OBSZAR NIEJASNY
Wyd. Fundacja Kultury Afront, Bukowno 2024
Redakcja: Olgerd Dziechciarz
Okładka: Konrad Kulman
Zdjęcia: Sławomir Płatek
Wybrane recenzje:
Piotr Gajda (Źródło: Hostel)
Tom wierszy nomadycznych, sytuujących się jednocześnie na kilku płaszczyznach, planach, poziomach. Ten podstawowy to Beskidy, pasmo górskie w Karpatach, z którego to rejonu wywodzą się korzenie rodzinne poety, na co dzień mieszkającego w Gdańsku. Dziedzictwo, przeszłość to kolejna warstwa tej książki. I wreszcie wędrówka, nie tylko po górach, opuszczonych siołach, lasach i polanach, ale przede wszystkim w głąb siebie (w dolinę porośniętą podobnie gęstym lasem, jak wzgórza). Stąd obszar niejasny jest tak samo rozgrywaniem w surowym krajobrazie własnej „słabości” (to również tytuł jednego z wierszy), jak i porzucaniem miasta („I jest tak, / jakby miasta nigdy nie było”), a nawet świata, którego „kaszel źle się czuje, zanika”. To liryczna teleportacja do miejsca skażonego przeszłością, która jak nowotwór, nacieka na przyszłość.
[…] Mieszkam w miejscu, które nazywa się „ostateczne
rozwiązanie kwestii łemkowskiej”. Kiedyś wieszali tam
ludzi za język. Myślę, że też nie chciałbym wracać lub oglądać
zdjęć, znowu wybaczać, skoro ziemia wybaczyła
i rodzi komu innemu. Jak ich kobiety i domy”.
Wspomniana w poprzednim akapicie nomadyczność wiąże się ze specyficznie pojmowanym stanem alienacji; wędrowiec to swojego rodzaju wyrzutek, który porzuca zaznajomione miejsce, żeby odnaleźć się w nowym, nieznanym. Dla Płatka podróż jest mitem. Podobnie poezja. Obie łączy transgresja, wywołująca psychodeliczną jakość doznań, wytwarzająca „Obszar nocy (który) odróżnia Być od znaleźć się”.
Wyjść
i iść.
Mijać. Mieć przed sobą
nie wiadomo ile. Byle
rozwijało się to w nieskończony
szereg przyczyn, których skutki dopiero
przechodzę, w nie brnę, przepracowuję
marszem, więcej: byciem w marszu.
To rodzaj odżywiania się
pośpiechem, grabieżą przestrzeni,
wpychanej w jakiś tłumok, w coś
w sobie […].
Czy poeta, który z definicji jest, kiedykolwiekbędzie w stanie się (siebie) znaleźć? Nie sądzę, ponieważ na tym polega każda poważna wyprawa przez życie. Na gubieniu się i próbie odnalezienia. To wyprawa bez końca.
[…] Żadnej Demoniki czy choćby Luizy,
Nawet Zabicia ciotki. Jest zabita chatka
i zadrutowana.
Robię dwa nieudane zdjęcia.
Są świetne, ale o tym dowiaduję się,
kiedy zapominam, o co mi chodziło.
Beskidy Płatka w obszarze niejasnym mimo niemal kronikarskiego, geograficznego wytyczenia ich współrzędnych zawierających miejsca i miejscowości tworzą przede wszystkim „krajobraz wewnętrzny”, odległy od „pocztówkowego” czy „przewodnikowego” rekwizytorium (sentymentalnego). To tło dla katharsis, dla uwalniania się od Gdańska, miasta, które poprzez swoją żywotność oddala poetę od śmierci, a więc paradoksalnie także od życia.
[…] Rozmowa z drewnem, kamieniem
jest trudna, wypluwa tandetną poezję śpiewaną:
materiał nie odpowiada ani echem, ani słowem,
jest martwy.
Wiersze z omawianego tomu odniósłbym do filozofii Alfreda Whiteheada, a więc do próby skonstruowania teorii symetrycznej między światem a Bogiem (tym od Kaina i Abla). Bóg, pozornie słabo obecny w obszarze niejasnym, zadomawiając się w ciele i w duszy podmiotu lirycznego, tym samym intencjonalnie wpływa na jego świat zewnętrzny i wewnętrzny. Język tej poezji – jak słusznie zauważa Maciej Melecki, autor blurba – stara się „[…] uchwycić to, co pomiędzy widzialnym a słownym, odbiorczym a kreowanym. Uwewnętrznienie staje się przez to zewnętrzną niejasnością […] by w efekcie stać się światem własnym, czyli jedynym”. Światem, w którym stwarzanie siebie przez doświadczanie umożliwia poecie scalanie wielości w jakąś jedność. Można uznać, że synteza dokonuje się tu zgodnie z zasadą nazywaną przez Whiteheada kreatywnością. Syntetyzowana wielość jest więc wielością relacji, w jakich zaistniałe zdarzenie (wędrówka po Beskidzie) sytuuje się wobec dokonanych już przeszłych zdarzeń.
