W najnowszym numerze...

„Koniec szkoły, Kariatyda”, CSW w Toruniu (źródło: malinstahl.se)

1.

Gdyby pokusić się o stworzenie uniwersalnej etiudy p.t. „Koniec szkoły” z oczywistą wytyczną, że mają się w niej znaleźć książki, to jaka by ona była? Może bohater wyrzuciłby wszystkie podręczniki w górę, a może pokasowałby pliki w komputerze – koniec dla większości zamyka to, co trzeba a otwiera to, co można, więc kolejna scena mogłaby znowu toczyć się wokół książek, raczej nie podręczników. Praca Malin Ståhl „Koniec szkoły, Kariatyda” wygląda na stworzoną według takiego przepisu, ale odwołuje się do esencji doświadczeń teatru i chociaż „przepisowo” są tam i książki i bohaterka to całość ma wymiar symboliczny, nie jedynie asocjacyjny a jej symbolika jest pełna sprzeczności. Chyba lepszym pomysłem, od tego, żeby w imię logiki starać się je znieść, byłoby spróbować wyeksponować je na tylu płaszczyznach ilu potrzebują, a całość czytać w optyce suspensu, którego atrakcyjność polega na tym, że nie mamy pewności co do tego, jaki będzie wynik „denerwującego” konfliktu. Tak przynajmniej przekonują autorzy katalogu do wystawy „Teatr Życia”[1] w CSW w Toruniu, w której skład wchodziła i ta praca.

 

2.

Przyjrzeć trzeba się co najmniej trzem opisom: muzealnemu, surrealistycznemu i analitycznemu:

  1. artystka stoi na niskiej kolumnie ze stertą książek na głowie oraz w rzadkim i okazjonalnym geście umieszcza przerośnięte papierowe usta w miejscu swoich własnych;
  2. twórczość Malin wydaje się być zaczarowanym światem tajemniczych postaci i transgenderowych osobistości, (…) umiejętnie sytuowanych w nieco surrealistycznej opowieściach osadzonych w pięknej scenerii;
  3. twórczość Ståhl jest pracą z „zestawem narzędzi”, dzięki któremu tworzy ona swoje alter ego, wymyślone postacie i kostiumy.

Wszystkie trzy koncepcje wyłowić można z tekstu wspomnianego katalogu. Próbując jednak czytać całość ze zrozumieniem należałoby spróbować zlać te, tak różne horyzonty, a linię styku czyli także miejsce negocjacji znaczeń, poprowadzić przez główne elementy pracy: usta, książkę i postać. Znaczenie każdej z tych części po włączeniu wymienionych perspektyw staje się zdecydowanie bogatsze niż na to wskazuje literalne znaczenie słowa. Usta - dosłownie - to coś innego niż wargi: w pierwszej opowieści byłyby „przerośniętymi papierowymi ustami”, druga opowieść dzięki będącym tu na miejscu skojarzeniom mogłaby prowadzić ku przedmiotom surrealistycznym (np. ustom – sofie Salvadora Dali) a trzecia narzucałaby im perspektywę bycia narzędziem mowy. Postać, będąca samą artystką, tajemniczą postacią lub alter ego trzymająca na głowie książki wygląda na pierwszy rzut oka może przede wszystkim nierzeczywiście, ale nie jest aż tak „wymyślona” jak mogłoby się wydawać.

 

3.

