W najnowszym numerze...

Redakcja: ,
Wydawnictwo: Stowarzyszenie Salon Literacki
Strony: 56
ISBN: 978-83-936416-1-1
Warszawa 2013
Seria Salonu Literackiego (12)

Informacje

Wstęp: Dorota Ryst
Posłowie: Miłosz Biedrzycki

Projekt okładki: Arkadiusz Łuszczyk
Zdjęcia na okładce: Arkadiusz Łuszczyk
Projekt typograficzny: Sławomir Płatek

Druk i oprawa: DANMAR Biuro Edytorsko-Usługowe
www.danmar.waw.pl

Książka została wydana ze środków Urzędu Gminy Miastko
i Stowarzyszenia Salon Literacki

 


 

Wstęp

Piąte warsztaty, piąty Pomost. Podobny do poprzednich, czy zupełnie inny? Trudne pytanie. Nie da się chyba jednoznacznie na nie odpowiedzieć. Podobieństw nie da się uniknąć – znów na początku maja grupa tych, którzy chcą lepiej pisać spotkała się w Gospodarstwie Agroturystycznym „Gacówka” nieopodal Miastka. Znów były ćwiczenia, wykłady, znów zapisywaliśmy „co nam w duszach zagrało”. Nawet niektóre nazwiska uczestników znacie już z poprzednich powarsztatowych tomików. Ale było też inaczej – inny główny prowadzący, nowi poeci, inne ćwiczenia, inne nastroje. Zobaczyliśmy nowe miejsca, lub te znane już, ale z innej perspektywy – miasteccy strażacy wynieśli nas na swoim podnośniku wysoko nad miasto. Więc na pewno warto sięgnąć po piąty Pomost.

W 2013 roku warsztaty zorganizowane przez Stowarzyszenie Salon Literacki prowadził krakowski poeta Miłosz Biedrzycki, jak zwykle wspierali go Dorota Ryst i Sławomir Płatek. Uczestnicy stawili się z Trójmiasta, Warszawy, Koszalina, Szczecina, Namysłowa, Bydgoszczy i, oczywiście, Miastka.

Książkę otwierają „studia przedmiotów”, czyli nauka obserwowania i prostego opisywania świata. Kolejne części to odzwierciedlenie zmagań z formą – poeci też muszą mieć liczyć sylaby, akcenty, wersy. A więc najpierw „sześciozniki” i trójkąty (spróbujcie czytać również od końca!), a potem trudniejsze – sonety i haiku. W części szóstej pokazujemy kilka przykładów zmierzenia się z postulatami imaginistów i korelatem obiektywnym (rozpowszechnionym przez T.S. Eliota postulatem ukazywania wzruszeń poprzez ich przedmiotowe odpowiedniki, a nie nazywanie wprost).

Część siódma to znów ćwiczenia z formą – tym razem pisaliśmy malajskie pantum. Najpierw zbiorowo – pierwszy utwór to efekt swego rodzaju poetyckich zawodów, dzieło wspólne. Ale później niektórzy spróbowali sami.

No i jak zwykle zamykamy almanach wierszami bardzo różnymi – wrażeniami, impresjami. Wszystkimi tymi tekstami, które powstały na warsztatach lub w związku z nimi, a nie są realizacją opisanych wcześniej ćwiczeń. Znajdziecie tu utwory nie tylko uczestników, ale i prowadzących.

Dorota Ryst

 

Posłowie

W warunkach niewielkiego jubileuszu, takiego na palce jednej ręki, spotkali się poeci i poetki w małej Arkadii nad stawem w Turowie. Dokładniej mówiąc, jedenaście poetek i trzech poetów, czyli na palce niemal trzech rąk, spotkało się trochę przeciw, ale przede wszystkim za. Trochę przeciw wyobrażeniu, że wiersze spadają jak niematerialna manna i wyskakują z głów poetek i poetów zwarte i gotowe jak Ateny z głów Zeusów. Ale przede wszystkim za wyobrażeniem, że wspólne zajmowanie się słowami może być kształcące, użyteczne i bardzo przy tym przyjemne. Co z tego wynikło, da się po części obejrzeć w niniejszym zbiorku. A reszta została w pamięci poetek i poetów. Można, co najwyżej, uwierzyć im na słowo – jak zawsze, na własną odpowiedzialność.

Miłosz Biedrzycki

 


 

MIŁOSZ BIEDRZYCKI

Trzecia zasada
(Łąka danieli)

przyłożenie policzka do trawy
i przyłożenie się trawy do policzka

rozpłaszczenie źdźbła o policzek
i rozpłaszczenie się policzka o źdźbło

te wszystkie soki tłoczące się w górę w dół
w misternych rureczkach

i słowa zahaczające się w prawo w lewo
o krzywizny ciała

--   --   --

rozgniecione zielone w czerwonym wgnieceniu

opadająca po chwili lub trwająca dłużej

pamiątka z celulozy

 

DOMINIKA KASZUBA

Pożar

ten taniec walca rzadko przypomina.
raczej już walkę o miejsce przy stole,
choć jest metoda, przypisane role,
między tańczących podzielona wina.

podczas zabawy nikt nie puści oka
spod masek, które zakrywają twarze,
wszyscy się spieszą dogonić miraże.
gubią się w dymie i nikt nie dogania.

tańczące płomienie, wodzireje zabaw,
wymknęły się chyłkiem na zbutwiałe żagwie
by zmienić przebrania na szare i nadać

ich rzadkim rozbłyskom nieszkodliwą formę.
tak, by nikt nie wiedział, skąd będą się skradać.
zaczynać od nowa to danse macabre.

 

ANNA MOCHALSKA

wzbieranie

to jest niemal wodospad, to kropel kaskada
płynąca od stóp do głów. mieć w sobie aż tyle
litrów, aż tak przeciekać. dużo – znaczy ile –
znaczy akwen po brzegi, akwen, który spada

kroplami wciąż mniejszymi. jedna kropla bada
grunt, druga za nią, w drogę. przeciwstaw się sile
malenia, rozpadania. dalej jest zawilej,
rozszczepianie mąci rytm – wtedy rytm opada.

jeśli kiedyś wyliczę energiczność wody,
czy zrozumiem ten żywioł mocno stawiający
opór, mocno osobny. co sprawia – może wiesz –

że ludzie czasem toną, bojąc się swobody
płynięcia poza siebie, choć strumień cieknący
z kranu ich nie przeraża. i ten spod powiek też.

 

EWA PIETRZAK

* * *

w trawie rozłożone skrzydełka
nieruchome tęczowe oko
nie deptać trawników

 

LILIANA PROKOPIAK

* * *

stalowe żyły oplatają równomiernie.
wyrodzone z zieleni, wpisane w pejzaż
rdzawymi kroplami znaczą byt.
wodna kaskada pracuje równomiernie
i czasem tylko krzyczy, że pieszcząc
główną aortę zyskuje milimetr życia więcej.
robotnik gwałtem nakleja plastry na rdzawe usta
zapominając, że poeta widzi więcej
spiętrzona ciecz przypomina,
wystarczy dziewięć metrów głębi
by wyrósł kolejny krzyż na brzegu.