W najnowszym numerze...

Jednym z założeń przyświecających powstaniu mojej rubryki w Salonie Literackim była chęć prezentacji polskim czytelnikom współczesnych poetów amerykańskich. W wytycznych Redakcji dotyczących numeru wakacyjnego pojawiło się jeszcze jedno założenie, a mianowicie to, że materiały opublikowane w podwójnym lipcowo-sierpniowym wydaniu witryny Salonu Literackiego mają nawiązywać do egzotyki. Moja propozycja, kilka wierszy Emily Dickinson, musi się wydać problematyczna, bo można bez większego ryzyka twierdzić, że Dickinson, zmarła w 1886 roku, nie jest współczesna. Po drugie, po książkowych publikacjach tłumaczeń jej wierszy, które wyszły spod pióra Kazimiery Iłłakowiczówny, Stanisława Barańczaka, Ludmiły Marjańskiej i Andrzeja Szuby trudno ją uważać za autorkę egzotyczną dla polskiego czytelnika.

I to właśnie od tłumaczeń, zanim przejdę do wyłuszczenia jak rozumiem egzotykę Dickinson, chciałbym zacząć obronę współczesności tej amerykańskiej poetki. Barańczak uzasadniał swoją decyzję tłumaczenia wierszy Dickinson impulsem antagonistycznym, to znaczy swoim brakiem aprobaty dla tłumaczeń autorstwa Iłłakowiczówny. I rzeczywiście tłumaczenia tej ostatniej trącą nieco myszką, obfitują, na przykład, w anachroniczne zdrobnienia, które przemieniają Dickinson w pruderyjną pensjonariuszkę skrępowaną konwenansami epoki wiktoriańskiej. Barańczak uważa Dickinson za poetkę nowoczesną, którą należy tłumaczyć mając na uwadze rewolucyjne, jego zdaniem, zmiany formalne wprowadzone do poezji polskiej przez Cypriana Kamila Norwida, bowiem zmiany te odzwierciedlają radykalną transformację dykcji poetyckiej w twórczości Dickinson. Tyle tylko, że Barańczak wcale tego nie robi, pozostając wierny dykcji własnej poezji, wprowadzając do swoich tłumaczeń, by nie być gołosłownym, karkołomne przerzutnie tak częste w jego wierszach, a prawie zupełnie nieobecne w wierszach Dickinson. Są to tłumaczenia odważne i egzotyczne, a poetka, którą otrzymujemy w przekładzie powinna się nazywać Dickińczak. Tłumaczenia Marjańskiej są najsolidniejsze, oparte na starannej lekturze oryginału, ale pozbawione tego błysku, który charakteryzuje prawie wszystkie wiersze Dickinson i wiele tłumaczeń Barańczaka. Niestety nie znam tłumaczeń Andrzeja Szuby, choć fakt, że jest poetą i anglistą dobrze im rokuje. Wydaje mi się, by zakończyć ten fragment mojego wywodu, że nowoczesność Dickinson, usankcjonowana przez Barańczaka, jak i to, że ciągle przemawia do osób pragnących spolszczyć jej wiersze to wystarczające powody by „proklamować” współczesność jej poezji.

Egzotyka to inna para kaloszy. Moje pierwsze świadome spotkanie z egzotyką miało podłoże handlowo-towarzyskie. W połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, udałem się z kumplem, dumnym właścicielem akwarium, na zakupy. W sklepie noszącym nazwę EGZOTYKA można było kupić kolorowe rybki z tropików, nieobecne w naszych zimnych rzekach i jeziorach. Każdy nastoletni właściciel akwarium chciał mieć w swoim „akwenie” kilka egzotycznych egzemplarzy i z reguły dopinał swego. Tyle tylko, że obecne w większości „kolekcji” egzotycznych rybek, te rybki przestawały być egzotyczne. Większe zainteresowanie wzbudzał, jak pamiętam, świąteczny karp, który pływał w wannie mojego nowohuckiego M-3, bo nikt nie miał go serca zabić. Co z tego wynika? To otóż, że egzotyka to temat śliski jak ryba. Coś jest egzotyczne jeśli jest rzadkie, nietuzinkowe, niespotykane i pochodzi z dalekich miejsc. Symptomatycznie, żadne  z tych określeń nie ma wartości absolutnej. Rzeczy rzadkie często stają się tuzinkowe. To co jest niezwykłe, a więc egzotyczne, dla jednej osoby, może być rutynową sztampą dla innej. Odległości też są coraz bardziej umowne i nie można ich mierzyć wyłącznie w kilometrach. Weźmy za przykład dwóch hipotetycznych polskich arystokratów z osiemnastego wieku. Jeden z nich szuka egzotyki wśród peruwiańskich Indian, a drugi ją znajduje wśród pańszczyźnianych chłopów z terenów jego własnego latyfundium. Czym wobec tego jest egzotyka?

