Dzienniki rumskie 14

Jest! Jest już Fresh Market w Rumi-Janowie. Otwarcie ze dwa miesiące temu było huczne, czyli z hukiem. Hukiem okazało się odgrywanie z przenośnego „jamnika” Makareny i Kaczuszek, dzieci mogły rzucać piłeczkami do dziury (było z ośmioro dzieci), a dorośli dostali kubeczek jakiejś sałatki lub hot-doga.

W środku jest dużo miejsca. Półki są długie, produkty stoją po 3-8 egzemplarzy obok siebie, żeby nie było pusto. Drogo. Zastanawiałem się, jak sobie poradzą z konkurencją panie gruba i chuda. O grubej nic nie wiem, bo nie chodzę (zawsze ma do mnie o coś pretensje). Chuda zamiast zrobić wszystko o złotówkę taniej i wzbogacić asortyment, utrzymała ceny i wybór (niezły, ale niewystarczający), zwolniła, jak mi się wydaje, jedną sprzedawczynię i skróciła godziny otwarcia w niedzielę. Czyli popełnia samobójstwo.

We Fresh Markecie panie powoli, bardzo powoli przyswajają sobie podstawowe czynności związane ze skasowaniem towaru i przyjęciem gotówki. „Zaprzyjaźniają się” też z klientami, to znaczy skracają dystans i robią swojski klimat. Np. jak mówię, że chciałbym zapłacić kartą, odpowiadają „i co z tego”.

Asortyment dopiero poznaję. Ostatnio widziałem „jaja od kur, które chodzą tam, gdzie chcą”. Popadłem w nastrój refleksyjny, nawiedziły mnie pytania i rozterki – gdzie też może chcieć iść kura w tej nieograniczonej wolności, którą gwarantują jej pożeracze jej jaj. Co za piękna zbitka! Jej jaj.

Wyobraziłem sobie szalone przygody z gatunku płaszcza i szpady, których doświadczają Wolne Kury, choć są to przygody całkiem mi obce w swej naturze. A to wszystko dzieje się w Rumi! Zrządzenie losu!

Kupiłem paczkę jajek. Przyciąłem krzaki w moim ogródku, bo zagradzały już pół chodnika. Krzaki pełnią rolę buforu. Co piąty śmieć rzucany z chodnika do mojego ogródka nie dolatuje, odbijając się od tych krzaków. Celowo je zapuszczam. Poza tym trochę mniej mnie widać z ulicy. A Rumianie lubią postać pod oknem, pogadać o Fresh Markecie i pogapić się w to okno.

Za to muszę powiedzieć, że obok Fresh Marketu jest apteka, którą także niedawno zreformowano i polubiłem tam chodzić. Żal bierze, że raczej zdrowy jestem, bo apteka nabrała zupełnie nieprzewidzianych walorów i zacząłem ją darzyć specyficznym sentymentem. Mam nawet pewne fantazje na tematy farmaceutyczne. Życie zaskakuje.

3 myśli na “Dzienniki rumskie 14”

  1. o, kury bardzo lubią chodzić tam gdzie chcą i czynią to stale. w zwiazu z tym zdarza się później takich kur poszukiwać tu i ówdzie, najczęściej znajdując tylko smętną garstkę piórek i dramatycznie udrapowaną (ze wzgledu na zbitkę) łapkę, bo „tam gdzie się chce” czai sie równeż wiele niebezpieczeństw i czyhają potwory.

  2. W Chełmie otwarto Kaufland, niedługo otworzą Mc Donald, Europa w zasięgu, tylko czemu płace jakby z innej epoki.

Komentarze zostały wyłączone.