieodwracalne. Co więc dzieje się w naszym mózgu, kiedy jego ośrodki nerwowe są niedostatecznie pobudzane, mimo że pozostajemy aktywni? Moja odpowiedź jest następująca: mózg samoczynnie dąży do powrotu stanu pobudzenia, tak aby nie utracić kontroli nad zmysłami.

          Pozyskiwanie i przetwarzanie informacji, traktowanej jako zespół bodźców płynących do mózgu od narządów zmysłów, szczególnie wzroku i słuchu, jest więc normalnym procesem zapewniającym naszemu umysłowi zdrowie i nieustanną sprawność.

Zmiany negatywne

Czy informacja jaką wypełniamy nasze życie zacznie nas kiedyś wyniszczać?
Czy na wzór słynnego powiedzenia „jesteś tym co jesz” słuszne jest analogiczne stwierdzenie, ‘jesteś tym o czym czytasz’, lub ‘jesteś tym co oglądasz”?


To, jakiej informacji poszukujemy, określa naszą osobowość. Jedni całe dnie spędzają na przeglądaniu filmików na Youtube i oglądaniu zabawnych memów, jest to dla nich relaksujące i satysfakcjonujące. Inni podążają drogą silnych emocji, czytają materiały dotyczące zbrodni, skandali, również politycznych, światowych katastrof, teorii spiskowych albo też poświęcają się ezoteryce czy duchowości religijnej. Dużych emocji, choć wąskiemu gronu odbiorców, mogą też przysporzyć materiały naukowe i popularno-naukowe. Nie rozstrzygam tutaj tego, który z wymienionych typów informacji jest dla nas lepszy, można jednak uszeregować ich rzetelność (wiedza naukowa vs. ‘fakenewsy’) a także wpływ na nasz rozwój osobowościowy. Zauważam wielki wpływ „złych” i płytkich treściowo wiadomości na jakość naszego samopoczucia, jeśli jednocześnie zaburzone zostają proporcje pomiędzy „złem” a „dobrem”.

Zapełnianie i przepełnianie mózgu informacjami to w dzisiejszej cywilizacji, prawdziwa katastrofa… Nie dość, że nie zostaje nam wiele miejsca na refleksję nad sobą, to jeszcze brakuje nam spokoju i harmonii wewnętrznej.

W jakim punkcie na skali rozwoju informacji znajduje się obecnie świat? Wedle mojej prywatnej teorii, jesteśmy obecnie w fazie rewolucji informacyjnej, która nakłada się czasowo z ciągle trwającą, rewolucją technologiczną. Staje się ona jednak coraz ważniejsza, jeśli chodzi o przyszłość świata. Informacja to nie tylko wiedza wpływająca na rozwój intelektualny i postęp naukowy. Informacja to również narzędzie do walki politycznej, gospodarczej, do podporządkowania sobie ludzi w wielu sferach społecznych. Początkowe zachłyśnięcie się możliwościami wynikającymi z szerokiej oferty Internetu, oraz z dostępnością do jego olbrzymich zasobów, zaczynają ustępować niepokojom i obawie, że „wiele informacji” nie oznacza wcale postępu. Dostęp do prawdziwej i wartościowej wiedzy staje się na naszych oczach dobrem elitarnym. Ocena informacji wymaga jej weryfikacji, odpowiedniej ostrożności i mechanizmów obronnych w umyśle, których nikt z nas nie nabywa w trakcie nauki szkolnej, czy na kursach i warsztatach. Przeciwnie, telewizja i pozostałe media bombardują nas reklamą i propagandą, sterują naszymi emocjami i podprogowo programują nasze reakcje odruchowe. Sztuczek jest tutaj wiele, podobno dwadzieścia razy odtworzona reklama, której wysłuchamy, lub którą obejrzymy nawet częściowo uważnie, zaczyna na nas oddziaływać, bez naszej zgody!  Mnogość scen brutalnych w mediach, wpływa na wzrost agresji przejawianej w życiu codziennym, co pokazały już wiele lat temu badania nad programami emitowanymi w dawnej Jugosławii. Wojna jaka wybuchła na terenie tego kraju mogła być wynikiem większej niż w pozostałej części Europy skali brutalności pokazywanej w telewizji publicznej, w godzinach największej emisji programów. Nie podam niestety źródła takich badań, ponieważ nie są one udostępniane jawnie, informacje te posiadam jednak od ludzi pracujących w telewizji.

