Dzienniki rumskie 4

 

Moi sąsiedzi są nowoczesnymi rumianami. Zamiast przestarzałej metody chodzenia pieszo (toż to archaiczne!) do śmietnika, wybierają drogę transportu powietrznego. To znaczy nie latają ze śmieciami, tylko same śmieci latają. Nie zawsze dolatują do śmietnika, może psuje się samonaprowadzanie, w każdym razie worki ze śmieciami dość regularnie lądują w moim ogródku, przypuszczam, że powodem jest grawitacja. Możliwe, że po prostu ktoś nie uwzględnia jej w obliczeniach i stąd worek śmieci spuszczony z któregoś tam piętra spada pionowo na ziemię. Zresztą, jeśli coś wbrew planom niespodziewanie spada na ziemię, to nie musi być wypadek, to może być zamach.

Śmietnik zresztą do niedawna stawiał opór. Mianowicie mały budyneczek z pojemnikami zamykano na klucz. To zniechęca do wynoszenia śmieci, jeśli nie ma się tego klucza. Później okazało się, że nie, nie zniechęca. Pod budką z pojemnikami zaczęły się zbierać góry pękatych worków. Po jakimś czasie w ogóle ludzie przestali za sobą śmietnik zamykać, drzwi wiszą na oścież, co nie jest jednak szczególną zachętą do pokonania ostatniej prostej. Wory nadal zalegają pod budyneczkiem śmietnika, metr od pojemników w środku.

Latem lokalne pijaczki stoją sobie w „pomieszczeniu” między segregatorami i wypełnionymi kontenerkami, popijając co bądź. Taki osiedlowy pub. Cuchną gorzej niż zawartość pojemników, więc to śmieci mogą czuć większy dyskomfort w towarzystwie pijaczków niż pijaczki w towarzystwie śmieci.

Zimą jest lepiej. Śnieg przykrywa czasem ulice, ogródki, a libacje przenoszą się w mniej przewiewne miejsca.

Poza tym nie jest źle.

Czytam obecnie:

Barbara Klicka – same same

Lucyna Skompska – Poezja na co dzień

Andrzej Bieńkowski – 1000 kilometrów muzyki

2 myśli na “Dzienniki rumskie 4”

  1. mój sąsiad regularnie wrzuca mi na ogródek : ogórki kiszone, pomarancze rozdeptane waciki w wersji hurt, butelki po wódce, plastikowe wiaderka a dziś nowość: tabletki do zmywarki!

Komentarze zostały wyłączone.