W najnowszym numerze...

„Alfabet” (The Alphabet, 1968) według scenariusza, w reżyserii, animowany, filmowany i zmontowany przez Davida Lyncha. Autorski, niespełna 4 minutowy projekt. Jeden z pierwszych filmów reżysera, o którym mówi się, że otworzył mu drzwi do dalszej pracy, a w rezultacie  - kariery.

 

1.

Głównym tematem jest tu, ogólnie mówiąc, niewygoda związana z koniecznością nauki. Esencję specyficznego nastroju buduje lęk. Dobrze znanym, lecz niosącym niespodziewane zagrożenie okazuje się być tytułowy alfabet. Co symbolizuje? Czemu wydaje się tak bardzo intrygujący? Odnosi się wrażenie, że w przywołaniu tego skodyfikowanego systemu mowy, najbardziej na pierwszy rzut oka, pociągający dla reżysera okazuje się być wygląd. Dusza malarza każe Lynchowi pochylać się nad każdą literką, interesującą po pierwsze nie jako ustalony dźwięk, lecz graficzna forma. „Słowa fascynują mnie jako kształty”[1]- potwierdzi reżyser, dodając: „Słowo jest także fakturą”[2]. Lecz animowane głoski rozrastają się, zdają się rodzić z człekokształtnej masy, być wypluwane, infekują i niszczą. Niezaprzeczalnie żyją i zmieniają życie innych.

Niejako w opozycji wobec rzeczywistości fantazyjnych czcionek sytuuje się główna bohaterka filmu - śpiąca młoda kobieta. Jaka jest właściwie relacja między nimi?

 

2.

Sytuacją, w której się ona znajduje jest sen - drugi, podstawowy motyw interpretacyjny.

Na pytanie postawione przez Rodleya[3]: „Skąd wziął się pomysł na „The Alphabet”?, reżyser bezpośrednio przywołuje ten, który przyśnił się siostrzenicy żony artysty. W nocnym koszmarze dziewczyna recytowała alfabet. Osobiste doświadczenia Lyncha zbieżne z tą wizją (skojarzenie poczucia niewygody i zagrożenia z nauką) sprowokowały go do nakręcenia filmu. Znaną i powtarzaną przy okazji jest opinia pierwszej żony Lyncha Peggy potwierdzająca subiektywne źródła i uwarunkowania projektu: „Nie wysławiał się (David Lynch) w taki sposób, jak to robi większość artystów. Wydawał z siebie rozmaite dźwięki, rozwierał szeroko ramiona i naśladował wiatr. Dzięki „The Alphabet” David mógł wyrazić swoją frustrację, spowodowaną koniecznością komunikowania się za pomocą słów”[4]. Okres ten w życiu twórcy, został nazwany „niewerbalnym”, a omawiany tu film, można chyba także nazwać świadectwem takiej kondycji autora.

 

3.

Oprócz istniejących w snach, a także w omawianym filmie, elementów odwołujących do indywidualnych przeżyć, można tu odnaleźć także aspekty wskazujące na zakorzenienie w tzw. „nieświadomości zbiorowej”, czyli mówiące nam o prawdach uniwersalnych.

Pytania, które warto chyba w tym kontekście postawić, ogniskują się po raz kolejny wokół symboliki alfabetu. Wydaje się, że wyraża on we wspominanej pracy, już nie tylko jako kształt, lecz dźwięki - zbiorowość, zobrazowaną jako grupę anonimowych dzieci, która wspólnie oddaje się recytacji (słyszymy tylko ich głosy). Nasza bohaterka także zostaje zachęcana (przez męski głos) do wypełniania tego zadania. Tak skutecznie, że mu ulega. Wypowiadanie przez nią kolejnych głosek, nie niesie w sobie jednak nic ze szkolnej poprawności i dyscypliny chóru. Dziewczyna do swojego zadania podchodzi jakby żartem, korzystając z dziecięcej wyliczanki. Można jednak powiedzieć, że domniemana śmierć bohaterki, a niewątpliwie spektakularne cierpienie, została bezpośrednio spowodowana przystąpieniem przez nią, mimo pozornej niewinności, naiwności wykonania, do reguł wyznaczanych przez zbiorowość. Być może jej przeznaczeniem był właśnie sen i poddanie się nieświadomości, lecz ona mimo wszystko wybudza się i przechodzi do rzeczywistości mowy, języka.  W tym kontekście możemy odczytać zachodzące w filmie zdarzenia jako zobrazowanie, używając terminologii Freuda, narzucania się siły „superego” (reprezentującej tzw. element wychowujący, tj.: nakazy, zakazy, oceny) pozostałym warstwom psychiki.

 

4.

Zapytajmy jeszcze: jakie znaczenia zaistniały w filmie, dzięki wprowadzeniu widocznego podziału bohaterów na płcie?

