Powiśle, czyli różne rodzaje biedy

Powiśle, czyli różne rodzaje biedy

Ulica Solec – serce Powiśla. Dziś mieszkanie w tamtych okolicach jest jak najbardziej en vogue, ale w latach 30. to nie była dobra dzielnica. Może nie było już tak jak za czasów Prusa, kiedy to Wokulski zszedłszy nieopatrznie na dół, na Powiśle doznał wstrząsu światopoglądowego – czuł, że w ciągu kilku godzin, które spędził w nadrzecznej dzielnicy, zaszła w nim jakaś zmiana. Dawniej – dziesięć lat temu, rok temu, wczoraj jeszcze – przechodząc ulicami, nie spotykał na nich nic szczególnego. Snuli się ludzie, jeździły dorożki, sklepy otwierały gościnne objęcia dla przechodniów. Ale teraz przybył mu jakby nowy zmysł. Każdy obdarty człowiek wydawał mu się istotą wołającą o ratunek tym głośniej, że nic nie mówił, tylko rzucał trwożne spojrzenia. Każda uboga kobieta wydawała mu się praczką, która wyżartymi od mydła rękami powstrzymuje rodzinę nad brzegiem nędzy i upadku. Każde mizerne dziecko wydawało mu się skazanym na śmierć przedwczesną albo na spędzanie dni i nocy w śmietniku przy ulicy Dobrej. [B. Prus, Lalka]
Jednak w latach przed II wojną światową nadal były tu głównie niebogate kamienice, rzeźnie, warsztaty i niewielkie manufaktury, a między tym wszystkim gnieździł się gmin – lud pracujący miasta stołecznego Warszawy. Było biednie… A mimo wszystko wygląda jakby ładniej i bogaciej – jest tramwaj (podejrzewam że współcześni mieszkańcy byliby bardzo zadowoleni z takiego środka transportu), i wiadukt i widoczna za nim kamienica są ciekawiej wykończone – można powiedzieć „jest na czym oko zawiesić”. Mam wrażenie, że dziś jesteśmy bogatsi, ale nie zawsze duchem…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz