W najnowszym numerze...

Redakcja: ,
Wydawnictwo: DANMAR Biuro Edytorsko-Usługowe
Strony: 58
ISBN: 978-83-88776-21-2
Warszawa 2010
Seria Salonu Literackiego (1)

Informacje

Wstęp: Dorota Ryst
Posłowie: Maciej Woźniak

Projekt okładki: Dorota Ryst i Karolina Zieleniec
Zdjęcie na I stronie okładki: Dorota Ryst
Zdjęcie na IV stronie okładki: Arkadiusz Łuszczyk

Książka została wydana ze środków Urzędu Gminy Miastko
i Starostwa Powiatowego w Bytowie.

 


 

Wstęp

To już druga edycja Ogólnopolskich Warsztatów Salonu Literackiego. A może dopiero druga? Tak jak w zeszłym roku na początku maja w gospodarstwie agroturystycznym „Gacówka” w Turowie leżącym w pięknej Ziemi Miasteckiej spotkała się grupa poetów. Również w tym roku głównym organizatorem było forum Salon Literacki i jego przedstawiciele - Dorota Ryst i Sławomir Płatek. Nawet niektórzy uczestnicy byli ci sami. Ale to już inny czas, inny program, inny prowadzący. Tym razem zajęcia warsztatowe prowadzone były przez poetę i krytyka literackiego i muzycznego z Płocka, Macieja Woźniaka. Trzy dni wypełnione intensywną pracą – wykładami, ćwiczeniami, konsultacjami, poza trudnym do zmierzenia indywidualnym rozwojem, dały efekt w postaci utworów, które Państwu przedstawiamy. W tegorocznym tomiku niemal wszystkie teksty wiążą się z czasem i miejscem, w którym powstawały. Mówią o tym, co zobaczyliśmy w czasie wycieczki zorganizowanej przez włodarzy gościnnej gminy Miastko – dawnej posiadłości Maxa Schmelinga w Ponikle, kościele w Trzcinnie, o Miastku. Ale też o naszej turowskiej bazie i „twórczych mękach” uczestników.

Tomik, tak jak zeszłoroczny, nosi tytuł „Pomost” – ten element znów pojawił się w wielu utworach, ale to też symbol tego co budujemy między ludźmi z wielu zakątków Polski, którzy mają szansę spotykać się co roku w tym pięknym miejscu. W edycji 2010 wzięli udział poeci z Trójmiasta, Wrocławia, Kędzierzyna-Koźla, Piotrkowa, Słupska, Koszalina, Warszawy i tak jak rok temu dwie młode utalentowane „adeptki” z Miastka.

Książka podzielona jest na cztery grupy, które obrazują poszczególne bloki ćwiczeń.

Pierwsza część to efekt zadania, w którym wszyscy musieli zmierzyć się z klasycznymi formami poetyckimi. Co więcej – w tych klasycznych ramach opisać warsztatową rzeczywistość. Najwięcej powstało villanelli i oktostychów, ale byli i tacy, którzy pokusili się o inne rodzaje strof, jak choćby tercynę czy, tak jak najmłodsza warsztatowiczka, triolet.

W drugim ćwiczeniu uczestnicy dostali za zadanie napisanie wiersza nawiązującego do stylu wybranego, ulubionego poety – oczywiście znów osadzonego w realiach warsztatowych. Dla ułatwienia podaliśmy przy utworach nazwisko autora, którego twórczość była inspiracją tekstu.

W dziale trzecim znalazły się krótkie prozy. Autorzy mieli w nich opisać jeden z etapów naszej wycieczki po okolicy. Jako, że nie ograniczaliśmy jaki to ma być gatunek powstały utwory wyjątkowo różnorodne – od realistycznych opisów, poprzez prozę poetycką, aż do absurdu i groteski.

Ostatnia, najliczniejsza, grupa tekstów w tym tomiku to utwory – impresje, nie ograniczone ramami ćwiczeń i form, lecz związane z tym niezwykłym zdarzeniem, jakim okazały się warsztaty w Gacówce, z miejscem, czasem i ludźmi. Może dlatego jest ich tak wiele, że powstawały jeszcze później, w domach, po warsztatach – wszak wróciliśmy przepełnieni wrażeniami.

