W najnowszym numerze...

Doskonałą ilustracją tytułu niniejszego tekstu będzie obrazek z ostatniego dnia sierpnia bieżącego roku, który w połowie spędziłem w Gdyni z powodu Dni Nagrody Literackiej Gdynia. Typowa dla późnego lata amplituda temperatur nie powinna była mnie zaskoczyć, cóż jednak zrobić, skoro prognoz pogody nie śledzę, zatem będąc przygotowany na poranny ziąb dałem się zaskoczyć popołudniowemu upałowi. Trzeba przyznać, że występujący tego dnia autorzy trafili idealnie w końcówkę wakacyjnej pogody i jak zgodnie przyznawali – słoneczna aura rozleniwiła nieco publikę, co skutkowało absolutnym brakiem pytań z Sali po zakończeniu spotkania z nominowanymi eseistami. Wesoło zrobiło się jednak dopiero w trakcie panelu poświęconego poetom – w jednej chwili niebo przesłonięte zostało grubą warstwą chmur, a dyskusji i recytowaniu wierszy zaczęły towarzyszyć grzmoty i ogromna ulewa. Na salę nie wpłynęło to w żadnym stopniu – jak po dyskusji z eseistami publiczność zdawała się chłonąć ostatnie sierpniowe godziny, nie zważając na okoliczności przyrody.

Dlaczego o tym piszę? Otóż rozstrzygnięcie Nagrody Literackiej Gdynia niemal zbiega się z dyskusją na temat nowego kanonu lektur szkolnych, obowiązującego od dopiero rozpoczętego roku szkolnego. Pisarstwo krytycznoliterackie od dłuższego już czasu przeżywa wyraźny regres – czasopism literackich ubywa, siłą rzeczy więc rolę drogowskazu służącego czytelnikom zaczęły spełniać werdykty nagród literackich. Będę szczery – nie wiem, jakie znaczenie będą miały te werdykty za kilkadziesiąt lat, gdy znaczną część kanonu będzie tworzyła literatura pisana obecnie (tak mi się przynajmniej wydaje, że programy szkolne nie pominą literatury początku wieku). Fakt jest taki, że – upraszam wybaczenia za plugawe słownictwo – produkcja pisarska jest w Polsce na poziomie niespotykanym przed laty, wydawanych jest setki, jeśli nie tysiące tytułów i przeciętnemu czytelnikowi ciężko się w tej powodzi połapać. Może taka, oprócz oczywistej roli nagrodzenia wybitnych piór naszych czasów, jest rola nagród, żeby typować tytuły pretendujące do miana przyszłych lektur? Tego raczej się nie dowiemy, jak również i tego, w jakim kierunku podąży literatura w ciągu następnych dwudziestu (i więcej) lat – o ile oczywiście nie obumrze. Tutaj jednak nie widać zagrożenia, rynek wydawniczy utrzymuje się w dobrej kondycji (jak to było przed chwilą wspomniane).

Owszem, książka może wydawać się reliktem. Jest też jednak książka artefaktem, który, co prawda, gdy nie jest potrzebny można przekazać dalej (vide kwitnące jeszcze za moich szkolnych lat kiermasze używanych podręczników, lub chwalebny zwyczaj dziedziczenia podręczników po starszym rodzeństwie) lub nawet sprzedać (nieprzypadkowo są ludzie, którzy w trakcie podróży szukają antykwariatów, sam wiele razy wracałem z wycieczek różnorakich ze zdobycznymi tytułami). Ciężko jednak wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś niepotrzebną książkę wyrzuca na śmietnik, nawet palenie książek z przyczyn historycznych niespecjalnie dobrze się nam kojarzy.

Ranga książki jako artefaktu jest jednak bronią obosieczną. Tytuł, który znajdzie się w kanonie, wyrasta ponad inne artefakty. Tytuł, który zostanie nagrodzony lub choćby nominowany do ważnej nagrody zostaje obdarzony nimbem dzieła wyjątkowego w skali swojego roku – choćby na krótki czas. Natomiast formowanie kanonu według potrzeb i wartości jednej tylko, uprzywilejowanej grupy rządzących sprowadza kanon do rangi instrumentu w rozgrywce politycznej. Sam, przyznaję ze wstydem, w pewnym momencie mojej edukacji pewne pozycje zwyczajnie pomijałem bądź z braku czasu (kierowały mną wtedy inne pobudki oraz pasje, którym starałem się poświęcać), natomiast po tak zwanych ptakach – czyli około sześć lat temu – zacząłem nie dość, że nadrabiać zaległości, co wychodzić poza ramy, tworzyć własny kanon (cytatami z niektórych „świętych” dla mnie pozycji mogę się komunikować przez pół wieczoru i jestem przekonany, że nie jestem w tym odosobniony).

Ładnie ta refleksja rezonuje z jednym z ostatnich felietonów Rafała Różewicza. Istotnie, sam kanon, jaki by nie był, nie załatwi sprawy formacji intelektualnej młodzieży. Natomiast wykorzystywanie kanonu do krzewienia wartości podzielanych przez rządzących i ich najbliższe otoczenie niebezpiecznie spłyca rangę i znaczenie kanonu jako takiego – o ile w ogóle go nie niweluje.

Żeby nie uprawiać czarnowidztwa wróćmy do miłych wspomnień – galę Nagrody Literackiej Gdynia pięknie urozmaicił Mikołaj Trzaska ze swoim trio. Nagrodzone zostały wspaniałe książki ciekawych autorów. I nie potrzeba im miejsca na liście lektur szkolnych w jakimkolwiek programie nauczania, niech funkcjonują. Niech będą czytane – nawet pod kołdrą, w drugim obiegu.

Marcin Kleinszmidt


Tytuł felietonu nie bierze się znikąd – jako relikt wspominam festyny osiedlowe organizowane w moim sąsiedztwie, otóż jeden z nich, na sam koniec wakacji, zorganizowany został pod tą wdzięczną nazwą, którą ostentacyjnie sobie pożyczam.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.