W najnowszym numerze...

Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz - gównazjum.pl

Zaloguj się - proponuje na samym wstępie swojej trzeciej książki autorka, nie pozostawiając złudzeń, że Internet, bycie w nim  jest kluczem, może jedynym sposobem na wniknięcie w opisywany przez nią świat – pełen buntu i złudzeń, znany mniej lub bardziej każdemu, kogo obejmowała nieprzyjemność uczęszczania do szkół. Tego świata nie trzeba wymyślać, tytułowe gównazjum i większość zjawisk, którymi zajęła się Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz, dostrzeże tuż po wyjściu z domu nawet mniej uważny obserwator. Może właśnie dlatego poruszana w niej problematyka rzadko staje się inspirująca dla szukających nowych wrażeń poetów, a książka przeszła bez większego echa. Sam pomysł pokazania młodzieży poprzez środowisko w którym się obraca nie jest szczególnie oryginalny, autorka nie stara się być kreatorem, raczej pozwala sobie na rolę szczególnie wnikliwego obserwatora. To chyba najważniejsza informacja dla czytelnika – nie ma tutaj żadnego efekciarstwa, treści dla treści. Misterna konstrukcja tekstów schodzi na drugi plan, ważna natomiast jest tematyka, analiza, jakiej autorka poddaje opisywane zjawiska oraz sposób, w jaki jest to zrobione.

Pierwsze, co powinno się napisać o tej książce, to że zajmuje się tematyką społeczną – i tak moim zdaniem należy ją traktować, jako zapis jakiegoś wątku społeczno-kulturowego. Natomiast do każdego tekstu musiałam podejść indywidualnie, z czystym umysłem, bo przynoszą one zupełnie różne skojarzenia i nawiązania. Są oczywiście rzeczy, które oprócz tematyki spajają je w całość. Przede wszystkim zaobserwować można mocne umiejscowienie tych wierszy w kulturze, mitologii, nawet w bajkach – czyli w tym, co instynktownie wydaje nam się elementarne. Stoi to w opozycji do mentalności samych bohaterów tekstu, na potrzeby których autorka te fundamenty podkopuje, ukazuje w zupełnie nowym świetle. I tak dowiadujemy się o Kopciuszku, której

smukłe łydki
zawładnęły krochmalonym łóżkiem, śpi rozebrana
do wiersza, jakby co najmniej czytała Grochowiaka

(Z drugiej półki kredensu)

Schematy zostają tutaj przeinaczone, przystosowane do teraźniejszości, ukazują swoje fałszywe oblicze. W posłowiu Leszek Żuliński stwierdza, że wiersze te „są obrazem wdzierania się Nowego w Stare”. Muszę powiedzieć, że nie do końca zgadzam się z tym stwierdzeniem. Cała ta historyczna otoczka, w której autorka podaje nam swoje teksty, skłania raczej do wniosku, że mimo całego wysiłku, jaki Nowe wkłada w chęć bycia oryginalnym i świeżym, to jednak nadal daje się wpisać w pewne ramy, opisać za pomocą rzeczy fundamentalnych. Wygląda na to, że ludzie mają ograniczone zasoby wyobraźni, którą są w stanie wykorzystać – Nowe, które „w układzie Mendelejewa noszą S” (Nie baw się zapałkami), są tutaj raczej Starymi po solidnym liftingu. Widać tu pewną cykliczność zachowań, norm, obyczajów, które powracają w nowych szatach. Doskonale widoczne jest to chociażby w wierszu Osiemnastka, w którym tytułowa zabawa z łatwością staje się zliftingowanym średniowiecznym przyjęciem.

Co do nowości - nieobce są autorce wyrażenia slangowe, popularne u młodzieży (re-be-lia, dodaj do ulubionych), nadają one tekstom specyficzny klimat. Nie są jednak nadużywane, autorka zachowała przy tym swój własny, wyrazisty język – tutaj również pozostaje raczej obserwatorką, niż entuzjastką. Nie ujawnia się wyraźnie jako „ja”, hołduje raczej spostrzeżeniu zawartemu w jednym z wierszy:

Kontakt z uczuciami bywa
niebezpieczny (…)
pod skórą klawiatury
nie czuje się kołatania serca
i nie umiera na zawał słowa.

(Zaloguj się)

Kolejnym spoiwem są nawiązania do szkoły – niemal każdy tytuł wydaje się być wyjęty z dziennika nauczycielskiego. Dopiero pod nim widnieje często zaskakujące ujęcie problematyki – którą koniec końców okazuje się szeroko pojęte dojrzewanie.

