W październiku 2016, po trzyletniej przerwie ukazał się mój piąty zbiór wierszy Stacja pomiarowa. Wydawcą jest WBPiCAK w Poznaniu – oficyna, znana, o której nie ma potrzeby się rozpisywać. Cieszę się, że wydawnictwo zainteresowało się moim materiałem i że w końcu się ukazał. Miałem też zielone światło w trzech innych wydawnictwach, ale trzeba było dokonać trudnego wyboru.

Tomik można nabyć na stronie biblioteki (LINK). Chciałem go zaopatrzyć w ogólne motto na początku, ale pomyślałem o tym, kiedy matryce były już naświetlone i było za późno. Wklejam więc motto tutaj i niech to wystarczy za mój komentarz do wierszy – bo autor nie powinien komentować więcej niż to niezbędne. Motto jest z utworu Sinead O’Connor:

Listen to the man in the liquor store
Yelling „anybody want a drink before the war?”

Dorzucę jeszcze dwie noty, które napisano jako rekomendacje przed wydaniem książki:

„Rzeczy produkują rzeczy” można przeczytać w tytułowym utworze. Wiersze z tego tomu są przede wszystkim rzeczami, tj. przedmiotami, z którymi trzeba coś zrobić, aby zaczęły znaczyć; wpierw są obiektami artystycznymi, dopiero później jakiegoś rodzaju komentarzem. Stacja pomiarowa odbiera, rejestruje świat i podług sobie znanego algorytmu produkuje kolejne artefakty: wstęgi z wykresami, diagramy, ciągi liczb. Podobnie język Sławomira Płatka; jest zapisem kontaktu z rzeczywistością (nierzadko z trawersu przez nią, z podróży – fizycznej lub lekturowej), lecz nie stanowi jej jednoznacznej diagnozy. Liryka Płatka domaga się od czytających, aby sami zdecydowali, co chcą zrobić z poszczególnymi, zapadającymi w pamięć frazami, czy też większymi cząstkami: mogą im się przyglądać niczym w muzeum, mogą ich politycznie użyć, mogą wreszcie (gdyż nie jest to jedyne rozwiązanie) próbować zinterpretować.

(autor: Krzysztof Hoffmann)

Raport z codzienności, która, pozornie zwarta, tasuje pasaże rozkojarzeń. Chropawe rozbicia na progu urywków przejrzystości. Surrealizm jako test dla pojmowania, nazywania, znajdowania się w tym, co naiwnie zwiemy zwyczajnym dniem. Wiersze Płatka burzą się przeciw auto-definicji, formalnym stabilizacjom, pojęciowym ubezpieczeniom. Z wiersza na wiersz wysyca się, nabiera tempa, zbawczego rozedrgania,poszarpana pieśń. Pogruchotana, jednak spaja osad ech i kodów. One są blisko, są nasze, są w nas. Migają niemal bezbłędnie. Niejednorodna, podprogowa lawa, z niej wszystko i wszędzie. Czasem nawet moment, w którym „jesteśmy zdolni do bezbłędnego piękna”.

(autor: Kacper Bartczak)