Podobnie źle się dzieje w nauce szkolnej, co jest moją prywatną opinią. Idziemy w stronę uatrakcyjniania zajęć szkolnych i zasypywania uczniów wielością drobnych i ciekawych informacji. Wszystkiego można teraz dotknąć, zobaczyć modele trójwymiarowe i interaktywne wizualizacje zjawisk. W natłoku drobnych wrażeń umyka często zasadnicza refleksja na temat tego jaka jest natura obejrzanych eksperymentów. Barwne ciekawostki wprawdzie przykuwają uwagę dzieci i młodzieży, ale przesłaniają całkowicie podstawowe treści nauczania, i stoję tutaj na straży, że mniej a lepiej, jest w tym przypadku mądrzej.

Doszliśmy właśnie do hasła „przebodźcowanie”, które zdaje się być najważniejsze, w kontekście całego artykułu. Czy nasycanie się informacją nie prowadzi nas ze stanu niedostatecznej wiedzy, do równie niepożądanego stanu jej nadmiaru? Czy lepsza informacja poprawia nasz dobrostan?

Rewolucja informacyjna, panowanie Internetu i komunikacji cyfrowej

„Człowiek zatem wie coraz więcej o sobie, jak i o świecie. Pytanie tylko, czy wiedza ta istotnie pomaga mu żyć? Obserwując codzienność można by wręcz dojść do wniosku, że przeszkadza. Coraz więcej rzeczy się boimy (począwszy od chorób, na terroryzmie kończąc), mamy coraz większą świadomość własnych ograniczeń, w efekcie częstokroć stajemy w sytuacji zagubienia wobec własnego jestestwa.”[1]

Czy stosowanie używek w celu zwiększenia zdolności postrzegania, analizy oraz dla lepszej pamięci nie wyniszcza nas emocjonalnie i fizycznie? Czy nie wpędza nas w uzależnienie? Czy poza lepszymi wynikami i efektywności w pracy nie niszczy jednak więzi międzyludzkich, i tej części naszej natury która odpowiada za ich pielęgnowanie? Czy zwiększanie naszych zasobów wiedzy i szybkości z jaką nią operujemy nie przybliża naszej natury do oglądanych w kinie fantastyczno-naukowym androidów? Wreszcie czy wspaniałe możliwości intelektualne gwarantują nam szczęście? L.P.

[1] Marcin Jurzysta, Uzależnienie od informacji czy uzależnienie od nowych technologii? Czyli jak to działa i jak się ustrzec? Media i Społeczeństwo 1/2017

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

światy równoległe

dlaczego nie istnieją?

bo to nie ma sensu.

najnowsza nauka porusza od czasu do czasu temat światów równoległych. są to światy, które prawdopodobnie powstają (?) w dowolnym momencie, jako alternatywa rzeczywistości, rozszczepienie świata w którym istniejemy, i dalej istnieją sobie równolegle, tj. niezależnie. jeśli na przykład wypijemy herbatę z niebieskiego kubka, to wedle koncepcji światów równoległych, istnieje gdzieś rzeczywistość, w której do picia herbaty wybierzemy kubek biały. możemy też wybrać inną herbatę lub kawę. nasze wybory generują powstawanie nowych możliwości a każda wiąże się z utworzeniem nowego świata (wszechświata). możliwe też, że od początku światy te istnieją niezależnie, nic o sobie nie wiedząc i nie wpływając na siebie wzajemnie. rzadziej rozważa się natomiast przypadek, kiedy w dwóch różnych światach wstajemy z łóżka lewą i prawą nogą, a i tak później pijemy kawę z tego samego kubka. obie współistniejące rzeczywistości mogłyby się wówczas połączyć w jedną (bo czemu nie?). takie teorie wprowadzają nieskończenie wiele nowych wariantów, zakładając często, że ich generatorem jest nasza wola. nasza – czyli ludzka, bo jak wiadomo człowiek jest pępkiem wszechświata i wszystko zaczyna się od niego, a może też na nim się skończy… takie rozwiązanie jest absolutnie bzdurne, nawet jeśli założyć, że nie jesteśmy centrum Uniwersum. pytanie jakie należy zadać brzmi – „dlaczego światy równoległe nie istnieją?”.

odpowiedź wydaje się być jasna, nawet bez znajomości fizyki teoretycznej, wystarczy sama logika. światy równoległe nie istnieją ponieważ jest to nieskończenie nieoptymalne rozwiązanie, a takie rozwiązania kocha jedynie matematyka, rzeczywistość natomiast je odrzuca.

optymalizacja rozwiązań, to odpowiednie słowo, jakie powinno być kluczem do weryfikacji matematycznych modeli świata. optymalizując procesy opisujące świat roślin i zwierząt, a nade wszystko świat człowieka, musimy wziąć pod uwagę wiele ciekawych aspektów. ważne są tutaj nie tylko – zasada minimum energetycznego i naturalne dążenie świata do wzrostu entropii czyli stanu nieuporządkowania, dla człowieka ważne są również takie przymioty jak satysfakcja (radość, przyjemność), przedłużenie gatunku, poczucie wspólnoty, i inne, zupełnie niefizyczne na pierwszy rzut oka, cechy. uważam, że zbyt łatwo podzieliliśmy materię na część ożywioną i nieożywioną, tej pierwszej przypisując dążenia i wolną wolę, a drugą naginając do bardzo ostrych zasad fizyki, gdzie może działać niepodzielnie determinizm i przewidywalność. taki podział jest nieuzasadniony, a rodzaj energii świata, zaklętej w informację, musi być współdzielony pomiędzy ludzi i pozostałe elementy wszechświata, w sposób sprawiedliwy.

dostęp do tego swoistego rezerwuaru informacji (eteru informacyjnego, strumienia informacji, pola informacyjnego) może być wyjaśnieniem, dlaczego NIE MUSI (choć może) istnieć nieskończenie wiele światów alternatywnych ale istnieje właśnie ten jeden, zupełnie niepowtarzalny i nieodtwarzalny nigdy i nigdzie indziej świat, ten jeden w którym właśnie żyjemy. korzystanie z wiedzy daje nam możliwość wyboru, więc wybieramy, dobrze lub gorzej, nie ciągnąc za sobą wszystkich pozostałych możliwości.

wszystkie inne wszechświaty, jeśli mają miejsce, są po prostu inne, zupełnie inne.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

ciąża w kosmosie

jak powszechnie wiadomo, niezaprzeczalnym jest fakt, że zajście w ciążę, prawidłowy wzrost płodu i jego udane przyjście na świat to procesy wymagające wielkiej troskliwości, dbałości o zdrowie samicy i płodu. to również kwestia zdrowia samca dokonującego aktu zapłodnienia i wszystkie te wymogi odczuwamy raczej intuicyjnie.

nie jest jednak jasne – dlaczego ssaki nie potrafią rozmnażać się w kosmosie tak jak ryby i owady? na to pytanie nie znamy odpowiedzi, być może jednak uda się do niej zbliżyć, rozważając różne przesłanki.

dostęp do podróży w czasie i przestrzeni, w tym przypadku przestrzeni kosmicznej, zdaje się być dla człowieka bardzo ograniczony. trzeba sobie zadać wiele trudu, żeby wydostać się z zasięgu pola grawitacyjnego Ziemi, czyli rozwinąć co najmniej drugą prędkość kosmiczną (40284 km/h) i pozostawać na orbicie okołoziemskiej albo poruszać się po ustalonej linii w wytyczonym przez czarną nieskończoność kierunku. przyspieszenie a później nieważkość to czynniki niemiłe, niesprzyjające atmosferze miłości i romantyzmu. wewnątrz pojazdów kosmicznych panuje inżynierski nieład, zapach surowej techniki i atmosfera nieustannej kontroli z zewnątrz, co z zasady utrąca chęć pożycia intymnego. w tych warunkach pożycie może być intymne jedynie z nazwy.

o ile z niedogodnościami natury psychologicznej możemy sobie jakoś radzić to nadal nie wiadomo jak działa na nas całkowity brak grawitacji. czy ma ona wpływ na funkcje fizjologiczne wyższego rzędu, nie tyle podstawowe – takie jak oddychanie, jedzenie, trawienie i spanie, ale takie jak ogólna chęć łączenia się w pary i rozmnażania? jak dotąd potrafimy dzięki ruchowi obrotowemu obiektów kosmicznych wytworzyć coś na kształt mikrograwitacji, więc być może w przyszłości, problem braku grawitacji zostanie rozwiązany. czy jednak częściowa grawitacja rozwiąże z kolei problem kosmicznej niepłodności?

w tym miejscu, niesamowicie ważnym a może najważniejszym problemem, jest to, że w początkowym stadium rozwoju płodu każdy podział komórki wymaga sterylnych warunków. z pojedynczych komórek powstają całe organy nowego osobnika i nawet niewielki błąd genetyczny może utrącić proces organizowania się życia. samorzutne naprawy są wprawdzie możliwe, ale niekonicznie w warunkach kosmicznych. promieniowanie poza atmosferą ziemską ma poziom zabójczy i wymaga konstruowania pancernych statków kosmicznych oraz stacji orbitalnych, żeby chronić zdrowie i życie kosmonautów. ilości tego promieniowania nie możemy ograniczyć bez naprawdę wielkich nakładów pracy i materiałów, dlatego warunki kosmiczne należy uznać za niesprzyjające dla zarodków.

