W najnowszym numerze...

Samuel Menashe

Samuel Menashe jest bohaterem jednego z najbardziej niezwykłych wydarzeń w moim życiu. W marcu 2010 roku wypożyczyłem z biblioteki w moim miasteczku w dolinie rzeki Hudson małą książeczkę nieznanego mi autora. Tym autorem był właśnie Samuel Menashe. Większość wierszy była bardzo krótka, kilka linijek zaledwie. Nic dziwnego, że, jak później przeczytam, Menashe żalił się, że urodził się w złej epoce bo Allen Ginsberg i jego kumple z „beat generation” spopularyzowali poezję gadatliwą, rozlewną, a poeci konfesyjni tacy jak Robert Lowell czy John Berryman też nie należeli do grona poetów lakonicznych.

Parę dni później, z książką Menashe'a w plecaku, znalazłem się w nieistniejącej już księgarni Barnes & Noble na rogu Broadway i 67 ulicy, gdzie, jak zwykle, zawędrowałem do dwóch półek z poezją. Tym razem miałem towarzystwo. Niski, śnieżnowłosy starszy mężczyzna nerwowo czegoś szukał na półkach. Powtarzał, że to niemożliwe, że nie ma, a powinno być. Chodziło mu o książkę, którą sam napisał. Poprosiłem go o pierwszą literę nazwiska. M. Na samym dole, zabłąkana pomiędzy dwoma tomikami Zagajewskiego, stała jedna skromna książeczka autorstwa Samuel’a Menashe'a. Staruszek bardzo się ucieszył, a ja nagle miałem moment olśnienia! Ta sama książka była ładunkiem w moim plecaku. Oczywiście szybko podzieliłem się tym zbiegiem okoliczności z autorem książki. Do tamtej pory nie miałem okazji poznać zbyt wielu poetów. Menashe zareagował w sposób, którego się nie spodziewałem. Powiedział, że muszę kupić jego książkę, a on napisze w niej dedykację dla niespodziewanego miłośnika swoich wierszy. Tak też się stało. Dał mi też swój numer telefonu, na wypadek gdybym chciał kiedyś pójść na jego wieczór autorski. Zwlekałem z zadzwonieniem, nie wiedząc co mógłbym powiedzieć, a za parę miesięcy było już na dzwonienie za późno. W The Economist przeczytałem nekrolog poety, podkreślający, że był pierwszym i jak dotąd ostatnim laureatem nagrody dla „zapomnianych mistrzów” przyznawanej przez Poetry Foundation. Jak pisał Menashe? Porównywano go do Williama Blake’a i do Emily Dickinson. Z zachowaniem wszystkich należnych proporcji, chyba nie bez podstaw. Oto kilka przykładów jego wierszy.

 

Nożyce

Ostrz dowcip w głowie
W każdej połowie
Na czas przymknięcia
Nożyc do cięcia

Strzyż wełnę sprawnie
Przy samej skórze
Obróć w żart jagnię
W kusej fryzurze

 

A swoją drogą, czy ktoś wie skąd się wzięło nasze polskie powiedzenie „cięty dowcip”? Krytycy chwalili wiersze Menashe'a za wyjątkową kompresję słów i obrazów. Dwie miniaturki pod spodem mogą być adekwatną wykładnią tej tezy.

 

Wodospad

Woda się rozpada
W powietrzu gdy spada
Rozwiewa jak włosy
Światło się układa
W pasemka jak fale
Spadającej wody
Ściana stoi dalej

 

Ptaki

Stadko małych łodzi
na cumach przy brzegu
Brodzi w płytkiej wodzie
Krzywiąc głodne dzioby

 

Kilka słów o karierze, a raczej jej braku, tego ciekawego autora. Menashe znalazł się w Europie w 1944 roku, na sam koniec wojny światowej. Został potem w Paryżu na kilka lat, kończąc studia na Sorbonie. Jak sam wielokrotnie powtarzał, nigdy nawet nie myślał, że zostanie poetą. Próby wydania wierszy w rodzinnym Nowym Jorku kończyły się niepowodzeniem. Doceniono go w Anglii i w Irlandii, gdzie ukazała się jego pierwsza książka, o której bardzo przychylnie wypowiadał się taki autorytet sceny krytyczno-poetyckiej lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku jak Stephen Spender, który porównywał „czystość” języka w wierszach Menashe do diamentów. Podobne metafory znaleźć można w ocenach innych krytyków, dla których poezja Menashe'a to „sztuka jubilerska.” Niezależnie od tych pochwał, gdyby nie skromna książeczka wydana by ocalić od zapomnienia tego „zapomnianego mistrza” byłby Menashe jeszcze mniej znany lub, gwoli ścisłości, zupełnie nieznany. Myślę, że uśmiechnąłby się szeroko gdyby wiedział, że kilka z jego wierszy dostało szansę na kilka minut z czytelnikami w kraju, z którego pochodzili rodzice poety. Poeta żyje tak długo jak ktoś czyta jego wiersze.

 

Zachodni wiatr

Jedna ręka zimna
A druga gorąca
Ta przewraca kartki
A tamta jest śpiąca
Gdy tak w łóżku leżę
Wczytując się w wiersze...
Pamięć przypomina
Ten lubisz najwięcej
Który właśnie czytam
Zdrętwiały mi ręce

Janusz Solarz

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.