Dom jest potrzebny,
żeby ze środka słuchać.
Nocą, jakby ze środka siebie,
pozostać sobą, w sobie […].
[…] Wszystko, co złe, pochodzi z ducha,
póki nie jest nakarmiony sytym,
pożywnym ciałem. Wtedy na chwilę
przestaje Wszystko widzieć,
o Wszystkim mówić.
Obszar niejasny, bo fragmentaryczny, składający się z powidoków i mar. Śniony w przedziale kolejowym podczas przemieszczania się z puntu A. do punktu B. Przez sam środek natury, przez jej transcendencję. Zapisany na zawsze w pamięć autora Awarii migawki, emblematyczny jak ów dzik z wiersza Pogranicze II, któremu Sławomir Płatek w swojej wersji opowieści pozwolił się „zantropomorfizować”, by „odtąd było znów jak dawniej”. A „dawniej” to przecież jest ten właśnie punkt, od którego się od siebie ucieka lub do siebie wraca.
Maciej Melecki (źródło: recenzja na okładce książki)
Sławomir Płatek swoim kolejnym tomem raz po raz udowadnia, że nie można go w żaden sposób przyszpilić, ująć w karby i ad hoc przyporządkować. Poezja Płatka opiera się bowiem na konieczności zmiany kursu języka i ewokowanej treści, jakby nieustannie przeczuwała groźbę zastoiny wypracowanego wcześniej idiomu. Obszar niejasny jest tego kapitalnym dowodem. Nie ma w tym przypadku mowy o czymś raptownie odmiennym lub o jakimś gwałtownym przeskoku. Chodzi raczej o wysadzenie z lekturowego siodła, zapewniającego wszak wygodne usadowienie, ażeby naruszać nawyki czy przyzwyczajenia. Każdy bowiem wiersz jest de facto przejściem granicznym. Autor nie jest po jednej czy po drugiej stronie, ponieważ obszarem jego językowej eksploracji jest właśnie to, co pomiędzy widzialnym a słownym, odbiorczym a kreowanym. Uwewnętrznienie staje się przez to zewnętrzną niejasnością. A wszystko, co nosi znamiona autentycznego przeżycia staje się językowym konceptem, gdyż dynamem tych wierszy jest to, co niepostrzeżenie się ze sobą zderza. Tylko permanentne rozbijanie tego, co na siebie nachodzi, może – paradoksalnie – przynieść scalenie, pochodzące na pierwszy rzut oka z różnych wymiarów, by w efekcie stać się światem własnym, czyli jedynym.
Krzysztof Mich (źródło: Facebook)
Odkąd pamiętam robiłem zdjęcia. Zawsze zdarzały się wśród nich takie, które w pierwszym odruchu chciałem wyrzucić, skasować. Nieodpowiednio ustawiona ostrość, złe kadrowanie, kiepsko wybrana przesłona. Cóż, każdemu to się może zdarzyć nawet jeśli zajmuje się fotografią wiele lat. Jeśli jednak po jakimś czasie przyjrzymy się takiemu zdjęciu bywa, że odkrywamy w nim jakąś tajemnicę albo drugie, głębsze dno czyli sedno. To trochę tak, jakbyśmy wracali pamięcią do odległych czasów i próbowali sobie przypomnieć flesze wspomnień z dzieciństwa, młodości, by odszukać w nich jakieś uniwersalne prawdy, coś co zakorzenia nas w naszej niejasnej czasem przestrzeni. Tego poszukuję też w poezji. Dzisiaj wpadła mi w ręce książka Sławka Płatka „Obszar niejasny”. Jestem już po jej lekturze i choć czytałem jego wcześniejsze wiersze to te naprawdę najbardziej do mnie przemawiają. Jako czytelnik autentycznie cieszę się, że trafiły w moje ręce. Odnajduję w nich atmosferę miejsc, w których kiedyś byłem, ludzi z którymi rozmawiałem i tę tęsknotę, nostalgię za czymś nieokreślonym co było i nie wróci. Nawet jeśli to nie są ci sami ludzie i te same miejsca to jednak czuję ten sam wiatr i deszcz na twarzy, a ich głosy wydają mi się znajome. Smakuję te wiersze naprawdę z przyjemnością i polecam je uwadze innych czytelników.
Krzysztof Kleszcz – adaptacja muzyczna dwóch wierszy pod beat:
Omówienie książki w Radiu Gdańsk, 4.03.2025
Z Dorotą Lińską-Złoch, poetką, rozmawiała Iwona Demska
Fragmenty:
To poezja naprawdę na najwyższym poziomie, bardzo wyrafinowana.
Sławomir Płatek w swoim kolejnym tomie udowadnia, że jest niedefiniowalny. Że potrafi zaskoczyć czytelnika, że jego poezja jest bardzo intelektualna, a jednocześnie daje dużo przestrzeni do myślenia. Bo cóż to jest „obszar niejasny”? Myślę, że nie możemy mówić o tej poezji w oderwaniu od szaty graficznej.
