W najnowszym numerze...

Wit Pietrzak - Stabilne

Pod koniec ubiegłego roku pojechałam do Łodzi na Puls Literatury. Udało mi się wówczas uczestniczyć w kilku spotkaniach poetyckich, a wśród nich było i takie z Witem Pietrzakiem oraz Teresą Radziewicz. Rozmowa wypadła ciekawie i sympatycznie; między autorami były spore rozbieżności, co uatrakcyjniło konwersację. To Pietrzak był osobą, która dbała o odpowiednią ilość anegdot, sypała żartami, rozluźniała atmosferę. Swoje wiersze czytał bardzo dobrze, dbał o właściwą intonację, o mrugnięcie do słuchacza w odpowiednim momencie. Podkreślał kilkakrotnie, że prawdziwą autorką tych tekstów jest jego wewnętrzna anglistka i faktycznie melanż tej poezji z językiem angielskim bez problemu daje się zauważyć. Podeszłam więc do lektury tomu Stabilne z pozytywnym nastawieniem i nadzieją na dobrą rozrywkę. Nie mogę powiedzieć, żebym się rozczarowała, jednak odczuwam spory niedosyt. Kilka rzeczy mi przeszkadzało, ale chyba przede wszystkim brakowało mi czytania przez autora. Bez tego głosu Stabilne wypadło nieco blado. Tak że – jak się okazuje – za dobrze swoich utworów też czytać nie należy. Tym niemniej książka, reklamowana na okładce odautorskim blurbem za anemiczność i masturbanctwo to ja dziękuję, wciąż godna jest polecenia.

Tytuł książki wobec zawartości wypada nieco przewrotnie. Szukanie stabilności czy też stabilizacji w obszarze tych wierszy jest właściwie bezcelowe, bo tu wszystko jest płynne, w ruchu, zmienne. Trudno raczej wskazać jakiś temat przewodni tomu Pietrzaka. Da się ewentualnie utworzyć kilka grup powracających motywów, jak np. dzieciństwo czy dojrzewanie oraz kontakty damsko-męskie, ale wszystkiemu przewodzi żywioł języka. Skoro mówimy żywioł – musimy zrezygnować ze stabilnego. Pęd języka przerzuca się na pęd sytuacji, które nieustannie się zmieniają i właściwie nie tworzą jakiejś spójnej i konkretnej historii. Rzeczywistość się dzieje, bo dzieje się język albo wręcz rzeczywistość jest tylko jakimś spadem z tego, co w języku, produktem ubocznym. Pietrzaka bardziej interesuje „mówienie o” niż opisywana sytuacja, choć nie jest to regułą absolutną. Czasem bowiem dostajemy samo mięso rzeczywistości, jak np. w wierszach Bogna, Domy dzieci oraz Sodomia i Gomorra lub też lapsusy językowe okazują się motorem napędowym komicznych sytuacji zachodzących pomiędzy konkretnymi użytkownikami języków. I chociaż żywioł mowy i pisma autor umie okiełznać i/lub dać mu się ponieść, to dużo lepiej wypada właśnie wtedy, gdy za tym wszystkim stoi namacalny konkret, dająca się wysłowić opowieść. Jest bowiem w Stabilnym sporo takich wierszy, które skupiają się na samym języku, procesie twórczym albo poezji i o których właściwie nie da się powiedzieć nic poza tym, że są ładne i zgrabne, fajne do czytania na spotkaniach autorskich właśnie, jeśli ktoś umie czytać tak jak Pietrzak, ale w indywidualnej lekturze tracące błysk i polot.

