W najnowszym numerze...

Wydawnictwo: Stowarzyszenie Salon Literacki
Strony: 56
ISBN: 978-83-936416-0-4
Warszawa 2013
Seria Salonu Literackiego (11)

Informacje

Redakcja: Dorota Ryst
Współpraca redakcyjna: Sławomir Płatek
www.salonliteracki.pl

Projekt okładki: Arkadiusz Łuszczyk
Na I stronie okładki wykorzystano fragment obrazu Andrzeja Olczyka "Obietnice"
Zdjęcie na IV stronie okładki: Paweł Zaborniak

Projekt typograficzny: Paweł Podlipniak

© Copyright by Urszula Kopeć-Zaborniak, Warszawa 2013

Druk i oprawa: DANMAR Biuro Edytorsko-Usługowe
www.danmar.waw.pl

Książka wydana dzięki Stypendium im. Olgi Rok
oraz ze środków Stowarzyszenia Salon Literacki

 


 

Nota od Autora

Czy szczyty górskie mają swoją datę ważności? Oby nie upłynęła za mojego życia, bo lubię wszystko, co budzi lęk zostawiać w dolinach.

Data ważności to mój debiut książkowy. Jest odbiciem zarówno fascynacji górami, dzielonej z mężem, huculszczyzną, która rozpływa się powoli w cywilizacji, jak i lęków, bo te bez naszej zgody tworzą dwa przeciwstawne sobie światy. Wprowadzają chaos, dlatego życie to ciągła walka żeby strach nie podchodził zbyt blisko. Tomik jest też podróżą przez wczoraj, dzisiaj i jutro w towarzystwie bliskich, którzy czekali na ten dzień.

Książka mogła ukazać się dzięki Ani Rok – w 2012 roku otrzymałam I Stypendium im. Olgi Rok, jej babci.

Urszula Kopeć-Zaborniak

 


 

senna koliba

wejść i wyjść.
skrót życiorysu zapisany w rewaszu starowieku.
na drewnianych tabliczkach przeciętych mozaiką karbów.

w duszne uliczki chowam sen o domu
z panoszącą się pod nogami łąką nabrzmiałych mleczów.
watrą połonińską rozpryskującą okruchy starej prawdy.
tylko drzwi zachowują się tak jakby chciały uciec
z zawiasów. okiennice krzyczą szmaciana kukła.

nad dyszącymi wiatrem polami przelewa się niebo
niczym zamglone jezioro zakrzepłej krwi.

wychodzę.
czernieję jak drewno poddane długotrwałemu
działaniu wody.

 

bezspływ

utknęłam w wiadrze. dziurawym do bólu.

wyrzucona za próg chałupy jak stara hucułka
zaciągam się fajką. przypalam suszone dni.
już dawno nie mają smaku dzikiej róży.
dymi się. chwila rozdrapuje krtań.

niczym szmaciana kukła pozwalam
unosić się nad osmolonym jestem.
kłuje mnie w stopy. rozbiera z jutra.
naga opadam jak świerkowa kłoda
w zamglony Czeremosz.

prąd jest bezsilny.

 

martwe nakrycie głowy

kiedyś wierzyła że włosów się nie wybiera.
po prostu są. rosną splatając myśli w warkocz.
poruszają powietrze jak nasiona dmuchawca.

ale dyskretnie wyszły tłumacząc się
przewlekłą alergią na chemię otoczenia.

powietrze drżało gdy przymierzała inne życie.
czuła jeszcze zapach snu tamtej kobiety.

w lustrzanym odbiciu rozczesywała obce
wspomnienia przyklejone do peruki.
pojedyncze widokówki pamięci
które w żaden sposób nie rozumieją świata
ale chcą być nadane.

amazonka szukająca wiatru we włosach.
te żyją nawet po ścięciu.