W najnowszym numerze...

1.

Skoro Na początku było Słowo a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało[1] - to wypada założyć, że u podstaw powstania wszystkiego, leżał akt performatywny a Bóg był pierwszym performerem, działającym dużo wcześniej zanim performans pojawił się jako termin teorii lingwistycznej. Nie ochrzcił statku, nie złożył przysięgi małżeńskiej zmieniając samym tylko wypowiedzeniem status ontologiczny urządzenia transportowego czy narzeczonych, ale tak zadziałał słowami, że stworzył światło, wody, roślinność, stworzenia wodne, latające i człowieka, a wszystko to umieścił w Raju. Wydawałoby się, że akt werbalny należałoby uznać co najmniej za udany, ma on jednak to do siebie, że działa równocześnie na kilku poziomach - powołuje do istnienia, rozkazuje, zakazuje, informuje ale i wywołuje pewne skutki u słuchacza. Illokucje (te pierwsze) powiodły się Panu Bogu bez zastrzeżeń, natomiast perlokucje (te drugie) nie zadziałały tak jak powinny. Mimo wyraźnego zakazu słuchacz wykazał się nieposłuszeństwem i rajski owoc został zjedzony. Człowiek zyskał tym samym współudział w wiedzy i od teraz na zawołanie Stwórcy „Gdzie jesteś?” może odpowiedzieć na przykład tak, jak w piosence Lauri Anderson: Are you talking to me?

 

 

2.

Lauri Anderson jest artystką eksperymentalną, rzeźbiarką, reżyserką i piosenkarką oraz kompozytorką. Piosenkę „Language is a virus” napisała, wykonała i umieściła po raz pierwszy w albumie „Home of the brave” z 1986 roku. Piosenka zaczyna się tak:

Paradise is exactly like
Where you are right now
Only much much better.

a jej refren powtarza: Language is a virus! W performansie, problem spójności autora z dziełem, który znaczy dokładnie tyle, że Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo – co nawet ze skromnej perspektywy teorii twórczości należałoby rozumieć jako nierozerwalność twórcy i dzieła, zmienił się o tyle, że Bóg jeden ze swoich tworów wypędził z raju. Wypędzenie człowieka dotyczy tu chyba przede wszystkim pozbawienia go łączności ze Słowem. Z piosenki Lauri wynika, że nie znaczy to oczywiście, że ludzie stali się niemi. Mówią. Nawet więcej. Jednak język, którym się posługują jest wirusem. Oznaczać to może tyle, że jest „zakaźnym, potencjalnie patogennym nukleoproteidem...”, ale bardziej to, że ma w sobie zarówno coś z życia i ze śmierci. Wypędzenie z Raju – cierpienia, trudy i sama śmiertelność - wszystkie skutki złamanego zakazu odzwierciedliły się w języku ludzi, który choćby bardzo chciał ze Słowem ma niewiele wspólnego.

 

3.

Jak można sklasyfikować typy tego podlejszego mówienia, które wymienia Anderson w piosence?

A) PAIN CRY

I saw this guy on the train
And he seemed to gave gotten stuck
In one of those abstract trances.
And he was going: „Ugh...Ugh...Ugh...”
And Fred said:
„I think he's in some kind of pain.
I think it's a pain cry.”

PAIN CRY jest według słownikowych definicji płaczem bólu. Z medycznego punktu widzenia, charakterystyczne jest dla niego to, że nie poprzedzają go wstępne jęki, a po głośnym płaczu następuje faza oddechu.

 

B) PERFORMANCE

Well I was talking to a friend
And I was saying:
I wanted you.
And I was looking for you.
But I couldn't find you. I couldn't find you.
And he said: Hey!
Are you talking to me?
Or are you just practicing
For one of those performances of yours?
Huh?