Po pierwsze, egzotyka jest dzieckiem wyobraźni, wynikiem umiejętności innego patrzenia na rzeczy często pozbawione egzotyki. Jako taka, egzotyka „zawiera” moment olśnienia, chwilę odkrycia, zdanie sobie sprawy, że natknęło się na coś, niech to będzie myśl lub jakieś zjawisko zewnętrzne, co staje okoniem wobec naszych przyzwyczajeń i utartych sposobów myślenia. Po drugie, egzotyka nie jest całkiem dziełem przypadku, nie przytrafia się jak ślepej rybie plankton, wymaga równocześnie pewnego stopnia świadomości pewników w świecie, który nas otacza jak i spontanicznego wysiłku, który, by sprawę skomplikować jeszcze bardziej, nie może się zamienić w planowe, systematyczne poszukiwanie egzotyki (lub oryginalności). To wymusza potrzebę potwierdzenia, że coś jest „egzotyczne”, konieczność ekspertyzy i, niestety, normalizacji tego co było egzotyczne i w rezultacie przestaje nim być. Co  z tego wynika, po trzecie, to to, że egzotyka, nawet jeśli istnieje, jest efemerydą, mirażem, który pokazuje się i znika, chwiejnym obrazem widzianym przez mgłę przez obserwatorkę, która nie może być pewna przedmiotowości swojego własnego istnienia. Właśnie o tym jest, jak mi się wydaje, ten wiersz Emily Dickinson:

 

870

Akt pierwszy to coś znaleźć,
Drugi, dać temu zginąć,
Trzeci, przez morskie fale
Po „Złote Runo” płynąć

Akt czwarty, bez Odkrycia –
Piąty, Załoga znikła –
Na koniec, z Runa nici –
I Jazon – też – nie istniał –

 

Wielce to pesymistyczny wiersz, bo egzotyka jawi się w nim jako zgubne złudzenie, a poszukując jej, nie znajduje się nic i traci się siebie. Z drugiej strony, jeśli ktoś mógłby zostać uznany za posiadacza predyspozycji do szukania i znajdywania egzotyki, jest tym kimś poeta:

 

448

Oto Poeta – Wysnuwa
Treści fantastyczne
Ze zwyczajnych Czuwań –
Wonie eteryczne

Z gatunków pospolitych,
Które u Drzwi więdną –
A których Nam uchwycić
Nie dano – poprzednio –

On zna Obrazów mnóstwo –
Właśnie On – Poeta –
Bezgraniczne Ubóstwo –
Nas trapi – niestety –

Bezwiednie – nieco – uszczknąć –
Nic nie zauważy –
Sam sobie – jest – Fortuną –
W miejscu – poza Czasem –

 

569

Szanuję – jeśli już to robię –
Poetów – Potem Słońce –
A po nich Lato – Niebo z Bogiem
I na tym – Listę kończę –

Lecz w retrospekcji – to Poeci
Mogą Ogarnąć Całość –
A Reszta – zbędny Cyrk – jak leci –
Tylko – Poetom – Chwała –

Ich Lato – cieszy przez Rok Cały –
I tak ich Słońca wschodzą,
Że Wschód – wydaje się za mały –
A jeśli jeszcze spłodzą –

Dla Tych, którzy Ich czczą jak Bóstwa –
Niebo – Inne, Piękniejsze –
Ale to Łaska raczej pusta –
Gdy Sen się spełnia wierszem –

 

Ale, jak Dickinson podkreśla w następnym wierszu, egzotyka nie jest czymś, co istnieje obiektywnie, w szerokim świecie, na zewnątrz:

 

451

To co na Zewnątrz – z Wnętrza
Czerpie treść, by się Zwiększać –
To Książę albo Karzeł,
Tak jak Nastrój rozkaże –

Subtelna – niezmienna Oś,
Która w ruch Koło puszcza –
Choć – obrót Szprych – wabi wzrok –
I błoto – w krąg – rozrzuca.

Wnętrze – barwi, co z Wierzchu –
Choć Pędzlem farb nie kładzie –
Wyciska swoje Piętno –
Dokładnie – na obrazie –

Na Sztalugach – w Krwiobiegu –
Policzek – Skroń być może –
Nieznany Oczom – szczegół –
Odbicie Gwiazd – w Jeziorze.

