W najnowszym numerze...

44739 Wspomnienie o Marii Zarębińskiej – aktorce

Nadeszła jesień, a wraz z nią niewielkie (ale zawsze jednak!) spowolnienie trybu życia. Taki czas skłania do refleksji, zadumy, ale też do nadrobienia przynajmniej części zaległości czytelniczych. W takich okolicznościach trafiła do mnie książka 44739 Wspomnienie o Marii Zarębińskiej – aktorce. Książka o tyle niezwykła, że będąca dziełem aż trzech autorek: Marii Broniewskiej-Pijanowskiej, Anety Kolańczyk oraz Marii Zarębińskiej-Broniewskiej.

Pierwszy rzut oka na lekturę pozostawił pozytywne wrażenie. Prosta, ozdobiona jedynie zdjęciem Marii Zarębińskiej okładka utrzymana jest w przyjemnych dla oka odcieniach sepii. Ciekawym urozmaiceniem jest zawarta w środku publikacji wstawka zdjęciowa. Czarno-białe zdjęcia stanowią bardzo dobre uzupełnienie lektury, szczególnie jej pierwszej części, będącej wywiadem dotyczącym Marii Zarębińskiej.

Książka, jak już wspomniałam, podzielona jest na dwie części. Pierwszą z nich stanowi bardzo obszerny wywiad Anety Kolańczyk z Marią Broniewską-Pijanowską, dotyczący głównie jej wspomnień związanych z Matką i jej środowiskiem. Druga część to zbiór dziewięciu opowiadań Marii Zarębińskiej napisanych w roku 1943, w Oświęcimiu. Lekturę całości otwiera wstęp Anety Kolańczyk dotyczący przede wszystkim pierwszej części oraz zapowiadający, czego możemy się po niej spodziewać, a zamyka – recenzja Opowiadań Oświęcimskich autorstwa Izabeli Fietkiewicz-Paszek.

Do lektury części pierwszej podchodziłam sceptycznie, z kilku różnych powodów. Pierwszym i najważniejszym z nich był fakt, że stanowiła ona – jak sam tytuł wskazuje – wspomnienie, w pewnym sensie biografię, osoby już nieżyjącej, w dodatku wyraźnie osadzonej w kulturze polskiej. Pisząc tego typu prace, łatwo jest popaść w przesadę, obawiałam się więc, że będę miała do czynienia z dziełem stricte historycznym lub wręcz przeciwnie – z bardzo subiektywną i odtwórczą literaturą piękną, jedynie w niewielkim stopniu naznaczoną faktami. Sytuacji nie poprawiał fakt, iż cała pierwsza część książki miała formę wywiadu. O ile bowiem, przynajmniej częściowo, rozwiewało to moje obawy co do stylu, w jakim utrzymana będzie lektura (moim zdaniem trudno jest przeprowadzić wywiad w oparciu jedynie o suche daty i miejsca), jednocześnie nastręczało kolejnych, tym razem dotyczących obiektywizmu opisywanych faktów. Opierając się w dużej mierze na pamięci oraz na bieżąco odpowiadając na stawiane pytania, łatwo bowiem stworzyć hagiografię opisywanej osoby albo, idąc w drugą stronę, mieć tendencje do „wywlekania” negatywnych sytuacji i emocji. Błędy te można było popełnić tym łatwiej, że osobą, z którą przeprowadzano wywiad, była córka Marii Zarębińskiej, a zatem osoba bardzo z nią związana. Wszystkie te czynniki sprawiały, że po części pierwszej lektury nie spodziewałam się zbyt wiele. Na szczęście, jak to często w takich przypadkach bywa, okazało się, że moje obawy całkowicie nie pokrywają się z zastaną rzeczywistością.

Tym, co rzuciło mi się w oczy już po kilku pierwszych stronach lektury i utrzymywało się konsekwentnie do samego jej końca, jest wysoki profesjonalizm Anety Kolańczyk, czyli osoby przeprowadzającej wywiad. Zadawane przez nią pytania były konkretne, nienacechowane emocjonalnie, w żaden sposób nie sugerowały „dobrej” lub „złej” odpowiedzi. Poza tym, niejednokrotnie odniosłam wrażenie, że doskonale zdaje ona sobie sprawę, kiedy należy zmienić temat rozmowy i jak to zrobić, by poszczególne wątki łączyły się ze sobą i została zachowana płynność wypowiedzi. Sytuację poprawia fakt, że Maria Broniewska-Pijanowska jest rozmówcą bardzo żywym, jej wypowiedzi są obszerne, płynne, bez problemu można zauważyć, że tematy, które porusza, są jej bardzo bliskie. Stopniowo przechodzi od najwcześniejszych wspomnień o Matce oraz nakreślenia, z jakiego środowiska się wywodziła, przez coraz późniejsze lata silnie związane nie tylko z życiem Marii Zarębińskiej, ale też z samą autorką, Władysławem Broniewskim, jego córką oraz całym towarzystwem, w jakim się obracali, aż do wydarzeń wojennych, życia pani Zarębińskiej w obozie oraz krótkiego nakreślenia czasu po wojnie. Długie i bogate w detale wypowiedzi dodatkowo urozmaicane są fragmentami wierszy Władysława Broniewskiego oraz listów, co nie tylko pozwala wybić się ze stałego rytmu lektury, ale też stanowi ciekawe jej dopełnienie.