Wydaje mi się, że wspominany w powyższym fragmencie męski głos śpiewający o nauczaniu alfabetu - zachęcający i oznajmujący - może uosabiać w tym krótkim obrazie wyraziciela „logosu” i jego cech: spójności, klarowności, uporządkowania itp[5]. Tych wartości, które w nauce ceni się najbardziej. Miałby on w sobie więc przede wszystkim moc autorytetu oraz siłę konsolidującą wspólnotę. Taka interpretacja możliwa jest dzięki odwołaniu się do tradycji filozoficznej, która, pomimo pozornej neutralności płciowej, promuje w symbolice i cechach „logosu” patriarchalną wykładnię wraz z jej tzw. zaletami. Zgodnie z tym, zastosowany w filmie podział na płcie wyrażony w filmie przez autorytarny męski głos i poddającą się postać kobiecą, ukazywałaby relację pomiędzy tzw. męskością a tzw. kobiecością, opisując dramatyczny konflikt. Uogólniając można także powiedzieć, że „ona” byłaby tym, co „inne”, „odmienne”, a czemu odmawia się prawa do odrębnej egzystencji na własnych warunkach. Utożsamiane z męskim głosem cechy związane z wyrażeniem męskiej podmiotowości ,narzucałyby w prezentowanym ujęciu swoje wartości podmiotowi kobiecemu.

Jak już wspomniałam, na podstawie genezy pomysłu i osobistych przeżyć reżysera możliwe jest potraktowanie występującej dziewczyny jako „alter ego” autora. Wyrażałaby ona w tym wypadku także (może przede wszystkim) cechy związane z osobowością twórczą i podkreślałaby kluczową dla niej rolę nieświadomości symbolizowanej przez sen.

 

5.

Przyjrzyjmy się jeszcze jednemu elementowi filmu. Jest nim lustro.

Jako takie symbolizuje kobiecość, zalotność, próżność lecz także mądrość i samowiedzę. W tym krótkim filmie, stanowi ono medium, w którym bohaterka staje wobec swojego wizerunku i się w nim rozpoznaje. Rozpatrując moment, w którym kobieta patrzy w lustro, warto zauważyć, że nie ma tu - mimo łatwości o skojarzenia - nic z narcystycznego zapatrzenia. Reakcją na spotkanie z własnym odbiciem jest przerażenie. Można powiedzieć, w momencie konfrontacji, kobieta mierzy się z tym, co sobą reprezentuje. I ta chwila  jest kluczowa dla jej decyzji o przystąpieniu do wspólnoty języka. Mamy tu bowiem do czynienia z zaistnieniem fundamentalnej opozycji: mowy i milczenia. Milczenie, swoisty „brak” który uosabia, staje się jej niewygodą, na który dziewczyna jest w stanie zareagować najpierw przerażeniem, krzykiem, później wspominaną symboliczną rezygnacją z siebie. Lustro, w które spojrzała, stało się kolejnym obok nakazującego głosu, momentem represyjnym. Wydaje się, że to w tym momencie zbudziła się w bohaterce wrażliwość na opinię innych. Z pozoru lekka w tonie wyliczanka („A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U and V W X Y and Z. Now I've learned my ABCs. Tell me what you think of me!”) jest w istocie prośbą o akceptację. Żadne zapewnienie o niej jednak nie pada. Nie usłyszymy więcej chóru dzieci, do którego mogłaby przystać. Bohaterka samotnie zalewa się krwią.

Wydaje się, że filmowi temu trzeba, przypisać przede wszystkim rolę terapeutyczną. Może być on odczytany jako rozliczenie z traumą, jaki stanowiła dla reżysera wspomniana konieczność nauki. Tym co najbardziej bolesne to być może, jak zasugerowano, konieczność rezygnacji z własnej indywidualności, choćby była ona tylko milczeniem lub przybierała postać komunikatów niewerbalnych. W sensie metaforycznym, można w tym obrazie odczytać zmagania, zwłaszcza osobowości twórczej, ze wspomnianą próbą dominacji wartości uznawanych w społeczeństwie za bardziej pożądane i związanej z tym niewygody. 

Pojawiające się niepokojące efekty dźwiękowe (jęki, skomlenia) oraz plastyczne (intensywna czerwień w postaci krwi lub mięsistych form organicznych gra czerni i bieli) podkreślają dodatkowo dramatyzm fabuły. Wrażliwość na te elementy przekazu, stanowi także swoisty przegląd możliwości młodego wówczas reżysera i zasygnalizowanie palety działań twórczej aktywności: malarstwa, filmu, muzyki.

Okazję do przyjrzenia się temu wczesnemu filmowi, stworzyła wystawa towarzysząca XX edycji Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych, plus Camerimage w 2012 roku. Przy okazji tego jubileuszowego wydarzenia, Galeria Miejska bwa w Bydgoszczy udostępniła widzom kilkadziesiąt litografii wieloletniego przyjaciela festiwalu - Davida Lyncha. W ich towarzystwie umieszczono także dwa pierwsze filmy reżysera, wśród nich The Alphabet.

 


[1]  D. Lynch, Widzę siebie, Wydawnictwo Znak, 1999, s.43

[2]  Każdy miłośnik jego kina natychmiast przywoła także z pamięci Miasteczko Twin Peaks i litery, które zabójca umieszcza pod paznokciami ofiar – kolejny przejaw artystycznej fascynacji nimi. Alfabet można chyba nazwać filmowym początkiem tego zainteresowania. Tu także znaki łączą się ze niebezpieczeństwem, równie wyraźnie jak w kultowym serialu - rząd liter to śmiertelne narzędzie. 

[3]  D. Lynch, Widzę siebie, Wydawnictwo Znak, 1999, s.66

[4]  D. Lynch, Widzę siebie, Wydawnictwo Znak, 1999, s.56

[5]  Ten fragment pracy odwołuje się do charakterystyki zagadnienia logosu dokonanej przez P. Dybla w książce Zagadka „drugiej płci”, Universitas, Kraków 2006

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.