W najnowszym numerze...

Czym jest dzisiaj miasto? Niejeden zapewne poeta pisał, że jest „jak kobieta”. To część prawdy, o której wiedzą ci, co z niejednej rzeki pili, niejedną podróż odbyli, którzy te swoje wybranki opiewali kunsztownym słowem, malowali czy choćby obfotografowywali. Ale czy funkcje miasta, które realizowało „city” od wieków – dziś poszły w zapomnienie? Czy to tylko miejsce, gdzie śpimy, pracujemy, kochamy się? Urzędowe relacje, odpersonalizowane stosunki? Co z kulturą, którą tworzy codzienna historia sąsiedzka? Co z pamięcią o człowieku skazanym na miejski żywot?

Przeczytałem osiemnaście tekstów (a wcześniej sporo z nich wysłuchałem na wieczorze autorskim), które są próbą zapisywania tego, co autorowi się przytrafia, co przeżył/zobaczył razem z sąsiadami swojej „małej ojczyzny” – Pragi (a dokładniej jej części – Grochowa).

Te wiersze, bo tak formalnie należy utwory określić, dezawuują w jakiejś części mit anonimowości wielkiego miasta, braku żywych relacji między lokatorami klatki bloku czy kamienicy. Także wyobrażenie o bezosobowej bezwyrazowości dzielnic czy kwartałów.

Autor Praskich miniatur (kiedyś dziennikarz kryminalny, wciąż malarz, podróżnik, fotografik) próbuje z drobiazgów pamięci i codziennych obserwacji stworzyć kronikę życia kilku osób, kilku miejsc. Na przewodnika w tej wędrówce po odchodzącym świecie wybiera „sąsiada” (złożonego z wielu – bohatera zbiorowego, choć wcielanego w byt jednostkowy). Podmiot liryczny opowieści reprezentuje autora i jego punkt widzenia (człowieka  obeznanego z kulturą nie tylko literacką, patrzącego często z ironicznym – choć dobrotliwym – dystansem).

Pojawiają się tu również konteksty kulturowe (choćby filozoficzno-kosmologiczny, religijny, literacki), ale przede wszystkim mamy bogactwo żywiołu narracji: język codzienny nasycony nie tylko charakterystycznym, lokalnym słownictwem, ale również oparty na składni odzwierciedlającej mowę potoczną (styl ludzi nieskomplikowanych, mówiących krótkimi zdaniami-wypowiedzeniami, często o zaburzonej składni, z przestawnym szykiem, gdzie inwersja wyrzuca na koniec najczęściej czasowniki, jako najbardziej znaczące w opowieści o „dzianiu się”; styl charakteryzujący się powtórzeniami, zwrotami relacyjnymi typu: „no, nie?” – to funkcja fatyczna języka).

Przy tym wszystkim autor tworzy kompozycje oparte o klasyczne reguły zawiązania, ekspozycji i pointy, najczęściej humorystycznie traktującej bohaterów – zjawiska, nierzadko opartej na cytacie dokładnym (czytaj: dosadnym - tzw. „na żywca”).

Mamy osiemnaście tekstów o „sąsiedzie”, przy czym pierwszy i ostatni są lirycznymi wyznaniami; pierwszy kreuje mit sąsiadki, która staje się kochanką – a to Praga właśnie…; ostatni – to twórcze credo, oznajmienie w sytuacji, gdy autor zwalnia siebie z możliwości noszenia miana poety, i usprawiedliwienie, że pisze „miłośnie” – odwołując się raczej do uczuć, niż intelektualnych gier (jednocześnie „poeta” durzy się w „poezji”, którą – jak kobietę – chce posiąść na wieki: „Jeszcze w niej nie byłem, ale mógłbym z niej nie wychodzić”. Zresztą tę postawę (zakochania) można rozciągnąć na wszystkie pozostałe teksty. Opisy nie są beznamiętne, a nawet te satyryczne – podkreślają emocjonalny związek autora ze światem przedstawionym.

