W najnowszym numerze...

Wydawnictwo: Stowarzyszenie Salon Literacki
Strony: 62
ISBN: 978-83-933101-3-5
Warszawa 2011
Seria Salonu Literackiego (4)

Informacje

Redakcja: Sławomir Płatek
Współpraca redakcyjna: Bogdan Zdanowicz i Izabela Wageman
www.salonliteracki.pl

Zdjęcia: Dorota Ryst
Projekt okładki i zdjęcia na okładce: Arkadiusz Łuszczyk

Korekta Koło Edytorów KUL:
Anna Daniewicz i Agata Gąsior
Skład i łamanie KE KUL:
Jolanta Daraż i Michał Chmiel

© Copyright by Dorota Ryst, Warszawa 2011

Druk i oprawa: DANMAR Biuro Edytorsko-Usługowe
www.danmar.waw.pl

kontakt z autorem oraz informacje o dostępności:

 


 

Nota od Autora

Mieszkam od zawsze na warszawskiej Saskiej Kępie. Przez lata nasiąkałam klimatem tego miejsca, wrosłam w jego modernistyczny i postmodernistyczny obraz. Może dlatego, że nigdy się nie przeprowadzałam i zawsze wracam w to samo miejsce, ciągle nosi mnie to tu, to tam.

Jestem absolwentką polonistyki na UW, wydałam 3 tomiki poezji – „Odmiana przez przypadki”, „widoczki. wiersze bezwstydne” i „czasunek”. Od dłuższego czasu moje życie płynie pod hasłem „Salon Literacki” – stowarzyszenie, portal, forum, ostatnio jeszcze blog „przeczytanki”.

„Punkty przecięcia” to moja kolejna próba zmierzenia się ze słowem. Coraz częściej mam wrażenie, że słowa są dla mnie równie ważne jak desygnaty, a może nawet ważniejsze. Ale rzeczy, zwłaszcza piękne, lubię oglądać – zdarza mi się jechać wiele kilometrów by obejrzeć romański kościół lub secesyjną kamienicę.

Dorota Ryst

 


 

róg nowego światu i marszałkowskiej

pamiętasz? na marszałkowskiej była składnica
harcerska. głupio pytam na pewno pamiętasz.
godzinami mogliśmy gapić się na kolejki
elektryczne. lokomotywy mknęły po szczebelkach

torów po wiaduktach między drzewami. czasami
zatrzymywały je semafory ale nigdy nie stawały
na stacjach. najbardziej jednak czekaliśmy na wypadki.
nie znaliśmy jeszcze wtedy kazantzakisa
ale z naszych gardeł wyrywało się jaka piękna

katastrofa! wszystkie dzieciaki skupione wokół makiety
przeżywały swoje katharsis. potem nagle wagony
zrobiły się za małe. w kieszeniach zaciążyły monety
za które można było kupić bilety do wszędzie – nigdzie
jednak nowy świat nie był już na wyciągnięcie ręki.

 

akt nieposiadania

podobno ochryt przypomina piaseczno. wierzę
białoszewskiemu. nie muszę jechać sprawdzać.
wystarczy że pamiętam jazdę trolejbusem wzdłuż puławskiej
rynek urząd pstrokaty klomb przed nim. dawno

mnie tam nie było. nie ma powodu. wystarczy raz do roku
opłacić podatek. ziemia po dziadku. podobno moja. kiedyś
rosły tam kosztele i wierzby. akt własności. mapa. garść
współrzędnych. równie dalekie jak nieznany ochryt.

w kosztelach przy ogonku kryła się słodycz spływała
lepką kroplą. tylko wycięte drzewa wciąż rosną
w pamięci. można tarzać się w trawie. wystarczy
jedno źdźbło.

 

przesiadka

pisz. co tu pisać. kilka zdarzeń istotnych
równie mało jak wszystkie niezdarzenia.
to nie tam spotkałam siebie. już
mnie nie było kiedy tam wróciłam.

to dziwne. przecież wszystko wygląda
jakby zastygło w lepkiej mazi.
peron bar dworcowy skwer. czyste
tylko niebo nad nimi. lśniący krzyżyk

na kościele przejętym po tamtych.
kawałek dalej umierający cmentarz.
czterdzieści minut. mniej więcej
jedna osiemdziesięciotysięczna przeciętnego życia.

pisz. zatrzymaj to. zatrzymaj.