Jak wspomniałam, język całej wypowiedzi jest płynny, żywy i bogaty w detale. Wydaje mi się, że właśnie ta swoista drobiazgowość stanowi sedno całego wywiadu. „Chcę mówić tylko to, co pamiętam” – mówi Maria Broniewska-Pijanowska i konsekwentnie się do tego stosuje. Nie ma tu spekulacji, nie ma zastanawiania się, co działo się w momentach, odnośnie których nie posiada ona wiedzy. Jest za to pamięć najrozmaitszych rzeczy, której jeszcze pełniej niż robiły by to same daty i książkowe zdarzenia obrazują, jak wyglądało życie z Marią Zarębińską, jaka była i co było dla niej ważne. Jednocześnie Maria Broniewska nie waha się powiedzieć, że czegoś nie pamięta lub że nie jest pewna, co dokładnie się wydarzyło, co nie tylko podnosi wiarygodność opisywanych zdarzeń, ale dodatkowo urealnia opisywane postacie, pokazuje, co w nich mogło rzucać się w oczy, a na co Maria Broniewska-Pijanowska całkowicie nie zwracała uwagi. Jest to bowiem nie tylko biografia, ale też świadectwo pamięci małej dziewczynki, później nastolatki, zawsze dziecka, zwracającego uwagę na rzeczy niedostrzegalne dla patrzących z boku biografów. Kto bowiem skupiałby się na tym, jakie suknie nosiła aktorka, o czym rozmawiała z Anką, córką Władysława Broniewskiego, co jej się śniło…? Nawet, jeśli w miarę upływu czasu, zwłaszcza w czasie opisywania lat wojny, coraz ważniejszą rolę odgrywają listy, zarówno Marii Zarębińskiej, jak i osób, z którymi korespondowała (cześć z nich możemy później obejrzeć we wkładce ze zdjęciami), całość nie traci swojego charakteru przyjemnego w odbiorze opowiadania. Fakty, podane w takiej formie, składają się na pełną ciepła, ale nie tracącą obiektywizmu panoramę życia codziennego rodziny Broniewskich, ze szczególnym naciskiem na tytułową bohaterkę, ale z wystarczająco zaznaczonymi w treści innymi postaciami.

Drugą część lektury stanowi zbiór dziewięciu Opowiadań Oświęcimskich autorstwa Marii Zarębińskiej- Broniewskiej, napisany w obozie w 1943 roku. Cykl opowiadań otwiera stylizowany na list do męża utwór Gołębie, a zamyka Wspomnienie o Zofii Praussowej, utwór, który jako jedyny skupia się na postaci typowo historycznej, nie tracąc jednak literackiego stylu, w jakim utrzymana jest cała reszta opowiadań. W zbiorze widać dużą wrażliwość autorki, zauważa ona drobiazgi – trawę na nasypie kolejowym, która pozwala określić porę roku, stokrotki przy piersi jednej z kobiet, zachowanie nowych więźniarek, kątem ucha wychwytuje z tła rozmowy dotyczące opisywanych przez nią zdarzeń. Mimo sytuacji, w jakiej się znalazła, zachowuje rzucającą się w oczy stabilność emocjonalną, bez problemów też wychwytuje optymistyczne nastawienie niektórych swoich koleżanek z bloku. Nie traci przy tym kontaktu ze światem, ma całą świadomość zachodzących dookoła złych zdarzeń, nie waha się też o nich pisać, co w konsekwencji skutkuje powstaniem swoistego „kolażu” z życia obozowego. Opowiadania utrzymane są w rozmaitym stylu, od mającego formę listu opowiadania Gołębie, w którym dużą rolę pełni odtwarzanie wspomnień z dzieciństwa, poprzez szczegółową obserwację pucynerki Pelasi, tytułowej bohaterki jednego z kolejnych opowiadań, będącego swoistym „studium przypadku”, aż po silnie surrealistyczne opowiadanie Entlasungodwszenie, w którym zdarzenia obozowe sprawiają wrażenie koszmarnego i niezrozumiałego snu, w pełni ukazując, w jak dużym stopniu ludzie byli niepewni tego, co się z nimi stanie, nawet mimo powtarzalności rytmu dnia. Całość nie tylko przedstawia sobą dużą wartość literacką, ale też stanowi nieco inne od dotychczas mi znanych świadectwo życia codziennego w żeńskiej części obozu w Oświęcimiu.

44739 Wspomnienie o Marii Zarębińskiej – aktorce to lektura, która mimo moich początkowych obaw sprawiła mi wiele przyjemności. Żywy, przystępny język, różnorodność opisywanych zdarzeń i płynność wypowiedzi często sprawiały, że zapominałam, że mam do czynienia z biografią i podchodziłam do treści tak, jakbym czytała po prostu literaturę piękną. Sam zbiór opowiadań zaś, mimo trudnych tematów w nim poruszanych, nie epatował pesymizmem i poczuciem beznadziei, bił z niego pewien spokój a czasami wręcz optymizm, mimo iż niekiedy widać było smutek czy strach autorki. Podsumowując, uważam, że jest to książka, która może sprawić przyjemność nie tylko historykom czy miłośnikom rodziny Broniewskich, ale też niejednemu „standardowemu” odbiorcy, dlatego też z czystym sumieniem mogę ją polecić każdemu, kto tak jak ja szuka sobie lektury na długie, jesienne wieczory.

Anita Katarzyna Wiśniewska

 

Autor: Maria Zarębińska-Broniewska, Maria Broniewska-Pijanowska, Aneta Kolańczyk
Tytuł: 44739 Wspomnienie o Marii Zarębińskiej - aktorce
Wydawca: Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2016
ISBN: 978-83-8019-476-2

 

Aktualny numer - Strona główna

Powrót do poprzedniej strony


© 2010-2018 Stowarzyszenie Salon Literacki.
Kopiowanie treści zawartych w serwisie wyłącznie za zgodą Redakcji i podaniem źródła pod cytowanym fragmentem, w przypadku portali internetowych - linkiem do serwisu salonliteracki.pl.