Tym, co zdecydowanie ratuje książkę anglistki wcielonej w autora Ostrożnie, poezja, jest humor. Ten ocala lektura indywidualna, w której wyraźnie widoczny jest dystans autora do siebie i do świata oraz jego umiejętność wywoływania i opowiadania sytuacji komicznych. Komizm dotyczy tu jednak nie tylko sytuacji, ale też samego języka, którym Pietrzak – bez dwóch zdań – bardzo dobrze gra. I chociaż podmiot w jednym z wierszy deklaruje, że rozklekotał (…) się język zdecydowanie / zbyt nieortodoksyjnie, żeby mogła z tego być poezja / więc chodu w prozę za życia, rymować dziś nie / muszę, to i rymowanie nierzadko mu się zdarza (np. w świetnym Pod tę gwiazdkę). Nie znaczy to jednak, że Stabilne ma wywoływać tylko śmiech. Nierzadko znajdziemy tam sytuacje trudne i dramatyczne, ale ich ogranie w taki a nie inny sposób, rozładowuje większość napięcia. Żywioł języka nie tylko sprawia, że coś się dzieje. Ma równie silną moc oswajania tego, co traumatyczne i dramatyczne. Jest sposobem radzenie sobie z rzeczywistością oraz środkiem do podróży w czasie, który pozwala na weryfikację przeszłości i ponowne wejście z nią w dialog.

Zetknięcie rzeczywistości kreowanej przez język angielski z tą, jaką tworzy język polski, prowadzi nie tylko do komicznych sytuacji, ale również do wniosku całkiem serio, że żyjemy w wielkiej wieży Babel (albo Wieży bubble). Namysł nad językiem to też namysł nad wszelką komunikacją, która niejednokrotnie jest właściwe niemożliwa. Rodzi się zatem pragnienie wyjścia nie tylko poza własny język, lecz poza język w ogóle (Wszystko po to, (…) / żeby nie dało się o tym / napisać, a jeśli już, to tylko we wspólnym języku). Stawka jest wysoka, chodzi bowiem nie tylko o rozmowę, a w dalszej konsekwencji możliwe porozumienie, ale przede wszystkim o bycie dla drugiego człowieka, o zbliżenie na stykach tematów, bliższych niż koszula, niż własna skóra.

Stabilne to zbiór dwudziestu ośmiu wierszy, stąd niedosyt, o którym wspominałam na początku tej recenzji. Wypływa on także z tego, że gros tych tekstów to bańki mydlane – ładne, ale puste w środku. A sporo jest takich, które pokazują, na co Wita Pietrzaka stać, więc tym bardziej chciałoby się więcej. Nieco irytujący jest przyjęty sposób interpunkcji, która jest stosowana tylko na obszarze wersu (tzn. jeśli pomiędzy wersami powinien być przecinek – nie jest stosowany, ale już kropka, dwukropek czy średnik – jak najbardziej). Kompozycja książki też pozostawia wiele do życzenia; ma się wrażenie jakiegoś chaosu i braku konsekwencji. Tom za to zostaje ładnie zamknięty i podsumowany: przedostatni wiersz kończy się frazą z iloma będę jeszcze musiał się spotkać, zanim noc się zapadnie?, zaś ostatni wiersz nosi tytuł Zapadnie. Dostajemy w nim pewną sugestię co do tego, czym może być tytułowe Stabilne. Podmiot popada w kojącą monotonię // bo życie sprowadza się do chwil, jak ta utrwalonych w sennej marze / intymnie i kapitalnie drążących myśli. Ale zaraz, jak to, przecież mówiłam, że stabilność i stabilizacja absolutnie nie, więc skąd takie sformułowanie? Ano właśnie stąd, że język rozbija stabilność, jedność i monotonię i choć w ten sposób niszczy poczucie bezpieczeństwa, to jednocześnie to rozbicie jest czymś, na co się czeka, bo wtedy na nowo poustawia się wszystko we mnie. Język weryfikuje rzeczywistość i niejednokrotnie tworzy ją na nowo, całkiem inną, niż do tej pory była nam znana. Ja chciałabym raz jeszcze zweryfikować możliwości Pietrzaka. Czekam więc na następną książkę. Bogatszą i treściwszą, która i we mnie poustawia wszystko na nowo.

Anna Mochalska

Autor: Wit Pietrzak
Tytuł: Stabilne
Wydawca: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, Łódź 2016
ISBN: 978-83-62733-44-6

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.