Jak zawsze, piszę subiektywnie. Czyli po prostu moje zdanie. Zaznaczam to, bo po podobnym wpisie sprzed roku poeta B., który ma na moim punkcie coś, popłakiwał, że wpis był subiektywny. Uprzedzam więc, że ten też jest subiektywny, jeśli ktoś chce zacząć popłakiwać, to może już zacząć, bez czytania.
Najlepsza impreza literacka, na jakiej byłem w 2013 (licząc wszystkie, duże i małe): Miasto Poezji w Lublinie, następnie Festiwal im. Karczewskiej w Kaliszu. 3 – Puls Literatury w Łodzi (spadek o jedną pozycję, Kalisz wygrywa).
Najgorsza (j.w.): Literaturomanie w Gdyni. Hermetyczna, koturnowa, medialna i nudna. Tam się nic nie dzieje, jak w polskim filmie.
Nowe zjawisko roku: z tych, o których wiem – powstanie grupy Nowy Bruk.
Andron roku: orzeczenie Filipa Fidlera (recenzja w Odrze), że wiersze Podlipniaka to mieszanina Honeta z Sosnowskim.
Zaskoczenie roku: najbardziej zaskoczyło mnie to, że Michał Rusinek jest zaskoczony nominacjami do nagrody im. Szymborskiej, które podobno były zaskakujące dla wszystkich innych zaskoczonych.
Odkrycie roku: brak.
Debiut roku: Rafał Krause – PAMIĘTNIK Z POWSTANIA (ale w przeciwieństwie do 2012 – nie przeżyłem jakoś wrażenia zalewu świetnych debiutów, jest rozczarowująco). Poza tym naprawdę zaciekawił mnie Maciej Taranek, ale tu czas zagra chyba jeszcze większą rolę niż i tak gra we wszystkich debiutach.
Najlepszy tomik roku: tu też jest średnio. Może zamiast „najlepszy” powiem inaczej. Zdziwiło mnie pozytywnie (pomimo złego zdania, jakie mam o wydawcy) 15 listów Marka Wawrzkiewicza. Również pozytywnie jestem zaskoczony książką Bębny Jerzego Suchanka, a już zupełnie zachwycony – książką Poezja na co dzień Lucyny Skompskiej. Ale te dwa ostatnie, to zbiory wydane parę lat temu. Po prostu czytałem je w tym roku.
Szansa roku: No chyba jednak mimo wszystko Szymon Domagała-Jakuć. Jego przyszłość w poezji może być znacznie ciekawsza niż jego (niezły zresztą, ale trochę sfuszerowany) debiutancki tomik.
Pomyłka roku: Wiersze xiędza Jerzego Hajdugi. Bardzo chciałem uwierzyć, że w końcu jest jakiś xsiądz, który jest dobrym poetą i znowu nic. Pozostanę niewierzący w xsięży. I kategoria powiązana:
Paskudztwo roku: nieustające zapotrzebowanie na „zagajewszczyznę”, poetów-mędrców w stylu Coelho. Jak się okazuje droga do nagród i stypendiów wciąż prowadzi właśnie przez zagajewszczyznę. Wybaczcie – w tym punkcie bez nazwisk.
Smutek roku: Chcieliśmy wydać drugi tomik Kuby Sajkowskiego, ale zabrakło kasy i Kuba umówił się z innym wydawcą. Gratuluję wydawcy, to świetna książka. Za rok napiszę, że to był jeden z najlepszych zbiorów poezji w 2014.
Czarny koń roku: Pewien młody poeta z Gdańska. Jak przyjdzie pora – napiszę kto to.
Najlepsza „część nieoficjalna”: impreza po Czerwonej Róży w Gdańsku. W ogóle w Gdańsku dużo się dzieje, był świetny roczny cykl spotkań. Mam nadzieję, że będzie kolejny.
Najfajniejszy człowiek roku: Andrzej Szaflicki. Rok obfitował w fajnych ludzi.
Najpiękniejsze miasta w Polsce: Lublin i Toruń.
„Nie rozumiem” roku: Nie rozumiem wierszy Witolda Wirpszy.
„Nie rozumiem, ale…” roku: Ale Mikołów robi tak czy inaczej dobrą robotę.
Ogólne podsumowanie: w skali Polski – dużo mniej ciekawie niż rok temu. Raczej blado, raczej mdło. W skali lokalnej (Trójmiasto) – skok jakościowy do przodu. Rok temu było na tym polu drętwo, w 2013 – kolorowo i zaskakująco. Wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek. Do zobaczenia.
Co do najlepszej imprezy literackiej na jakiej byłem – Lublin Miasto Poezji – wzmacniam anons również moim subiektywnym odczuciem najlepszości, a że to była jedyna impreza literacka, na jakiej byłam, mój subiektywizm sięga zenitu.
Najpiękniejsze miasto – Lublin. Wzmacniam wybór takoż, z powodów analogicznych 🙂
dzięki za odzew.
uwaga, (to do wszystkich), tu naprawdę istnieje opcja komentarzy. 🙂