Na szczęście można zwalić na Smudę

Niechże ktoś to wreszcie powie. Możemy do usranej śmierci szukać trenera (selekcjonera), który zrobi z reprezentacji Polski wielką reprezentację. Ale to gówno prawda. Mamy po prostu słabych piłkarzy. Engel, Wójcik, Janas, Beenhakker, to byli ponadprzeciętni selekcjonerzy. Dokonali cudów, żeby wyjść z grupy. Być może Smuda też dałby radę awansować w normalnych eliminacjach. Fornalik jest „zwykły”, cudów nie dokonał. Mamy więc obraz, jak wygląda reprezentacja Polski w piłce nożnej, bez cudów. Jest do dupy. Mamy bardzo złych piłkarzy, z których przy odrobinie szczęścia, w sprzyjających okolicznościach i ciężkiej harówie selekcjonera można wydobyć chwilowe momenty chwały, ale one są grubo powyżej realnych możliwości. Kiedy przychodzi do mistrzostw, widać co naprawdę jest warta ta grupa kopaczy. Reprezentacja Hiszpanii, Francji czy Brazylii to 20 (licząc ze zmiennikami) graczy klasy (minimum) tej co Lewandowski i Błaszczykowski. Zwykle wyższej, to jest poziom MINIMUM. A więc, gdybyśmy mieli wszystkich 11 na boisku tak dobrych, jak ci dwaj – wtedy gralibyśmy dopiero jak równy z równym przeciwko tym, którzy wychodzą z grupy. I moglibyśmy przegrać, bo jak gra równy z równym, to jeden z nich przegrywa. Ale my mamy tylko dwóch. Dwóch na poziomie minimum. Bo poziom liczy się od Lewandowskiego w górę, a nie w dół. Lewandowski jest w Polsce geniuszem, ale na świecie jest zwykły. Od poziomu 1/8 finału na każdej imprezie wszystkie reprezentacje składają się z samych Lewandowskich lub lepszych. Żebyśmy mieli choć to minimum. Ale nie mamy.

Smuda był naprawdę dobry. To nie selekcjonerów mamy do dupy. To reprezentacja jest do dupy. Trudno to przełknąć, bo selekcjoner to „on”, a reprezentacja to „my”. Jak się umówimy, że selekcjoner nawalił, to znaczy, że jakiś palant zepsuł „nam” wszystko. Jak się umówimy, że reprezentacja nawaliła, to znaczy, że „my wszyscy” jesteśmy do dupy, bo nasi najlepsi przedstawiciele nie dali rady.

Otóż, powiedzmy to wreszcie – jesteśmy do dupy. I musimy się bardziej postarać. Bo inaczej wszystko, od gospodarki przez kulturę do piłki nożnej – nie będzie się nam udawało, dokładnie tak jak dotąd. Sorry.

Nie, no przecież, cholera jasna, wszystkiemu winny jest Fornalik i Smuda 😉

Już lżej, nie? 🙂

2 myśli na “Na szczęście można zwalić na Smudę”

  1. Poniekąd masz rację, ale jeżeli mecz trzeba koniecznie wygrać a trener ustawia drużynę 4-5-1, no to nie trzeba być wielkim znawcą futbolu żeby się temu sprzeciwiać.Jeden fakt jest niezaprzeczalny, trudno będzie powtórzyć sukcesy Górskiego, Gmocha i Piechniczka.

    1. racja, ciężko będzie jak cholera. boniek i lato w tamtym czasie byli lepsi od błaszczykowskiego i lewandowskiego obecnie. a do tego mieli krótsze nazwiska, kurde, czemu oni są tacy rozwlekli literowo! 😉

Komentarze zostały wyłączone.