Czytając ten tom nie mamy wątpliwości, że serce, dusza autora, który jest Gdańszczaninem, sięgają na południe Polski.
„Pogranicze” – możemy je odbierać zarówno „rzeczowo”, poeta opowiada o pograniczu właśnie, które się gdzieś rozmywa, jak i o pograniczu ludzkiej duszy, ludzkich myśli, gdzie nie wiadomo dokładnie co jest jawą, co snem, co boli, co niekoniecznie. Ale przy okazji jest to bardzo konkretna opowieść o tym, że różni ludzie tu mieszkali, nie zawsze byli ze sobą, czasem stali naprzeciwko, ale ziemia pogrzebie każdego. Niezależnie od pochodzenia. Obszar niejasny – niedointerpretowany.
Mnie w tych wierszach zachwyca też to, że wielokrotnie jest przytaczana poezja. To jest też poezja o poezji, o tym, po co jest ta poezja, czym jest.
Mnie z kolei ujmuje związek autora z naturą. Wyraźnie widać, że Sławomir Płatek doskonale się czuje wśród drzew, łanów zboża, pagórków, że to jest jego żywioł, jego miejsce, być może jego jaskinia, w której rodzą się wiersze.
Tchnie z tych wierszy przywiązanie do miejsc na pograniczu, miejsc gdzie nie dociera zgiełk, pęd, nie ma nadmiaru techniki, jest proste życie. Poeta nie unika też tematów trudnych, ciężkich, to nie jest tak, że opowiada samą idylliczną historię. Są też rzeczy, które są smutne, ciężkie, bo rejony, które opisuje są rejonami nie wiadomo czyimi. Przez niektórych są opisywane jako odzyskane, przez niektórych jako utracone, więc to też jest bardzo ważne w tych historiach.
Link do pełnej audycji (17 minut):
Piotr Wiktor Lorkowski w podcaście „Nadmorze” obszernie recenzuje tomik. Fragmenty:
Jest to autor trudny do zaklasyfikowania i dlatego jego wiersze są warte lektury. Czas Pogranicza (…) bynajmniej nie minął, trwa w uwarstwieniach pamięci, ba – może krystalizuje się w nim sama istota Pogranicza jako tytułowego „obszaru niejasnego”, gdzie natura przykrywa coś, co archeologia nazywa warstwami kulturowymi. (…) Warto zauważyć, że dyskurs tego tomu idzie w poprzek mitów. Dwóch mitów. Pierwszy z nich ma charakter literacki. Zbudowali go ci, którzy bardzo ugładzonymi strofami, bardzo błyskotliwymi metaforami odmalowali beskidzkie pejzaże, „krainy łagodności”. Tym czasem poeta zauważa tutaj – i jest to tytuł wiersza – „należało to zrobić lepiej, gdzie pije wprost do Jerzego Harasymowicza. Równolegle bierze Płatek pod lupę modny ostatnio temat chłopski, mówiąc o nim nie omija biedy, nieszczęścia, utrudzenia i unika zarówno romantyzowania, jak socjologizowania.
Link do całości materiału audiowizualnego:
Nadmorze – podkast o poezji
Anna Dominiak, obszerna recenzja na portalu Gdańsk Miasto Literatury, fragment:
Ten świadomy dystans wobec patosu i folkloru zbliża poetę do autentyzmu i twórczości prymitywistów, dla których ważniejszy był kontakt niż kompozycja, ślad niż forma. Jednocześnie jednak Płatek nie wchodzi w rolę Nikifora, nie stylizuje się. Pozostaje pomiędzy: rejestruje i nie ingeruje. Może dlatego jego poezja wydaje się tak nieoczywista – ciągle w pół kroku, jakby nieskończona z wyboru.
Choć tematyka Łemkowszczyzny, pamięci i przemieszczania była już podejmowana przez wielu autorów, Płatek wnosi do niej coś istotnego – perspektywę osobistą, wolną od etnograficznego tonu i publicystycznych nut. Zamiast przywoływać dramaty z tezą, notuje coś, co się wymyka – pustkę po zdarzeniach, nieobecność obecnych. Nie chodzi tu o nową diagnozę, lecz o uważność, o zgodę na niedomknięcie, o zapis osobistej, nieco niepewnej wędrówki przez krajobraz, z którym znajduje jakiś wewnętrzny rezonans, w którym tyle przecież było – i może nadal jest, choć niewyraźne.
Link do całości – kliknij
Wywiad przeprowadzony przez Piotra Wyszomirskiego dla Gazety Świętojańskiej.
Oprócz rozmowy o obszarze niejasnym, pojawiają się także tematy wybrzeżowych środowisk poetyckich, krytyki artystycznej i kilka innych.
Link do wywiadu – kliknij

Mecenat: Cigarro Gdańsk
Patronaty medialne:
Radio Gdańsk