 

Poza tym, egzotyka, nie jest czymś czego należy szukać w dalekich krajach i jeszcze dalszych czasach:

 

624

Wieczność – to Teraz w milionach –
To nie jest inny czas –
Tyle, że jest Nieskończona –
Jak Dom ogarnia nas –

Z dni – które płyną Tu –
Przesuńmy Daty – Tam –
I wstaną mgły z Miesięcy stu –
Lata – z oddechów Lat –

Bez Sporów – bez Wahań –
Bez Dni na kolanach –
Nie byłyby Nasze Lata
Różne od Lat Pana –

 

Po drodze, w tym „egzotycznym” credo dotyczącym roli poety, Dickinson określa wyraźnie czego poeta powinien się wystrzegać:

 

709

Druk – to zwykłe Frymarczenie
Myślami Poety –
Bieda jest – wytłumaczeniem
Tak podłej tandety

To czcza gadka – że – wolimy
Na Strychu splajtować
Śnieg oddając – Twórcy Zimy –
Niż w Śnieg – inwestować

Myśl to własność Myśliciela –
Misja – Pośredników
To – Królewski Śnieg – rozdzielać
Pośród Czytelników –

To jest Biznes – Bądź Handlarzem
Łaski Boskich Darów –
Ale nie trać przy tym Twarzy
Dla kilku Dolarów –

 

Poeta żyje kiedy ktoś go wydrukuje, bo to ułatwia dotarcie do większego kręgu czytelników, ale nie powinien pisać tylko po to by go wydrukowano, a tym bardziej sprzeniewierzając swój talent dla doraźnych korzyści lub zysków. Może nie jest to zbyt egzotyczne, ale zawsze na czasie. Prawdę powiedziawszy, każdy rodzaj egzotyki, spod pióra każdego poety danej epoki będzie tak czy inaczej postrzegany jako „znamię” czasu:

 

883

Poeta zapala Świecę –
Choć Sam – musi zgasnąć –
Ten Płomień, który roznieca –
Niesie takie Światło,

Że jak w Słońca lśnieniach –
Każdy Wiek to Pryzmat
I w krąg Rozprzestrzenia
Swój własny Charyzmat –

 

I prawie już na sam koniec, wiersz bardzo mi bliski, bo dotyczący artysty niedocenionego, występującego tu w przebraniu pająka, tkacza misternych i kruchych wzorów:

 

1275

Pająka w roli Artysty
Nikt jeszcze nie wynajął –
Choć jego Talent czysty
Ochoczo potwierdzają

Miotły tańczące w kurzu
Ze świata wszystkich stron –
Zaniedbany Geniuszu,
Pozwól, że podam ci Dłoń –

 

Może należy podkreślić, że poglądy Dickinson na rolę poety nie były egzotyczne w czasie jej życia. Około pół wieku wcześniej Shelley ogłosił, że poeci są „prawodawcami świata”, a współczesny Dickinson Walt Whitman stworzył obraz poety „totalnego”, który autorytatywnie kodyfikuje całokształt życia powstającego narodu. Egzotyka Dickinson polega na tym, że roztrząsa takie tematy w krótkich wierszykach, a robi to bez uszczerbku dla głębi swoich obserwacji i przemyśleń.

Jest to moja ulubiona poetka, pozwolę więc sobie na sam koniec złożyć jej hołd własnym wierszem. Myślę, że jest to wiersz egzotyczny, formalnie i treściowo, a jednocześnie wpisującym moje własne doświadczenie emigracyjne w materię dwóch narodowych tradycji literackich.

 

zaślubiny

(Cyprian Kamil Norwid i Emily Dickinson w biblioteczce późnego wnuka)

przy moim biurku stoi wzniosły cmentarz
bawię się w chowanego pośród pochowanych
systematycznie powiększam inwentarz
poetów zakopanych w martwej bazie danych 

tym razem chcę być późnym swatem
zabieram dwie trumienki w drogę
a w nich mężczyzna i kobieta
zwłoki i związki papierowe

Cyprianie spójrz za oknem rzeka
w jej biegu Henry Hudson szukał Chin
same by go znalazły gdyby mógł poczekać
don’t be silly Emily – stop scratching your chin

to są poniekąd podróże niewyobrażalne
genialny polski biedak nie do końca czysty
i epileptyczka o duszy prowincjonalnej
osobno szukający dla siebie ojczyzny

Emilio spójrz za szybą brzęczy pszczoła
wiem że dla ciebie to wysłanniczka nieba
a ty Cyprianie przegoń zmarszczki z czoła
ja jem gdy czytam – patrz kruszynka chleba

widmowa panno w obcisłym gorsecie
świat cały widzisz w czerwcowym ogrodzie
ten nędzarz Polskę widzi w całym świecie
Cyprianie przestań drapać się po brodzie

trwajcie sobie na wieczność w znakach zapytania
w wielokropkach myślnikach elipsach
w miejscach gdzie pauza zatrzymuje zdania
gdzie miłość to mrzonka lub apokalipsa

Cyprianie i Emilio stańcie pod jesionem
a Gerard Manley Hopkins udzieli wam ślubu
moja półka z książkami będzie dla was domem
podręcznym cmentarzem nawykłym do cudów

 

Prawa autorskie do  zamieszczonych powyżej  tłumaczeń wierszy Emily Dickinson: Janusz Solarz

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.