W najnowszym numerze...

Wydawnictwo: Stowarzyszenie Salon Literacki
Strony: 46
ISBN: 978-83-936416-4-2
Warszawa 2014
Seria Salonu Literackiego (14)

Informacje

Redakcja: Dorota Ryst, Rafał Gawin
Redaktorzy serii: Dorota Ryst, Sławomir Płatek
www.salonliteracki.pl

Projekt okładki: Arkadiusz Łuszczyk
Na I stronie okładki wykorzystano obraz Grzegorza Radziewicza "Rzeczy pospolite"
Zdjęcie na IV stronie okładki: Anna Łuszczyk

Projekt typograficzny i skład: Paweł Podlipniak

© Copyright by Teresa Radziewicz, Warszawa 2014

Druk i oprawa: DANMAR Biuro Edytorsko-Usługowe
www.danmar.waw.pl

Książka wydana ze środków Prezydenta Miasta Białegostoku,
Gminnej Biblioteki Publicznej w Juchnowcu Kościelnym
i Stowarzyszenia Salon Literacki

 


 

Nota od Autora

Oto moja czwarta książka, „rzeczy pospolite”. Skąd się wzięła? Zdaje mi się, że z samych sprzeczności: z rozczarowania i nadziei, z podziału na „tutaj” i „tam”, z bliskości i oddalenia. Z pytań, na które nie ma odpowiedzi oraz z odpowiedzi, które czasami przychodzą niespodziewanie, kiedy się nie pytało.

Teresa Radziewicz

 


 

Fragmenty recenzji:

 

„Nowe więc jest to, że Radziewicz - znana dotychczas jako „poetka natury” i kreatorka własnych, wyimaginowanych i magicznych światów, w rzeczach... jawi się także jako „poetka kultury” (cywilizacji) i wtedy raczej opisuje rzeczywistość, niż by miała ją kreować. Tym razem to nie ja-podmiot, nierzadko obdarzony dziecięcą wrażliwością (naiwnością?), tworzę własny świat wewnętrzny i „powołuję go do życia” - ale ja, człowiek dojrzały i krytyczny, jednostka świadoma, jestem „wrzucona w świat” ludzki, który (ontologicznie rzecz biorąc) istnieje niezależnie ode mnie, istnieje obiektywnie, nawet bez mojej wiedzy - na pewno zaś bez mojej woli, mego wpływu i podmiotowej mocy kreacyjnej. Zatem: oto ja-człowiek muszę się podporządkować zewnętrznemu światu, a przynajmniej jakoś go rozpoznać, odnaleźć się w nim i określić, aby móc w nim funkcjonować, żyć - po prostu. Zewnętrzne wobec podmiotu, „przedustanowione” prawa natury z poprzednich tomików, dopełnione są teraz przez mające taką samą, jak one, rangę, prawa ludzkiej cywilizacji. W rzeczach... człowiek zostaje ukazany w coraz większym uwikłaniu - i w swoją biologię (naturalność), i w kulturę (narodowość, społeczeństwo, rodzimą społeczność).”

Janusz Taranienko, Czas, miejsca i ludzie. Rzeczy pospolite Teresy Radziewicz
http://m.bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,106505,16705771,Czas__miejsca_i_ludzie__Rzeczy_pospolite_Teresy_Radziewicz.html
http://archiwum7.kwartalnik.eu/51/51/htm/krytyka_literacka/taranienko.html

 

„Najnowsza książka, rzeczy pospolite, jest najbardziej wielowątkową, różnorodną, otwartą propozycją, którą trudno poddać tak jednostronnym interpretacjom jak poprzednie tomiki. Upraszczając – poetka dotychczas skupiona na pierwiastku magicznym zwraca się w stronę realnego. W miejsce rodzinnych,  z natury pisanych wierszy, pojawia się więcej świata zewnętrznego, cywilizacji, obcej przestrzeni, wreszcie – ludzi. Podróże po Polsce, USA, Irlandii i po wielu innych nienazwanych wprost miejscach rodzą nowe pytania. Kim bylibyśmy, jak ułożyłoby się nasze życie, gdyby zaczęło się w innym miejscu? Pytania z poprzednich książek, pytania o wielkiej wadze – o miejsce człowieka w świecie, o jego kondycję, o tożsamość – przybrały nowe formy, wzbogaciły się o nowe konteksty.”

