W najnowszym numerze...

Elaine Equi

Elaine Equi urodziła się na zachodnich przedmieściach Chicago, w Oak Park, w 1953 roku. Ukończyła studia magisterskie na Columbia College, także w Chicago, gdzie pracowała przez kilkanaście lat po zdobyciu dyplomu prowadząc warsztaty poetyckie. W tej chwili Equi mieszka i pracuje w Nowym Jorku, gdzie uczy w programie kreatywnego pisania przy New School University. Jak sama podkreśla, cieszy ją to, że “jej wiersze są dość przystępne,” tym bardziej, że jej czytelnicy “to mieszanka ludzi o zainteresowaniach literackich i laików.” Wśród najważniejszych inspiracji, Equi wymienia surrealizm, poezję konkretną i klasyczną poezję z Chin. Nalega, że jej wiersze nie są “mało wyszukane, a raczej napisane w przewrotny, bezpośredni, minimalistyczny sposób.”

Na zapytanie czy wyraziłaby zgodę na to by wydrukować kilka z jej wierszy w Polsce, odparła potwierdzająco i bardzo szybko. Podzieliła się też tym, że właśnie kupiła angielskojęzyczny wybór wierszy Ryszarda Krynickiego, przetłumaczonych przez Clare Cavanagh dla wydawnictwa New Directions. Wybór ten zbiera znakomite recenzje za oceanem. Equi jest kolejną amerykańską poetką, która wie sporo o polskiej poezji!

Wybrałem dziś dla czytelników Salonu Literackiego wiersze, które mi się podobają, jak zawsze. Jednak tym razem są wśród nich wiersze dość nietypowe, odzwierciedlające eksperymentatorskie ciągotki Elaine Equi. Te wiersze to krótkie, oszczędne komentarze na temat przeróżnych fotografii. Zaciekawiły mnie i przypadły do gustu. Oczywiście jest też kilka bardziej “tradycyjnych” utworów, równie ciekawych. Mam nadzieję, że przyjemność tłumaczenia tych wierszy przełoży się w przypadku czytelników na przyjemność czytania.

Janusz Solarz

 


 

Duchy i moda

Choć jest już pozbawiony ciała,
które należy przykryć by nikogo nie gorszyć,
duch musi brać pod uwagę modę —

musi ubrać swoją niewidzialność
jeśli ma się ”pokazać” wśród ludzi.

Niektóre tradycyjne duchy
preferują prosty całun —

togę z ektoplazmy,
która wiruje wokół nich
w stylu Isadory Duncan.

Inne wybierają lżejsze wersje
dobrze im znanych podkoszulków i dżinsów.

Pewnie dlatego, że są formami myśli,
mogą zmieniać swoje stroje w mgnieniu oka —

a jeśli należą do grona naszych bliskich,
to my ich ubieramy tak jakby były
lalkami z rewirów pamięci.

 

Szósta Aleja, zieleń z odrobiną błękitu

Jakże bardziej zielona
jest farba od trawy,
a szczególnie w zimie

 

Monolit

pogodny stoicki epos
przytulna korporacyjna rekonwalescencja
pusta retoryka złotych sztab
wszechmogąca i gładka

 

Oda do nieuwagi

Podsuń mi coś
na co nie muszę zwracać uwagi
i jestem w siódmym niebie.

Niektóre rzeczy
stają się lepsze
gdy się je zaniedba —

rosną gdy myślimy
o czymś innym.

Są jak dziwny, dziki kwiat,
który nie dba
o komplementy.

Dobrze jest też zatracić się
w prostych obowiązkach,
które nas zupełnie nie obchodzą.
Mówi się: „Kocham cię do utraty zmysłów”
co znaczy, poniekąd, gwoli ścisłości,
że nie zwracam na ciebie uwagi.

 

Wilki od Świętego Serca Jezusa

Zostawcie to ulicznym sprzedawcom
w Nowym Jorku, a zbudują kapliczkę
z tego, co było pod ręką

przeznaczając miejsce przy stole
dla zwierzęcej i boskiej natury,
symbolicznie łącząc je
parą kwietnych kandelabrów.

 

Koty, teraz i na wieki

Wyrafinowana kocia para drwi sobie z burżuazyjnych ról gender
i z wartości literackich na długo zanim nastały czasy YouTube.

 

Telefon z Antyku

Patrząc na polaroidy Mapplethorpe’a, dowiaduję się,
że lubił buty oraz męskie i damskie pachy i krocza,
podgolone jak i nie — owiewające aparat niezłym smrodkiem.
Ale najlepsze są jego zdjęcia najzwyczajniejszych telefonów,
które zdają się emanować aurę oczekiwania, tak jakby już
zaraz jeden z tych wspaniałych, milczących nagich mężczyzn
ze zdjęcia miał zadzwonić. Można by podnieść słuchawkę
i usłyszeć zniekształcone głosy starożytnych Greków i Rzymian
rozprawiające o czymś z zapałem. Ale nawet gdy milczy,
taki telefon to organ płciowy — kutas uśpiony w swojej kołysce.

 

Martwa natura #1

Spójrz głęboko w jagodowe oczy śniadania.

 


 

Prawa autorskie do wierszy: Elaine Equi
Prawa autorskie do zamieszczonych tłumaczeń: Janusz Solarz
Wiersze oparte na fotografiach ukazały się oryginalnie w miesięczniku Poetry.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.