Według innej, bardziej pasującej tu definicji, ponieważ zawierającej w sobie odniesienie do relacji społecznych, performansem można nazwać „działalność jednostki, która przebiega przy stałej obecności pewnej grupy obserwatorów z zewnątrz i wybiera na nich jakiś wpływ”[2]. Tu liczy się skuteczność i fakt, że obserwator pozostaje permanentnie na zewnątrz – mówienie ani nie otwiera, ani nie dąży do nawiązania relacji. Performans jest performansem performera. Kiedy ten mówi, że szuka, to nie chodzi mu o to, żeby znaleźć, czy żeby „mówić do” tylko praktykować. Choćby więc prawie powtarzał słowa Pana Boga, w odpowiedzi i samoobronie wypada być bezczelnym.

 

C) WAY OF SAYING

He said: I had to write that letter to your mother.
And I had to tell the judge that it was you.
And I had to sell the car and go to Florida.
Because that's just my way of saying (It's a charm.)
That I love you. And I (It's a job.)
Had to call you at the crack of dawn (Why?)
And list the times that I've been wrong.
Cause that's just my way of saying
That I'm sorry. (It's a job.)

WAY OF SAYING sposób mówienia, jest „sposobem na” – metodą, taktyką, techniką, przepisem, receptą, instrumentem i patentem – czyli nie ma nic wspólnego z bezpośredniością i szczerością.

 

D) MAKE SOUNDS

You know? I don't believe there's such
A thing as TV. I mean -
They just keep showing you
The same pictures over and over.
And when they talk they just make sounds
That more or less synch up
With their lips.
That's what I think!

MAKE SOUNDS to mówienie jako wydawanie dźwięków, odgłosów, brzmień - sekwencji, które mogą znaczyć różne rzeczy w różnych językach, ale mogą i nie znaczyć nic. W piosence dźwięki towarzyszą obrazom, poruszaniu ustami, które nie musi mieć nic wspólnego z adekwatnością słowa i rzeczy. Nie sposób nawet zidentyfikować ich źródła. Łatwy do wyobrażania brak synchronizacji obraz – dźwięk doprowadza do sytuacji, w których słowa w żaden sposób nie przystają do rzeczywistość. Takie wypowiadanie się, dokonuje się na innym torze niż ten, na którym prezentuje się nam obrazy. Obrazy. Nawet nie rzeczywistość.

 

4.

Z perspektywy usamodzielnionego, oderwanego od stwórczego aktu człowieka tu na ziemi jednak widać Raj. Przynajmniej we śnie. „… w każdej kulturze, skoro rzeczywistość dnia codziennego często jawi się jako bolesna i nie do wytrzymania, śni się o ziemi szczęśliwej, która onegdaj była ojczyzną ludzi - do której pewnego dnia być może powrócą.”[3] – pisał Umberto Eco. Ten z piosenki wygląda dokładnie jak ziemia, jak miejsce w którym jesteśmy - Only much much better – dodaje Lauri. Ja czytam to zdanie w kluczu ironicznym. Może Raj jest miejscem, w którym głęboki oddech można zaczerpnąć bez wcześniejszego płaczu i może jest nawet miejscem bez telewizora. Wyobrażam sobie jednak, że gdybyśmy się tam nagle – prawdziwym cudem znaleźli – trudno byłoby nam nagle zapomnieć o doświadczeniach języka i wszystkich chorobach, których nabawiliśmy się mówiąc, słuchając jak inni mówią do nas i odpowiadając na cudze słowa. Prawdziwy powrót ludzi - istot „obdarzonych” mową, wydaje się już być niemożliwy. Trzeba byłoby skazać się na milczenie żeby samemu nie infekować. Łatwiej i uczciwiej jest więc powiedzieć – nigdzie się nie wybierajcie, nie ma to żadnego sensu. Tam jest dokładnie tak samo jak tu. A tak, dla porządku i ku podtrzymującej nas pamięci mitycznego szczęścia dodać, że oczywiście „znacznie, znacznie lepiej”.

Malina Barcikowska

 



[1] J 1, 1-18

[2] M. Carlson, „Performans”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2017, s. 66

[3] U. Eco, „Historia krain i miejsc legendarnych”, Rebis, 2013, s.149.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.