Izabela Fietkiewicz-Paszek, Świat nie może dojść do ładu, czyli od magii i natury w stronę rzeczy pospolitych
eleWator, nr 10 (4/2014) październik/listopad
http://alternet.poezja-art.eu/wp-content/uploads/2014/05/Teresa-Radziewicz.-ELEVATOR.pdf

 

„Jej wiersze pełne są zapachów – marynaty, zapamiętanych z dzieciństwa słodyczy, pór dnia i pór życia. Wyłuskuje je z pamięci i w wierszach w pamięci zatrzymuje. „Sprawy normalne, małe codzienności” wylicza w tytułowych „Rzeczach pospolitych”. Zostawia czytelników w poczuciu wewnętrznego spokoju. Podczas, gdy „świat nie może dojść sam ze sobą do ładu” proponuje kawę, spacer i odrobinę życzliwości.

Z wierszami Teresy Radziewicz życie może być zwyczajnie lepsze, nawet jeśli codzienność wydaje się być dojmująco banalna i bolesna. W „rzeczach pospolitych” nabiera blasku i znaczenia. Znakomita, uniwersalna poezja.”

Jerzy Doroszkiewicz, Teresa Radziewicz – rzeczy pospolite
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20150119/RECENZJE/150119623

 


 

W tym kraju

 

Są w tym kraju miejsca, gdzie lepiej nie patrzeć
na domy, góry, rzeki czy jeziora, bo wszystko
nosi w sobie dwa słowa: to tutaj. Nawet fundamenty

potrafią trzymać się języka, który wszystko układa
czerpiąc siłę z ziemi i prochów – wciąż pamięta,
co znaczy krajobraz urodzenia. Są miejsca,

przed którymi ostrzegają szpalty gazet, codzienne
njusy na fejsbuku. Nie patrz, nie dotykaj, nie idź
– to grozi myślą, mową. Uczuciem. Zapaleniem.

 

Świat kończy się powoli

Po mojej stronie niby wszystko jak trzeba:
jest luty, więc bieli się i zawiewa – zima na wschodzie
wygląda naprawdę, nie tak, jak na zachodzie,

gdzie śnieg topnieje zanim dzieciarnia zdąży
ulepić bałwana. Wciąż nieprzejezdne drogi,
światła latarni przesłonięte wirującym pyłem,

konsekwentnie odchodzą przedwojenni najbliżsi.
Dziwisz się, że ludzie dożywają jeszcze
biblijnej miary życia – przecież wszystko

dzieje się szybciej. Ten świat kończy się powoli,
żaden wybuch, żadne trąby i zastępy – toczy się,
turla, wiruje jak dawniej, zima trwa aż do wiosny,

lato do jesieni. Niezauważalnie
coś odchodzi, rozpada się,
kruszy.

 

Rzeczy pospolite

Sprawy normalne, małe codzienności, klocki,
które można układać na tysiąc sposobów

– na przykład wybrać poranki: budzenia się,
szybkie krzątaniny przed wyjściem do pracy,

ostre od światła, zaklejone mgłą, zagłuszone
śniegiem. Na przykład poranki. Albo powroty:

zza progu, z bliska, z daleka, stąd, stamtąd,
skądkolwiek. Powroty. Albo narodzenia:

pęczniejące brzuchy sióstr i przyjaciółek,
zaciśnięte na palcu małe piąstki dzieci

– oślepiająca doskonałość nowego. Albo
pogrzeby, można przecież łączyć

pasujące do siebie sekwencje pożegnań.
Albo jeszcze inaczej – wędrują tygodnie

zamknięte datami. Myślisz: rok, miesiąc.
Albo wszystkie miłości. Albo lepiej

rozstania. To, co z nami robią, przechodzą,
rozsypują nas, składają, utrzymują

w jakiejś stabilności.