z udostępnianych w internecie danych na temat badań ssaków, wiadomo że w kosmosie najczęściej nie dochodzi do „skutecznego” zapłodnienia, a jeśli do niego dojdzie, embriony nie rozwijają się prawidłowo i szybko obumierają. również żadna z zapłodnionych na Ziemi i wysłanych w kosmos samic gryzoni, nie doczekała się potomstwa. nie dotyczy to jednak ryb i owadów, które bez przeszkód doczekują się potomstwa. być może procesy organizowania się życia na wyższym poziomie ewolucyjnym są bardziej czułe na niewielkie zmiany warunków środowiska. może mechanizmy jakie nimi sterują to mechanizmy wyższego poziomu.

jak dotąd zapłodnienie i doczekanie się zdrowego potomstwa w kosmosie jest niemożliwe, wiem jednak, że ludzkość będzie jednak nadal próbować, bo to z kolei daje szanse na wykonywanie odległych podróży kosmicznych i zapewnienie trwałości gatunku ludzkiego, a także w konsekwencji możliwość zasiedlenia innych planet.

być może badania nad płodnością człowieka w kosmosie pomogą nam uporać się z nowotworami? lub na odwrót…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

tango geodynama

nie jest to zagadka typu, kto pierwszy odpowie ten wygrywa – raczej pytanie rzucone w eter. od lat naukowcy wspominają, że Ziemię czeka przebiegunowanie, tj. zamiana biegunów magnetycznych, południowego z północnym. taka zamiana dzieje się na Ziemi co jakiś czas. „zmiany biegunów Ziemi są zdarzeniami losowymi – następowały po sobie w odstępach od 10 tysięcy do nawet 50 milionów lat. średnio zdarzają się co około 250 tysięcy lat, a ostatnie miało miejsce około 780 tysięcy lat temu.” [wikipedia]

w ostatnim czasie silnie maleje natężenie tego pola co skłania niektórych do obaw, że do przebiegunowania dojdzie w niedługim czasie, być może nawet za naszego życia. z kolei bardziej ostrożni naukowcy twierdzą, że zmiany jakie odczytujemy mogą być tylko chwilowe, i rozłożone na dłuższej skali czasowej mogą być jedynie fluktuacjami.

słońce zmienia swoje bieguny co 11 lat i obserwujemy wówczas jego wzmożoną aktywność. gwiazda ta jest zbudowana z gorącej plazmy (zjonizowanych gazów), w której zachodzą reakcje termojądrowe. z połączenia jąder wodoru powstaje jądro helu i jest źródłem wydzielenia się ogromnych ilości energii – sama korona, czyli powłoka słońca, ma temperaturę rzędu 2 milionów stopni Celsjusza, a temperatura jaka powstaje w jądrze gwiazdy to więcej jak 15 milionów stopni. jednak plazma to plazma, dość swobodny stan skupienia materii.

nasza Ziemia, w myśl założeń naukowców, to płynne jądro z żelaza. ruch płynnego jądra, jego konwekcja odpowiednio do ruchu obrotowego Ziemi, wywołuje elektryczne prądy wirowe a w efekcie jest źródłem ziemskiego pola magnetycznego. tam gdzie bowiem mamy przepływ prądu, zawsze mamy też do czynienia z polem magnetycznym. geodynamo, jak nazwano Ziemię, powoduje więc powstanie dwóch przeciwstawnych biegunów.

„modele matematyczne, budowane w oparciu o założenia dynama magnetohydrodynamicznego, przewidują zmiany pola magnetycznego oraz utratę jego charakteru dipolowego.” [Wikipedia]. dipol to układ dwóch biegunów, istnieją też inne rozkłady przestrzenne dla pola magnetycznego, wielopolowe, nie odkryto jednak jak dotąd jedynie monopolu czyli bieguna funkcjonującego pojedynczo.

pytanie brzmi – co stanie się z naszym ziemskim polem magnetycznym, w trakcie procesu przebiegunowania i czy wiąże się to ze zmianą kierunku ruchu płynnego jądra? wg mnie nie ma takiej możliwości. być może jądro Ziemi jest jednak inaczej zbudowane, niż sądziliśmy dotychczas, a pole magnetyczne ma w jego wnętrzu bardziej złożoną budowę??

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz