W najnowszym numerze...

Pieter Bruegel - Wieża Babel

Lekcje języka polskiego nie są lekcjami języka polskiego – są lekcjami umiejętności porozumiewania się na poziomie właściwym istocie ludzkiej. W rozważanym przypadku – każdej, zamieszkującej ten kraj. Z okazji rozpoczynającego się roku szkolnego życzę nauczającym sukcesów – o tyleż większych niż dotąd, że mogą to być sukcesy na miarę przetrwania zbiorowości do tej pory uważanej za naród, a przekształcającej się na naszych oczach w hordę prymitywnych i egotycznych zwierząt, której członkowie coraz częściej realizują relacje pomiędzy sobą za pomocą pochrząkiwań, porykiwań, ewentualnie szturchnięć i popchnięć – sygnałów właściwych dla epoki przedwerbalnej. Podobno mamy dwudzieste pierwsze stulecie.

Jestem człowiekiem raczej łagodnym, dlatego w nadchodzącej części tekstu postaram się zatrzeć złe wrażenie, jakie mógł na tobie – czytelniku – pozostawić wstęp. Postaram się ubrać swoje niepokoje i wątpliwości w kulturowe i historyczne asocjacje, w metaforyczną matematykę i aluzyjną lingwistykę, niemniej, pamiętaj proszę, że za arabeskami słów tworzących kolejne frazy (a takimi, mam nadzieję, one będą), stoi furia. Gdyby nie zawstydzenie samym sobą, dającym owej furii upust być może zbyt łatwo, cały tekst składałby się ze zdań, których emocjonalny ładunek byłby ten sam, co zawarty w zdaniach w pierwszym akapicie. Do rzeczy.

Topologia jest działem matematyki zajmującym się badaniem własności, które nie ulegają zmianie nawet po radykalnym zdeformowaniu obiektów – figur geometrycznych, brył i obiektów o większej liczbie wymiarów. Przez deformowanie rozumie się tutaj dowolne przekształcenie zachowujące ciągłość obiektu (zginanie, rozciąganie, skręcanie), ale bez rozrywania, cięcia i zlepiania różnych części. Topologia jest jednym z fundamentów matematyki, ponieważ definiuje wiele podstawowych pojęć wykorzystywanych w obszarze jej całości – w matematyce rozumianej jako „przestrzeń topologiczna”.

Pieter Bruegel - Mała wieża Babel

Tysiąc lat temu Awicenna w „Księdze wiedzy” pisał tak: „Długość, szerokość i głębokość ciała, wymiary, które są określone, nie są formą ciała, ale jego cechami przypadkowymi. Na przykład weź kawałek wosku i rozwałkuj go na długość ręki, szerokość dwóch palców i na grubość palca. Następnie uformuj go inaczej, w ten sposób, żeby miał inną długość, szerokość i grubość. Te trzy wymiary są cechami przypadkowymi wosku, natomiast forma wosku jest czymś innym”.[1] Abstrahując już od faktu, że Awicenna blisko dziewięćset lat przed pierwszym użyciem słowa „topologia” dokonuje przekształcenia topologicznego bryły wosku, to mówi on o przekształceniu tej bryły – jako całości. Ona jest formą wosku, formą czy też rodzajem czegoś – pewną całością, czy też jakimś signifié (znaczeniem) do tego akurat signifiant (znaczącego), jeżeli napiszemy lub wypowiemy: wosk. Awicenna pomija możliwość pocięcia, rozdarcia, czy też innego podziału formy – pewnej całości. Bryła jest całością, którą można przekształcić topologicznie i nie inaczej – widocznie, zdaniem Awicenny, przekształcona odmiennym sposobem traci ona swoją formę.

Jacques Derrida, „Edmond Jabès i problem księgi”: „Lecz ona (księga) jest przede wszystkim metaforą samą, źródłem języka jako metafory, języka, w którym byt i Nicość, poza-metaforyczne warunki metafory nie wypowiadają się same przez się. Owa metafora czy animalność litery stanowi tę pierwotną i nieskończoną dwuznaczność signifiant (znaczącego) jako Życia. Psychiczną dywersję wobec inercyjnej literalności, wobec natury lub słowa, co stało się z powrotem naturą. Owa nad-moc jako życie signifiant powstaje w niespokojnej i błądzącej mowie zawsze bogatszej od wiedzy, zawsze mającej impuls, by wyjść poza spokojną i osiadłą pewność.

