W najnowszym numerze...

Recenzje

„Śpij dobrze, dziecko”, to piąty już zbiór wierszy Tadeusza Stirmera. Poznański poeta tym razem zaeksperymentował i poprowadził książkę dwutorowo, co jest najbardziej rzucającą się w oczy cechą. Jednak nie od tego zacznę, bo ów specyficzny układ jest wynikiem czegoś zupełnie innego, ważniejszego niż zabawa w zmianę czcionki.

…Wymieńmy z imienia trzy miejsca: wyspę, Ziemię Obiecaną, pustynię. Są to trzy miejsca aporetyczne: bez wyjścia lub pewnej drogi, bez szlaku ani kresu, bez zewnętrza, którego mapa byłaby przewidywalna, a program policzalny. Te trzy miejsca są metaforą naszego horyzontu, tu i teraz. Zacytowany przeze mnie Jacques Derrida wyraźnie wskazuje, nazywa po imieniu miejsca-symbole naszego bycia. Wyspa jest odosobnieniem, osamotnieniem, ucieczką. To szeroki symbol, obecny w religiach, mitach, literaturze, sztuce. Dość wspomnieć: wyspy szczęśliwe, Ogygię - bajeczną wyspę na pępku morza, Atlantydę, wyspy z powieści Krasickiego, Defoe czy Dumasa. Jest to wreszcie stały ląd pomiędzy wodami, a więc namiastka bezpieczeństwa, pewności, azyl. Ten mocno zakorzeniony w świadomości symbol pojawia się też w najnowszej książce Darii Dziedzic. Na Jej wyspę podpływałam wolno i ostrożnie, okrążałam kilkakrotnie, długo i uważnie przyglądałam się brzegom. Czułam instynktownie, że kryje coś więcej niż widać z zewnątrz, i że wejść na nią może tylko ktoś delikatny, wrażliwy, ktoś, kto nie naruszy panujących tu reguł. Jeśli uszanuje jej prawa, wyspa odwdzięczy się bogactwem doznań. Nie rozczaruje.

Aby obcować z dziką stroną swej natury, kobieta musi na jakiś czas zostawić świat i pogrążyć się w stanie odosobnienia. Taki jest cel samotności – stać się jednią
C. P. Estes

Kolejność wydawania tomików poetyckich to jedna ze zagadek rynku, przeoczana i zaniedbywana. Zdarza się nazbyt często, że nie tylko debiut (przeładowany, czy niedopracowany), ale i kontynuacja wypadają blado. Pomysł na pierwszą książkę pieści się zwykle przez wiele lat, dokarmia, obrabia. Druga? Niezależnie od jej założeń nie powinna wyglądać jak wydruk odrzutów z pierwszej, a niestety często tak właśnie wygląda.

dziś pan przyszedł do mnie, mówił:
więcej nie zatrujesz rzeki
(…)
leczę rany
po wybuchu, wystawiam na słońce, jak twarz.

Tak zaczyna się książka, której głównym wątkiem wydaje się być rzeczywistość po jakiejś wojnie. Rzeczywistość, której nie miało być, czas po kataklizmie. Moment, gdy pozostaje się jeszcze myślami przy niedawnej walce, ale zaczyna się nowy dzień, nowy czas, z którym nie wiadomo do końca co zrobić. Taki niespodziewany bonus.