Warsztaty zakończyły się dwoma konkursami – na hasło promujące gminę Miastko i Turniejem Jednego Tekstu. Ten pierwszy wygrała... miastecczanka Anita Wiśniewska – widać nikt nie zna tego miejsca tak dobrze – pozostali muszą jeszcze tu wracać i poznawać te piękne okolice. W Turnieju zwyciężył Piotr Wiesław Rudzki wierszem Gumno wierszokletów, a wyróżnienia otrzymały Izabela Wageman, Ewa Pietrzak i Janina Nożownik (nagrody ufundowała Gmina Miastko, a wręczali je zastępca burmistrza, Pan Tomasz Zielonka i Naczelnik Wydziału Promocji Urzędu Gminy, Pan Konrad Remelski).

Dziękujemy za gościnę i za niespełna rok, na początku maja wracamy...

Dorota Ryst

 

Posłowie

Przybyli, zobaczyli, napisali. Pewnie można to dać po łacinie, ale na warsztatach w Turowie chodziło właśnie o to, żeby na odwrót: żeby omszały dialekt literackich form, węzełkowe pismo oktostychów i wilanelli („formy martwy kamień”) zmienić w żywy język emocji, spostrzeżeń, rozmyślań. Pisać wiersze to trochę jak mówić po kaszubsku. W świecie bredzących telewizorów, paplających internetowych czatów, pokrzykujących tytułów w gazetach – pisać wiersze to być mniejszością w każdym państwie. Mniejszością nie bez powodów do dumy. Podczas trzydniowej wojny palikowej w gminie Miastko granice poezji – na terenie Kaszub, bez których nie ma Polski – zostały przesunięte spory kawałek, powiększając obszar kraju. Mapę ilustrującą te wydarzenia trzymasz w ręce, Czytelniku.

Maciej Woźniak

 


 

SŁAWOMIR PŁATEK

oktostych na czterech poetów i kota

prędkie pióro, chociaż pamięć pomięta
(kot urodzi urodziwe kocięta)

coś podsiadło nasze miejsca na świecie
(kot urodzi, ma już ciąży dwie trzecie)

coś się świetli, tli w kieliszku się knocik
(kot urodzi urobek ciężki koci)

miło szepczą się frazy coraz szersze
(tutaj kocą się koty oraz wiersze)

 

PIOTR WIESŁAW RUDZKI

villanella

nastanie antyk renesans
i barok
i pójdą dziewczęta po mleko do krów

a potem marksizm przejdzie
w leninizm
i wnet pokuszą się o litrowe butelki snów

nastanie antyk i emancypacja
i w końcu wreszcie wbrew pójdą paść wiersze
i przejdą od mleka – i przejdą do słów

 

MARCIN SZTELAK

Hermetyczna villanella z cyklizmem w tle

Literaci do piór, czas oskubać kilka kur.
A kulinarne ruchacze regionalne kojarzą się jednoznacznie.
Lokalny zwyczaj – rowerowe sikanie pod mur.

Mam nadzieję na rosół. Poezji klasycznej wiór
wkręcił się w makaron. Zjadłem ze smakiem nieopatrznie.
Literaci do piór, czas oskubać kilka kur.

Klimatyczny taras dyskusyjny, żaden gbur
nie zakłóca majowych przypomnień. Jakże przesmacznie.
Lokalny zwyczaj – rowerowe sikanie pod mur.

Jakby zimno, a mógłbym wykonać literacki nur
- niemetaforycznie.  Zastępczo sklecam pokracznie:
literaci do piór, czas oskubać kilka kur.

Po absyncie będziemy wieść zażarty spór
czasami poważnie, częściej można rzec jarmarcznie.
Lokalny zwyczaj – rowerowe sikanie pod mur.

Z obawy że wielgachnych myśli utracę wór
ciągle wstrzymuję narażając prostatę niebacznie.
Lokalny zwyczaj – rowerowe sikanie pod mur.
Literaci do piór, czas oskubać kilka kur.

 

IZABELA WAGEMAN

grzyby

zapach lasu, pleśni
skrzypi klamra bluszczu na płycie
Karl Engel + 25.5.1929

brzozy wyniosły na pniach
trupią biel z ziemi
kapitulują
pękają
jak kości pod ciężkim butem

maj to nie pora na smardze

 

MACIEJ WOŹNIAK

Miastku i światu

Boksujące się z nurtem pokolenia pstrągów,
Wieprza na dnie doliny jak pogięta klinga,
mocne ramiona buków błogosławią Miastku

i światu, kiedy w błysku ostatniego gongu
widać, jakby przez okno, twarz Maxa Schmelinga,
schyla się po ten bursztyn słońce w żółtym kasku.