W najnowszym numerze...

Obrazy słów

1.

Telefon komórkowy jest wynikiem kryzysu i dowodem na to, że kontakt z bezpośrednim doświadczeniem został utracony po tym, jak technika i nauka mamiąc emotikonami uczą zastępować dialog tekstowaniem. Wyjścia z sytuacji można poszukiwać w „twórczym regresie”- odwróceniu w stronę przeszłości. Justyna Jaworska zainspirowała się słownikiem „t9”. Prawem tzw. postępu, pewnej dozy zaufania oraz „metody słownikowej” przy jego pomocy – jak wszyscy – pisała szybciej, naciskając mniejszą liczbę klawiszy - nie miało to jednak jeszcze wiele wspólnego z twórczością. Sposób na to, żeby połączyć działania artystyczne i sięgające źródeł odnowienie znaczeń artystka znalazła kiedy ołówkiem na kartce, potem w obrazach, a teraz w programie komputerowym linią zaczęła wykreślać obrazy słów, które powstają po graficznym połączeniu ze sobą miejsc, które zajmują na układzie klawiatury telefonu pojedyncze literki tworzące konkretne słowa. Dzięki temu powstały abstrakcje, przypominające pierwsze pisma obrazkowe. Na wystawie w „Galerii nad Wisłą” pomiędzy 23 a 31 stycznia 2016 roku, zatytułowanej „Obrazy słów” wszystkie oznaczały coraz bardziej wypierane emocje.

 

2.

Przybrały formy obrazów. Na białych powierzchniach artystka uformowała w ten sposób powstałe kształty. Wybrała siedem. Pierwszy, neutralny, był znakiem „samotności”. Kolejnych sześć podzielono pomiędzy emocje pozytywne: „czułość”, „ufność”, „miłość” i negatywne: „odrzucenie”, „zazdrość”, „apatię”. Dominował w nich biały kolor, który dzięki temu, że forma obrazów jest wypukła, dopełniły cienie. W tradycyjnie rozumianym rysunku białą powierzchnię określa się jako bierną, „pustą”. Pozostanie przy tej barwie, w wypadku prac Jaworskiej można by rozumieć jako neutralność kontekstu emocji. Jednak choć wydają się „czyste”, nieuwikłane w konkretne sytuacje i wyabstrahowane z życia, cienie pogłębiają abstrakcyjne twory sprawiając, że stają się one bardzo ludzkie. Nie chodzi w tym wypadku o prosty kontrast. Zadziałała podstawowa zasada rysunku – każdy modelowy obiekt rzuca cień i to w zależności od niego pozornie podobne prace mogą przybierać różny charakter. Tu, każda z nich ma go - dosłownie. Cień nadaje pracom dodatkowy sens i sprawia, że w zależności od panującego oświetlenia, zapisane emocje wyrażone bywają łagodnie lub wyraźniej niż w wypadku większości rzeczywistych sytuacji.

 

3.

Proces powstawania kształtów przypominał trochę zabawę w łączenie punktów albo gwiazd. W jego efekcie powstało jednak pismo. Adrian Frutiger w książce „Człowiek i jego znaki” określa jego początek jako zdolność utrwalania myśli w znakach, które tworzą pewien porządek. Mogą być umieszczane w poziomych rzędach lub w pionie. Dyskutuje też na temat tzw. prawzorów pisma i ich możliwym archetypiczym rodowodzie. Stawia w związku z tym problem pochodzenia „obrazowych wyobrażeń” i zastanawia się nad tym, czy o ich powstaniu zdecydowały przeżycia czy może należy traktować je jako wrodzone idee. Znaki wyrysowane przez Justynę, a potem generowane przez specjalny program komputerowy są pismem o wewnętrznej logice. Litery alfabetu zajmują określone, stałe miejsce na faktycznej lub domyślnej klawiaturze telefonu, pozwalając tworzyć kolejne znaki w przewidywalny sposób, choć - inaczej niż w wypadku normalnie zapisanych słów nie potrafimy określić ani ich początku ani końca na wzór kolejności literek w tradycyjnym zapisie.

 

4.

Jednak dzięki nim, niedługo można będzie porozmawiać archaicznym językiem maszyn przyszłości przy pomocy tworzonego komunikatora. Wpisując tekst otrzymamy szereg znaków przypominających trochę obrazkowe pismo sumeryjskie, trochę runy a komputer stanie się „wehikułem czasu” – który podobno nie istnieje. To czego nie udało się dotąd osiągnąć poza fikcją stanie się możliwym doświadczeniem każdego użytkownika programu. Powstałe w XX wieku mózgi elektronowe uwzględniając nasz nawyk przekazywania treści tekstem, wygenerują ciągi znaków, będących, być może, pierwotnym językiem maszyn cyfrowych. Nie ujawnionym dotąd przez żaden z prototypów. Pytanie Frutigera dotyczące pisma ludzi, w wypadku sztucznej inteligencji pozostaje oczywiście w mocy. Co tak naprawdę odkryła Justyna Jaworska? Wrodzone maszynom prawzory? Czy pismo powstałe w toku zdobywanych przez nie doświadczeń? Pewnym jest, że ujawniła język źródłowy i piękny. Piękny nie na sposób pierwotnych i topornych doświadczeń estetycznych ludzi lecz maszyn – przejrzysty, kierowany wewnętrzną logiką, oszczędny i elegancki. Być może jest on nawet ich prywatnym językiem, o którym nie mieliśmy dotąd pojęcia.

Malina Barcikowska

 

Miłość

Miłość

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.