Jak powiedzieć to, co wiem,
słowami, których znaczenie
jest pomnożone?”.[2]

Metaforycznie można przyjąć, że język jest pewną przestrzenią topologiczną zawierającą wypowiedziane i spisane opowieści (a opowieścią jest wszystko stworzone przy użyciu języka – po równi praca naukowa, powieść fikcyjna, poemat), zawarte w nich zdania, frazy, słowa. Przekształcenia topologiczne mogą prowadzić w danym języku do powstania kolejnych słów, fraz dotąd w nim nieobecnych, zdań sformułowanych po raz pierwszy tak a nie inaczej, opowieści których dotąd nie było. Przekształcenia topologiczne języka mogą prowadzić – i nieustannie prowadzą – do powstania spodka z kuli (bo wystarczy ugnieść z kuli spodek), albo filiżanki z obwarzanka (bo wystarczy wyciągnąć część obwarzanka i ugnieść czarkę, pozostawiwszy sam obwarzanek – teraz pomniejszony – jako ucho). Mogą – jeśli stosują się do reguł rządzących przestrzenią topologiczną języka, zawartych również w jego przestrzeni – reguł ustalających formy i relacje. Cięcie, rozdzieranie, kawałkowanie jest niedopuszczalne – ono powoduje, że przestrzeń topologiczna – w tym wypadku języka – ulega zniszczeniu.

Jeszcze jedno należy podkreślić, przyjrzawszy się ponownie cytowanemu fragmentowi Derridy. Język zawsze wyprzedza rzeczywistość, ponieważ w każdej współczesności dysponuje środkami mogącymi opisać przyszłość, której jeszcze nie ma i mało tego! Te opisy są w nim zawarte, ponieważ zawarte są w nim opisy wszystkie możliwe. Opisy przyszłości też. Dlatego słusznym jest powtórzyć za Derridą, że: 1. Mowa jest zawsze bogatsza od wiedzy, oraz: 2. Wszystko jest pismem.

Reguły topologicznych przekształceń języka opisują: gramatyka, zawierająca morfologię i składnię, oraz ortografia. Są one zmienne, oczywiście, bo ewoluują nieustannie, niemniej na dowolnie wybrany moment historyczny reguły stosowane w przestrzeni topologicznej języka  są jednoznacznie ustalone i obowiązują wszystkich dokonujących jakiejkolwiek operacji z użyciem języka (pomijam świadome eksperymenty). I tak, na przykład, publikując na facebooku życzenia skierowane do żony z okazji rocznicy ślubu, należy napisać:

„Dziękuję małżonce mojej”
a nie:
„Dziękuję małżące mojej”.

Cytowane sformułowanie napotkałem na stronie osoby mającej spore ambicje językowe, już choćby z racji upubliczniania swojej twórczości poetyckiej. Najpierw zastanawiałem się, cóż to może oznaczać. Następnie byłem zdumiony. Później jeszcze byłem przerażony. Na samym końcu byłem zgorszony. Pierwsze nie wymaga objaśnień. Drugie wynikało z zadziwienia, że taki błąd mógł w ogóle powstać i czy przypadkiem nie jest on celowy. Analiza całości tekstu wskazywała, że nie jest i wówczas pojawiło się trzecie – przerażenie, że można aż tak pobłądzić. Czwarte zwieńczyło dzieło: poczułem się jak człowiek, któremu napluto do herbaty. Rozsypała się topologiczna przestrzeń języka.

Drugi przykład zaczerpnąłem z korespondencji osobistej. Otrzymałem maila, który zaczynał się tak:

„Tym razem przegiołeś”

Mail ten napisała osoba również z ambicjami do poprawności językowej, co wielokrotnie osoba ta deklarowała. Tym razem pierwsza była dziecięca wręcz radość. Ponieważ ujrzałem idące ku mnie poprzez przestrzeń metaforyczną wszelkie asocjacje zbudzone pod wpływem tak przedziwnie wyglądającego neologizmu – nazwijmy go tak roboczo. Najpierw ujrzałem (i usłyszałem!) samego siebie jodlującego na „górszczycie”. Górszczyt wyglądał okazale, a jodlowanie moje rozchodziło się wśród dolin porośniętych jołkami. Jołka, czyli rosyjska choinka i zaraz potem zobaczyłem jak ja sam, w mundurze czerwonoarmisty, tańczę między tymi jołkami trepaka do wtóru melodyjki, którą na harmoszce wygrywa siedzący na pieńku joż – rosyjski jeż. Uciekłem stamtąd, ale niedaleko. Jeśli ktoś coś „przegioł”, zatem istnieje jakiś „przegienty” i w tym miejscu wyobraźnia znowu ruszyła do roboty, głaszcząc z lubością przegięty rdzeń neologizmu. „– A – powiedział Królik radośnie – coś nowego. I podniósł z ziemi kartkę, która głosiła:

„WY SZEDŁEMK ZA JENTYK”.

