W najnowszym numerze...

Wydawnictwo: Stowarzyszenie Salon Literacki
Strony: 44
ISBN: 978-83-936416-5-9
Warszawa 2014
Seria Salonu Literackiego (16)

Informacje

Redakcja: Sławomir Płatek, Dorota Ryst
Redaktorzy serii: Dorota Ryst, Sławomir Płatek
www.salonliteracki.pl

Projekt okładki: Arkadiusz Łuszczyk
Na I stronie okładki wykorzystano zdjęcie Moniki Ekiert Jezusek "Ściany 1/7"
Zdjęcie na IV stronie okładki: Dorota Ryst

Projekt typograficzny i skład: Paweł Podlipniak

© Copyright by Anna Mochalska, Warszawa 2014

Druk i oprawa: DANMAR Biuro Edytorsko-Usługowe
www.danmar.waw.pl

Książka sfinansowana ze środków Miasta Bydgoszcz
i Stowarzyszenia Salon Literacki

 


 

Nota od Autora

Książka, którą trzymasz, Czytelniku, jest moim właściwym debiutem (wcześniej wydałam arkusz poetycki). Urodziła się dość szybko; sam rdzeń całości powstawał przez jakieś 2-3 miesiące, chociaż ja mam wrażenie, że przez całe moje życie. Nie tak znowu długie – od urodzenia, a więc od 22 lat, jestem bydgoszczanką, aktualnie studentką Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego (otrzymałam licencję – a dokładnie licencjat – niestety nie na zabijanie i wkroczyłam na wyższy level). W rzeczywistości niepisanej jestem na ogół dość małomówna, więc po prostu – zapraszam do lektury.

Anna Mochalska

 


 

Fragmenty recenzji:

 

„Debiutów ci u nas dostatek, ale aż tak dobrych i ważnych nie za wiele. Syndrom obcej ręki… Za tym wielce intrygującym tytułem kryją się równie intrygujące, ale i piękne, dodajmy też: mądre!, wiersze. (…) Za główną istotę tych wierszy uznaję ich „wmyślanie się”. W co? W sytuacje biograficzne, aksjologiczne, psychologiczne bohaterów z różnych wieków, ale tak, że autorka niemal wchodzi w ich role i wybory. (…) Myślę, że Mochalska poszukując własnej tożsamości, przegląda się w lustrach, jakie ćwiczyły już odbicia tych samych rozterek, wyborów, niepewności i wątpliwości. Ale ona jest autentyczna i przekonująca: to są jej problemy! Ona nie wchodzi w cudze role, tylko odkrywa zdumiewającą powtarzalność przeżyć i pytań uniwersalnych.”

Leszek Żuliński, Latarnia Morska
http://latarnia-morska.eu/index.php?option=com_content&view=article&id=1760%3Aqsyndrom-obcej-rkiq-anny-mochalskiej&catid=43%3Aiformacje-komunikaty&Itemid=66&lang=pl

 

„(…) debiut Mochalskiej w dużej mierze składa się z historii innych osób – żywotów świętych, religijnych motywów, nawiązań do śródziemnomorskich i bliskowschodnich mitów. (…) ta książka (…) sprawia wrażenie osobnej, jakby dalszej części którejś ze starodawnych kronik, znalezionej po latach w podziemiach kościoła. Jest w tym wszystkim ambitna próba dokopania się do korzeni europejskiej cywilizacji. (…) trzeba oddać autorce, że odważyła się kroczyć własną ścieżką; szacunek za konsekwencję i pewną subtelną anachroniczność.”

Rafał Różewicz, Inter-
http://issuu.com/pismo_inter/docs/2miesi__cznik-luty_marzec_2015

 

„Tom zaczyna się wierszem Dawno temu, którego pierwsze linijki brzmią trochę prowokująco (…), ale zaraz się okazuje, że Mochalskiej wcale nie o takie prowokacje idzie, bo wyprawa na wysypisko świętych pańskich jest badawcza całkiem serio (…). Anna Mochalska pochyla się empatycznie nad naszą wspólną, europejską kołyską, powiadając: „nikt nie spytał: Atlantydo, czy chcesz się bawić w chowanego?”. Ale czy w chowanego ostatecznego?”

Maciej Woźniak, Wakat
http://sdk.pl/wakat/nr26/MaciejWozniak.html

 


 

nie kojarzę twojej twarzy

acheiropita

nie kojarzę twojej twarzy
z żadnym domem ani miastem.
istniejesz – bezboleśnie
opływając w zdarzenia.

przyrastam wokół ciebie, chociaż nawet
nie kojarzę twojej twarzy.
znam tylko smak ciała, które rozpuszczam
w ustach, słony z wysiłku.

nie wiem, kim jesteś. spotykam cię
w zaułkach nocnych godzin. ciemność sprawia, że
nie kojarzę twojej twarzy,
jej wspomnienie mimowolnie się rozpływa.

czasem budzę się z krzykiem,
zdana tylko na siebie. w dłoniach ściskam jakąś chustę,
starą i zniszczoną. nawet we śnie
nie kojarzę twojej twarzy.

 

Piłat. syndrom obcej ręki

nie umiałem już dłużej ciągnąć
tej farsy, a teraz nie mogę nawet w spokoju
umyć rąk. zarosły brudem i nieczystym
staje się wszystko, czego dotykam.

Prokula oddzieliła mnie
od łoża. spędzam samotne noce
wśród wydłużających się cieni, próbując zdrapać
czarną skorupę porastającą moje dłonie, które jednak

są coraz bardziej obce. jedna nie wie, co czyni
druga. ja nie wiem, co czynić. martwieję.

 

potencjalnie święta

pomyliłam żywoty. pięćset dziewięć lat
wcześniej byłabym Marciną Lutrą.
jednak jestem tutaj i oto – stoję
przed wami. nie mogę uczynić inaczej.

całkowita przypadkowość zdarzeń sprawiła mnie
niewierną – to chyba jedyna różnica.
kościół mojej głowy został bez głowy
kościoła, lecz nie mam dziewięćdziesięciu pięciu tez

na swoją obronę. krzyczysz
sprzed półwiecza: bądź drzwiami,
nade wszystko drzwiami. próbuję –
i obracam się wokół własnej osi.