Dorastanie jest przez wielu twórców ukazywane poprzez nabywanie nowych doświadczeń, poszerzanie horyzontów, czemu odpowiada dojrzewanie, fizyczny rozwój. Autorka poddaje ten trend szczegółowej analizie, ujmując go pod różnymi kątami. Moim zdaniem udaje jej się przekazać inny wniosek – dojrzewanie to raczej czołowe zderzenie z tym, że niektóre normy, zasady, fundamenty, w które młodzież wierzyła i którym ufała, okazują się typowymi „kłamstwami dla dzieci”. Młodzi muszą się przebić przez ten okres, wywiercić sobie otwór, przez który przejdą. Jednak przejście okazuje się wąskie i zostają podczas niego pozbawieni pewnej warstwy ochronnej, zmuszeni są odrzucić niepotrzebne złudzenia. Teksty pokazują różne etapy takich zmian - uświadomienie sobie istnienia śmierci (z pierwszej półki kredensu), odarcie z romantyzmu (z trzeciej półki kredensu), utrata wiary w wiarę (Lekcja religii, Powtórka ze stworzenia).

W tej chwili proces dojrzewania zachodzi bardzo szybko, za sprawą nieograniczonego dostępu do wszelkich informacji. Pozbywamy się złudzeń szybciej, niż jesteśmy w stanie nabyć nowe, i przypomina to raczej kurczenie się zasobu rzeczy poznanych i bezpiecznych. Poprzez rozwój fizyczny między ciałem a umysłem powstaje pusta przestrzeń, którą staramy się wypełnić czymś - często czymkolwiek. Chociaż wydawałoby się, że w okresie dzieciństwa nie jesteśmy w stanie nauczyć się zbyt wiele, jednak autorka pokazuje, że wystarczająco dużo, by poczuć pustkę po utracie tego. Tym właśnie jest dojrzewanie w tomiku gównazjum.pl, sztuką tracenia. Sztuką – bo to prawdziwa sztuka wyjść z tego odzierania pozostając sobą.

Jako „wypełniacze” pozostałej pustki autorka przedstawia między innymi zainteresowanie seksualnością (z drugiej półki kredensu, środki antykoncepcyjne), zniknięcie w e-przestrzeni (na czacie, wiara na łączach) czy zajęcie się twórczością literacką, w szczególności pisaniem wierszy. Autorka poświęciła temu zjawisku część tekstów. Próby młodych widzi tutaj jako chaos, eksperymenty - nie zawsze udane, zwykle niezgrabne, co nie znaczy, że nie ma w nich nadziei na przyszłość:

Wyrazy pokrewne nie łączą nas,
sypkość kości złości
napiszę rymowane pismo
by zwisło

(Proszę pani, napisałam wiersz)

Autorka nie podaje jednoznacznych odpowiedzi na zawarte w książce pytania. Jeżeli miałabym wysunąć jakąś tezę, skłaniałabym się do tego, że jest nastawiona bardziej na krytykę samych zjawisk, systemu nauki, niż młodzieży, która jest bezpośrednim ich produktem:

nie jestem – proszę pana –
przystosowana do życia w rodzinie,
nie miałam tego przedmiotu w szkole

(Wywiad z poetką)

Jedynym zastrzeżeniem, które miałabym do tej książki, jest to, że przy tak silnym skupieniu na jednym temacie pozostawia wrażenie, że autorce nie udało się uchwycić wszystkiego, co jest w młodzieżowej kulturze istotne. Czuje się to, że stoi z boku, zagląda, a nie uczestniczy, brakuje mi w tych tekstach rozmachu, młodzieńczej witalności. Czy to wada? Raczej pewna koncepcja, przyjęta przez autorkę. Mimo wszystko odczułabym niepokój, gdyby udało się tę problematykę zgrabnie domknąć – takie tematy są ciągle aktualne i powinny pozostawić furtkę na nowe ujęcia. Również kolejność tekstów, pomijając wprowadzające, wydaje mi się dość przypadkowa. Szkoda - konkretna, przemyślana konstrukcja, rozwijająca się z tekstu na tekst, byłaby tutaj dużym atutem, równoważącym skupienie na treści.

Czy poleciłabym tę książkę? Nie, jeśli czytelnik szuka w poezji tylko nowych form wyrazu. Tak, ponieważ przede wszystkim dobrze się ją czyta. To solidna poezja, która odkrywa dojrzewanie wielopoziomowo, w której wiersze obroniłyby się bez społeczno-kulturowej interpretacji. Niemniej jednak uważam, że dużo bez niej tracą, potrzebują uważnego czytelnika, poszukiwacza, który odkryje te teksty jeszcze raz – dla siebie. Bo kto powiedział, że dojrzewanie może się zdarzyć tylko raz w życiu?

Dominika Kaszuba

 

Autor: Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz
Tytuł: gównazjum.pl
Wydawca: Towarzystwo Słowaków w Polsce, Kraków 2011
ISBN: 978-83-7490-388-2

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2017 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.