Przypomina ona przedstawienia kobiet, które noszą wodę w naczyniach umieszczonych na głowie. Na wszystkich – od egipskich po współczesne fotografie - zwraca uwagę przede wszystkim ich wyprostowana sylwetka. Postać Malin wygląda trochę jak pomnik. Jest postument, jest posągowa figura i te książki, które każą nam od razu szukać podobieństw między jej postacią a skojarzeniami typu „bogini mądrości”. Brakuje w nich jednak zapowiadanego konfliktu, dlatego trzeba przyjrzeć się pracy bliżej, co w tym wypadku znaczy odejść od najprościej narzucających się skojarzeń. Teatr – co widać w tzw. zwrocie performatywnym – to cielesna obecność. Tu wyeksponowano wyprostowaną figurę, graniczącą ze zesztywnieniem. Jest taki domowy sposób na pogarbione dziewczęta, który poleca im chodzić po domu właśnie z książką na głowie. Wymaga to od nich wyprostowanych pleców, prostych ramion, uniesionego podbródka, co powtarzane odpowiednio często wyrobić ma w nich nawyk właściwej postawy. Te zbawienne dla sylwetki zabiegi, na płaszczyźnie symbolicznej mogą wybrzmieć zdecydowanie dwuznacznie – spróbujmy nazwać je np.  formacją wykształconych.

 

4.

Wykształconych, którzy trzymają się jak należy i którzy mają udział w wiedzy umacniającej tak widocznie, że ich usta z pewnością nie czują już dotykiem, ale stały się z tego wszystkiego papierowe. Powiedzieć o wierszu, że „brzmi papierem”, albo, że go „papierem czuć” to jednak zarzut. Stworzyć papierowe wargi, to wyeliminować jednym gestem skórę, wargową czerwień, ruchomość a w ich miejsce zaaplikować przeszczep z kartki. Domyślna anatomia takiej postaci podpowiada, że wiedza, która spłynęła do głowy znajduje ujście w papierowej szparze, a ponieważ  praca jest niema , wolno nam wyobrażać sobie jak ta papierowa szpara cytuje, trawestuje, przywołuje i nieustannie odwołuje się do tego co w/na głowie. Być może jest w tym bardzo kompetentna, ale nie można mieć żadnej pewności, że  choćby czasem mówi swoimi słowami. Dodatkowo jest sztywna jak kartka, która jeśli wygina się i wybrzusza to wygląda co najmniej nieestetycznie. Możliwe i w takim wypadku rozwiązanie zapętla całość jeszcze bardziej. Samo szukanie protagonisty i antagonisty w wypadku jednej osoby, jednej sytuacji już powoduje zwykłą konsternację a tytuł mówiący o końcu szkoły pokazuje nam postać, która z niczym nie zrywa tylko stoi na baczność wyposażona na ciąg dalszy i która, jeśli decyduje się w końcu ruszyć, kontynuuje tylko zdefiniowaną w punkcie wyjścia drogę.

 

5.

Książki, żeby być donoszonymi, zważywszy na to, jakim są jednak balastem i obciążeniem wymagają od noszącej albo zgody albo bierności. Kontekst szkolno – edukacyjny niekoniecznie łączymy ze świadomą decyzją głównej zainteresowanej, stąd kobietę z lekturami postrzegamy jako przede wszystkim posłuszną i nie do końca decydującą o tym co „ma na głowie”. Posągowa figura jest poprawna i bardzo reprezentacyjna. Co jakiś czas burzy jednak swój idealny wizerunek i dynamicznie oddycha. Papierowe usta siłą wydechu odrywają się, sfruwają na ziemię prawie jak motyle, ale nie sprawia, to, że sytuacja bohaterki staje się w czymkolwiek lżejsza. W dłoni trzyma ona jeszcze kilka, zapasowych par „ust-na-wymianę”, „ust-w-zastępstwie”, które nalepia w miejsce poprzednich. Ponieważ są identyczne i tak samo wypełniają swoją funkcję, gesty bohaterki wydają się być tylko – z jakiegoś powodu - coraz bardziej desperackie.

Malina Barcikowska



[1] Teatr życia jest drugą wystawą z serii zapoczątkowanej w 2011 roku przez Statek Kosmiczny Ziemia. To projekt ekspozycyjny poświęcony tym działaniom artystycznym, które szukają punktów wspólnych pomiędzy sztuką, muzyką eksperymentalną, nowoczesnym tańcem i teatrem. http://csw.torun.pl/ksiazki/teatr-zycia-4352

 

„Koniec szkoły, Kariatyda”, CSW w Toruniu (źródło: Malin Ståhl na Vimeo)

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.