Wszyscy pamiętamy historię Cętkowanego albo Trawiastego Jentyka, o którym wspomina Sowa Przemądrzała, a nieco później, zastanawiając się, co też Krzyś porabia przed południem, rozmawiają o nim Kubuś Puchatek i Królik. Następnie odbywa się dyskurs pomiędzy Prosiaczkiem a Kłapouchym – dyskurs dotyczący wiedzy, a konkretnie litery A i w konsekwencji tych wszystkich zdarzeń na drzwiach Krzysia pojawia się kartka:

W Y S Z E D Ł E M
Z A J Ę T Y
K.[3]

Takie to proste. Opisana historyjka doskonale ilustruje, co dzieje się, kiedy rozpadowi ulega przestrzeń topologiczna języka. Kiedy język nie jest przekształcany, a łamany, darty, rozszarpywany. Jeżeli przyjąć za Derridą, że dane słowo jako signifiant zawiera w sobie wszystkie swoje signifiés, to to samo słowo, rozdarte i połamane, burzące swoją przestrzeń topologiczną, nie tylko natychmiast wszystkie swoje signifiés traci – traci również jakiekolwiek signifiant, a to, które mu pozostaje, mieści się w sferze Cętkowanego albo Trawiastego Jentyka, który nawet jednorożcem nie jest – bo przecież z jednorożcami zapoznać się możemy na wielu pięknych malowidłach. Jest Jentykiem – niczym, oznaczającym nic, czego dowodem jest drugie – już poprawne – zawiadomienie na drzwiach Krzysia, będące czymś oznaczającym coś. Jentyk został zduchnięty.  Ani cętkowatość, ani trawiastość go nie uratowała – elementy przestrzeni topologicznej języka to „zajęty” i „przegiąłeś”.

Można zarzucić mojej furii pięknoduchostwo Swanna oraz iście Brummellowski rygoryzm, skoro potrzebuje ona aż Awicenny i Derridy aby uzasadnić to, co każdy widzi codziennie otwierając internet, w którym jak nigdzie indziej znaczenie ma topologiczna przestrzeń języka, gdzie każde signifiant zdolne jest wykreować niezliczone signifiés, jeśli tylko będzie ono spełniać reguły tej przestrzeni, ale też każde signifiant złamane, przerżnięte, rozerwane, zdolne jest zrujnować tę topologię w całości, jeśli sprowadzi samo siebie do Jentyka, będącego niczym i pozbawionym jakichkolwiek metafor bardziej niż pustynia wody. „Tę” topologię, a nie „tą”. Tak, jestem pięknoduchem, ale w imię utrzymania wieży w całości. Wieży Babel. „I pomieszał im języki” – tak jest napisane w Księdze. A po co języki, wystarczy jeden pomieszać. Popatrzcie na dwie „Wieże Babel” Pietera Bruegla. Ta pierwsza niemal nieba sięga, a budowniczowie roją się na jej piętrach porozumiewając się między sobą. Ta druga jest żałosną ruiną, na krużgankach której nie ma już nikogo. Mowa jest prezentem. Właściwe rozumienie słowa „prezent” polega na tym, że dajemy komuś coś, co ma temu komuś sprawić radość. Temu komuś, a nie nam. Bo na tym prezent polega – na tym, że piszemy „małżonce” – aby jej sprawić przyjemność, a nie sobie, że coś tam wybełkotaliśmy. Na tym, że piszemy „przegiąłeś” – żeby komuś coś uświadomić, a nie popatrzeć w lustereczko własnego egotyzmu, byle napisać. Topologiczna przestrzeń języka jest miarą szacunku, jaki mamy do drugiego człowieka. Jest miarą wyobraźni. Jest miarą metafory. Zniszczenie topologicznej przestrzeni języka jest równoznaczne ze zniszczeniem szacunku, wyobraźni, metafory. Życzę nam wszystkim sukcesów, nie tylko nauczycielom języka polskiego. Jest to również egotyczne, wiem. Ale jeśli życzenie się nie spełni, za chwilę pozostaną nam pochrząkiwania i porykiwania. Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie wówczas poezję miłosną?

Jerzy Alski



[1] Awicenna, Księga wiedzy, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010.

[2] Jacques Derrika, Pismo i różnica, Wydawnictwo KR, Warszawa 2004.

[3] Alan Alexander Milne, Chatka Puchatka, Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia” Warszawa 1967.

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.