Część historii dzieje się w bloku i jest zbudowana w oparciu o codzienne obserwacje. A to ktoś ustawił bałwana na wejściu do bloku, a to ktoś (nowa sąsiadka) nie zamyka „kraty” blokującej intruzom wejście. W większości tekstów pojawia się „sąsiad” charakteryzowany szczegółowo i z humorem („Ja nie wiem, sąsiad wie”). To ktoś w rodzaju Anioła-Stróża (dozorca? – skoro sprząta śnieg), ale też bliźniego – powszedniego (świetne „Swojskie Polaków rozmowy” o… milczeniu). Bywa też nauczycielem „życia” (wprowadza autora – młodego jeszcze – do „Baru Zagłoba”). Rytm życia wyznaczają święta śródroczne; mamy tekst na motywach Bożego Narodzenia (z przewrotnym i zaskakującym uzasadnieniem przeciw zabijaniu karpia: „nie ma co/ Ryby zabijać, bo ryba się na skale odrodzi/ Piotrowej”); mamy tekst „O panspermii przed Wielkanocą” (balladowa opowieść o przygotowaniach do świąt, o radzeniu sobie w biedzie i wiecznej nadziei wbrew każdej rzeczywistości, z dojmującą pointą: „A jak się nawali, palma mu odbije/ Tyle z Wielkanocy sąsiad zapamięta”). Jest w końcu Nowy Rok, witany w towarzystwie „starej M-skiej” na śmietniku, i przedstawiający się tak ze swojska: „- Nowy Rok, kurwa, bo co?”.

Wszystkie te wiersze to zapis naszej „wesołej-niewesołej” codzienności. Poza szczegółową obserwacją, której optyka nastraja się najczęściej na smutne strony życia, mamy życzliwy, ale ironiczny komentarz, który pozwala przełykać te gorzkie pigułki codzienne oraz wyjść obronną ręką ze zderzenia ze światem: z honorem/humorem. Bo opisywani bohaterowie nie są z tych „miękkich”, swoją ambicję mają (sąsiad – skarb znający się na wszystkim; sąsiad – bida nieproszący nawet o fajki; sąsiad dumny, że aż zadumany), wiele przeżyli, ale zawsze przeżyją: jakoś.

Osobny rozdział tych historii to miłość. Miłość i alkohol, bo to częsta para, przyczyna i skutek („z kapsli sąsiad zgniótł korale. To dla Gieni” - „Zadumani na Wspólnej Drodze”; „z miłością jak ze zgagą jest./ Tylko na tę pierwszą francę, patrz, lekarstwa nie ma” – „Lekarstwo na zgagę”).

Ważne, że przy tym całym bogactwie faktograficznym, fabularnym, leksykalnym i stylistycznym, sporo z tych tekstów mówi o rzeczach większych, buduje metaforę-symbol, staje się rozprawkami na poły filozoficznymi. Prosta, wydawałoby się, historia o różnicy między dniami w tygodniu a weekendem, staje się traktatem o piekle i niebie, o tym, co komu sądzone i czy można być trochę tu, trochę tam. Przywołany w tytule wiersza Gilgamesz świadczy o zamierzonym szukaniu prawd bardziej ogólnych ponad te, które dotyczą tylko sąsiadów z Grochowa. Sporo tu także aforyzmów o „życiu ogólnie”:

„…siła głupoty jest nieskończona.
czyni głupców nieśmiertelnymi. Nawet w weekend”.
(„Myśląc o Gilgameszu na Grochowie”).

Kim jest tytułowy MIŚ?* Przypadkową aranżacją bramy przy Męcińskiej? (słupnik taki, nasz niebożę).

„Na słupie siedział więc miś. Jak stoik siedział. Stoik siedzący.
Gdyby stał, to byłby stojącym siedziakiem. Bez sensu.
A wiersz nie może być przecież bez sensu. Wiersz to filozofia”.

Czy Miś jest obrazem „sąsiada” – everymana, czyli… każdego? (z nas?), a więc także porte parole autora?

„To cały świat jego był. Przez lata siedział misiek i milczał.
Bo co tu gadać, gdy cały świat to zardzewiała rura w dupie. I Męcińska.”

Bogdan Zdanowicz

 



* MIŚ – zdrobnienie, właściwie: MICH, a nawet: Krzychu Michu.

 

Autor: Krzysztof Mich
Tytuł: Miniatury praskie (Sąsiad, sąsiadka i miś)
Wydawca: nakład własny, Decoteria, Warszawa 13.04.2013 r.

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2019 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.